Gdy wysokometanowy gaz ziemny dociera do naszej wschodniej granicy, to za metr sześcienny płacimy aktualnie 40 groszy (gdy pochodzi z naszych rodzimych złóż, jest o połowę tańszy) - pisze "Głos Wielkopolski". Tymczasem w naszych kuchenkach metr tego samego gazu wart już jest 1,43 złotych.
Owa złotówka różnicy, to koszty dalszego przesyłu i dystrybucji. O ile na cenę importowanego lub krajowego surowca wypływu zbyt dużego nie mamy, o tyle pokusić się można o zmniejszenie lub przynajmniej zahamowanie kosztów związanych z budową i eksploatacją sieci gazowej. Jak twierdzą specjaliści, w najbliższym czasie gaz zdrożeje o około 10-15 procent ze względu na znowelizowaną w ubiegłym roku ustawę o drogach publicznych.
Oprócz podatku od nieruchomości płaconego na rzecz gminy, czyli 2 rocent wartości budowli (sieci, stacji) rocznie, gazownicy zaczęli płacić fortunę (oczywiście koszty przerzucając na odbiorców) za zajęcia pasa drogowego i to zarówno podczas budowy, co jest jeszcze do zrozumienia, ale również po zakończeniu inwestycji, czyli za to że rura jest już w ziemi.
Jeśli jednak zajęcie pasa drogowego, to jednorazowy wydatek (za jeden dzień 10 złotych za metr kwadratowy), to za zakopane już instalacje trzeba płacić rok w rok. Maksymalna stawka umieszczenia gazociągu w pasie drogowym to 200 złotych za metr kwadratowy, na szczęście jak na razie samorządowcy zachowują zdrowy umiar i średnio każą sobie płacić 30 złotych za metr.
Oczywiście w miarę wydłużania się długości sieci, kwota będzie stale się powiększać. Według pesymistycznych prognoz, przy budowie rocznie 350 kilometrów gazociągów, za 10 lat wielkopolscy gazownicy mogą zapłacić na rzecz zarządców dróg...105 milionów złotych Oczywiście do tego dorzucić trzeba jeszcze 3,5 miliona złotych za zajęcie pasa drogowego w czasie budowy. Dodatkowym smaczkiem jest zapis w ustawie, że zarządca drogi może po czterech latach zażyczyć sobie przeniesienia gazociągu na inne miejsce na koszt właściciela gazociągu.