Ochrona pozorna

Rafał Fabisiak
opublikowano: 25-10-2011, 00:00

Brak renegocjacji pakietu klimatycznego może negatywnie wpłynąć na przemysł chemiczny

Podpisując pakiet klimatyczny, Polska zobowiązała się ograniczyć emisję CO 2 o 20 proc. do 2020 r. Firmy chemiczne od 2013 r. będą musiały kupować prawa do emisji CO 2. W Polsce energia, także dla przemysłu, jest w 95 proc. wytwarzana z węgla i może to mieć fatalne skutki właśnie dla przemysłu chemicznego. Nic dziwnego, że coraz częściej mówi się o konieczności renegocjacji pakietu klimatycznego. Jakie mamy argumenty?

Redukcja

W drugim okresie handlu emisjami (2008-12) większość praw przyznaje się za darmo. Ale już w trzecim okresie, który zacznie się w 2013 r., trzeba będzie płacić, chociaż nadal będą możliwe bezpłatne przydziały. Będzie to się odbywało poprzez ustalone benchmarki dla konkretnych produktów, czyli progi poziomu emisji, do których będzie można ubiegać się o darmowy przydział.

Benchmarki obliczono na podstawie średniej emisji gazów cieplarnianych z 10 proc. najwydajniejszych unijnych instalacji do wytwarzania danego produktu. Jak wyjaśnia Krzysztof Łokaj, specjalista ds. ochrony środowiska z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, np. benchmark produkcji kwasu azotowego ustalono na takim poziomie, że europejskie fabryki musiałaby zredukować emisję o 80 proc. A kwas azotowy jest głównym półproduktem do wytwarzania nawozów. Wiele innych produktów też ma poziom benchamarku grubo powyżej docelowej redukcji — często o około 40 proc. A niektóre produkty, np. soda, produkuje się w tylko kilkunastu zakładach w Europie. Poziom emisji wyznaczają więc dla nich jedna, dwie instalacje, które są często zupełnie niereprezentatywne dla całego sektora.

Unia to za mało

— Europejska chemia jest najefektywniejsza na świecie pod względem emisji CO 2. Nieznacznie ustępują nam USA i Japończycy. Udział Europy w światowej emisji gazów cieplarnianych to 10 proc. Zakładając, że uda się spełnić ma prawo emitować Polska co roku w latach 2008-12. Jest to 9,9 proc. udziału w Europejskim Systemie Handlu Emisjami.

założenia i do 2020 ograniczyć emisję zaledwie o 2 proc., a w tym czasie wybuchnie jakiś duży wulkan, to efekt środowiskowy zostanie zniwelowany, a przemysł nadal poniesie znaczące koszty — tłumaczy Krzysztof Łokaj. Jak podaje firma BASF, od 1990 r. udało jej się zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych o 40 proc., a w niektórych zakładach nawet o 70 proc. — Zmiany klimatyczne są jednak problemem globalnym, a więc powinny być rozpatrywane globalnie. Wszystkie kraje i gałęzie przemysłu muszą się zaangażować w redukcję emisji gazów cieplarnianych. Pojedyncze i odosobnione działania nie mają sensu, bo nie przyniosą pożądanego skutku. Żaden europejski kraj ani nawet cała Europa, nie będą w stanie samodzielnie rozwiązać tego problemu — uważa dr Michael Hepp, prezes BASF Polska. Tłumaczy, że efektem zobowiązania się do wprowadzenia ostrych ograniczeń tylko w Europie będzie przenoszenie zakładów produkcyjnych w miejsca, gdzie obostrzeń nie ma. Miałoby to fatalne skutki dla konkurencyjności europejskiegoprzemysłu, a nie zmieniłoby emisji poza miejscem ich powstawania. — Powinniśmy się skupić w Europie na tym, by zrealizować dawno zamierzoną redukcję emisji o 20 proc. Nim podejmiemy dyskusję o proponowanym przez niektórych jej podwyższeniu do 30 proc., powinniśmy mieć zobowiązujące zapewnienie z innych regionów świata, że też wprowadzą takie regulacje — mówi Michael Hepp.

Zagrożenia

— Obliczono, że zrealizowanie założeń pakietu będzie kosztowało polski przemysł 2,5 mld zł. Tylko na zakup pozwoleń na emisję firmy będą musiały wydać kwoty równe ich trzyletnim funduszom na inwestycje. Wiele nie będzie zatem miało pieniędzy na inne inwestycje.

A to ograniczy rozwój gospodarczy Polski i innych krajów UE — twierdzi Krzysztof Łokaj. Także Michael Hepp uważa, że zaostrzenie przepisów bardzo obciąży firmy w Polsce i w Niemczech. Skutkiem będzie wzrost zagrożenia utratą inwestycji, a co za tym idzie — innowacji i miejsc pracy.

Według wyliczeń BASF, w związku z nowym ustawodawstwem od 2013 r. koncern wyda na zakup certyfikatów około 100 mln euro. Krzysztof Łokaj zwraca uwagę na jeszcze inny problem. Od 2013 r. prawa do emisji będzie mógł wykupić każdy. Dlatego, chociaż dzisiaj cena tony CO 2 jest stosunkowo niska (około 10 euro) to w trzecim okresie handlu może znacznie wzrosnąć.

— Taka sytuacja stworzy miejsce na spekulację. Już się mówi, że cena tony CO 2 wzrośnie do 30-35 euro, a niektóre analizy podają nawet 80-100 euro. Wiele zakładów tego nie wytrzyma i upadnie. Stworzy to pole dla firm spoza UE. Jeśli w Polsce firmy wytwarzające nawóz popadną w tarapaty lub znacząco podniosą ceny, to rolnicy będą kupowali nawozy na Wschodzie, a to może spowodować, że będziemy w nowy sposób uzależnieniod tego regionu — mówi Krzysztof Łokaj.

Rozwiązanie, a nie problem

Firmy chemiczne szukają m.in. nowych źródeł gazu i opracowują wydajniejsze technologie. Ale to trwa latami. — Wzrost znaczenia tematyki ochrony środowiska kryje ogromny potencjał rynkowy. Nie ma takiego ryzyka, które nie byłoby jednocześnie szansą. W ubiegłym roku nasz obrót produktami z kategorii tak zwanych produktów przyczyniających się do ochrony środowiska wyniósł 8 miliardów euro — mówi Michael Hepp.

Do takiej grupy firma zalicza produkty, których zastosowanie pozwala zaoszczędzić dwukrotnie więcej dwutlenku węgla, niż powstaje go przy ich produkcji, np. płyty do izolacji budynków, wykonywane ze spienionego polistyrolu.

— Dobra izolacja budynków sprawia, że zużywamy mniej enegrii do ich ogrzania lub chłodzenia. Takich nowych produktów jest bardzo wiele, co pokazuje, że jeśli chodzi o ochronę środowiska, chemia jest częścią rozwiązania, a nie problemem — ocenia Michael Hepp.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu