Nowy kwartał, te same problemy

Marek Rogalski
opublikowano: 2012-04-02 00:00

Niezależnie od tego, co próbują nam wmówić niektórzy europejscy decydenci, w strefie euro wciąż jest daleko do ogłoszenia końca kryzysu.

Mijający kwartał był jednym z najlepszych okresów dla złotego. Naszej walucie pomógł splot trzech czynników: publikowane w Polsce i na świecie dane makroekonomiczne nie były tak złe, jak to na jesieni wieszczyli pesymiści, Europejski Bank Centralny zalał rynek tanim pieniądzem (ponad bilion euro na obu aukcjach LTRO), co poprawiło nastroje na włoskim i hiszpańskim rynku długu, wreszcie z RPP coraz częściej padały sformułowania o możliwej podwyżce stóp procentowych. Nie wiadomo, czy to wystarczy do podtrzymania dobrych nastrojów także w drugim kwartale.

Polski rząd, decydując się na zmiękczenie założeń reformy emerytalnej, pokazał, że może nie być tak zdeterminowany do przeprowadzania kolejnych, mało popularnych, ale koniecznych. Wprawdzie inwestorzy zagraniczni wiedzą, że trudne sprawy wymagają czasu i kompromisów, ale w ostatecznym rozrachunku tracą na tym polski budżet i gospodarka. Sceptycy szybko sobie o tym przypomną, w sytuacji kiedy świat będzie musiał zmierzyć się z kolejną odsłoną kryzysu. Bo w to, że on się zakończył, wierzą tylko niepoprawni optymiści.

W piątek ministrowie finansów państw strefy euro podjęli decyzję o zwiększeniu siły finansowej funduszy ratunkowych. Niemniej w to, że zaproponowane rozwiązania mogą być skuteczne, wierzą tylko politycy.

Wprawdzie szumnie ogłoszono, że programy ratunkowe będą warte blisko 800 mld EUR, ale realnej gotówki gotowej do użycia będzie w tym roku jedynie 200-250 mld EUR.

Pełną gotowość operacyjną Europejski Fundusz Stabilizacyjny (EFS) będzie miał bowiem dopiero w połowie 2014 r., a przedłużenie działalności Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej (EFSF) do połowy 2013 r. dotyczyć ma tylko istniejących operacji. Wprawdzie politycy nie wykluczyli możliwości użycia 240 mld EUR z tzw. resztówki EFSF, ale tylko wtedy, kiedy pieniądze z EFS zostaną już wykorzystane. Nie możemy więc mówić o efektywnym firewallu w strefie euro, tak jak to chciał widzieć szef OECD — ponad bilion euro. Politycy znów dali spekulantom mocne argumenty — gra na kolejny kryzys w strefie euro powoli się rozpoczyna.

Nie tylko Grecja jeszcze długo pozostanie na finansowym pasku Europy, ale przede wszystkim Hiszpania. Największym problemem premiera Mariano Rajoya zdaje się być świadomość „beznadziejności” swojej sytuacji, chociaż tego nie pokazuje.

Przegrana w wyborach samorządowych w Andaluzji, zaledwie kilka miesięcy po zdobyciu władzy w całym kraju, to sygnał, że społeczeństwo będzie odrzucać ambitne reformy. Tym samym przedstawiony w piątek plan znalezienia oszczędności na 27 mld EUR nie przybliży nas do redukcji deficytu z 8,5 proc.

PKB w 2011 r. do 5,3 proc. PKB na koniec 2012 r. Problemem Hiszpanii jest też fatalna struktura gospodarki, złe długi w bankach, ogromne bezrobocie i fatalne finanse samorządów — może się okazać, że w końcu roku rząd w Madrycie zostanie zmuszony do sięgnięcia po zewnętrzne finansowanie.