Łódzkie lotnisko jest bardzo korzystnie zlokalizowane, ale wciąż niedofinansowane. Efekt — mniej połączeń niż mogłoby obsłużyć.
Jeśli ktoś chciałby dostać się z Łodzi na warszawskie lotnisko samochodem, zajmie mu to około 3 godzin. W tym czasie doleciałby samolotem z Łodzi-Lublinka do większości stolic krajów europejskich. Jednak obecnie, bezpośrednio za granicę, można z tego miasta polecieć tylko do Kolonii lub Bonn.
— Około 300 tys. osób rocznie, mieszkających w zasięgu naszego lotniska, odlatuje z Warszawy — ocenia Leszek Krawczyk, prezes Lotniska Łódź-Lublinek.
Kilka dni temu Łódź straciła regularne połączenia z Warszawą, więc pełni rolę jedynie lokalnego portu dla lotów międzynarodowych. Celem władz lotniska jest zatem modernizacja i rozbudowa portu.
— Obecnie trwają prace związane z wydłużeniem pasa startoweo i budowy drogi kołowania. Rozpisano także konkurs na wizualizację nowego terminalu, o przepustowości 0,5 mln pasażerów rocznie. Ma on powstać do końca 2005 r. — mówi Leszek Krawczyk.
Prezes liczy, że takie inwestycje pozwolą także zainteresować Lublinkiem tanich przewoźników lotniczych.
W 2003 r. z lotniska skorzystało 10 tys. pasażerów. W tym roku ma ich być około 20 proc. więcej. Właścicielem lotniska jest miasto Łódź, które nie jest w stanie pokryć wszystkich wydatków na inwestycje. Dlatego Lublinek zamierza ubiegać się o środki z budżetu centralnego, a także z Unii Europejskiej.