Oni do nas, my do nich

Janusz Lewandowski
opublikowano: 05-10-2007, 00:00

Janusz Lewandowski

europoseł Platformy Obywatelskiej

Wieści o przenoszeniu produkcji do nowych krajów Unii Europejskiej rozchodzą się szybciej aniżeli prawda o trudnych reformach, które czynią z nas atrakcyjny obszar inwestowania. Zwłaszcza że ostatnio tych reform mniej — odkąd dobiegliśmy do mety. Zaś rozszerzenie UE zwiększyło bezpieczeństwo inwestowania na unijnym Wschodzie. Przykładem Cadbury, tworzący miejsca pracy na Dolnym Śląsku, kosztem macierzystej Anglii.

Tak zwana delokalizacja — warunek globalnej konkurencyjności zachodnich multinationals — nie pustoszy zachodniego rynku pracy, ale pustoszy zbiorową wyobraźnię. „My do nich dopłacamy, a oni zabierają nam miejsca pracy. Po co nam to było” — myślą sobie na Zachodzie, nierzadko przeklinając rozszerzenie Unii. I wymyślają dziwne środki zaradcze, zamiast odważnie reformować własną gospodarkę. Działa już Fundusz Antyglobalizacyjny, utworzony w maju 2006 r. w odpowiedzi na francuskie lęki. Francuzi pierwsi sięgają po te pieniądze, pod pretekstem strat, jakie powoduje konkuren-

cja dla ich Peugeot i Renault.

Zaś Komisja Europejska chce karać firmy, które przenoszą produkcję za Łabę, pozbawiając je dostępu do unijnych funduszy.

Tak oto fałszywa diagnoza rodzi fałszywe recepty. Przecież miliony mieszkańców Europy Wschodniej delokalizują się dobrowolnie na Zachód. Idą tam pracownicy, ale co gorsza — coraz częściej kieruje się tam polski kapitał, nieskory płacić podatki na rozmaite służby specjalne, które mylą przedsiębiorczość ze zorganizowaną przestępczością.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu