Opatrzność czuwa nad szefem resortu skarbu

Wiktor Krzyżanowski, Marek Knitter
opublikowano: 2002-10-29 00:00

Nawet jeśli resort skarbu nie zamknie do końca roku żadnego z projektów prywatyzacyjnych, dramatu nie będzie. Deficyt budżetu zostanie sfinansowany przez emisje dodatkowych papierów skarbowych.

Po wrześniu przychody z prywatyzacji, będące jednym z elementów finansowania deficytu budżetowego, wyniosły niespełna 1 mld zł. W ustawie budżetowej założono, że do końca roku z tytułu sprzedaży udziałów w państwowych firmach budżet zyska 6,6 mld zł. Wiadomo jednak, że jest to wielkość nierealna — resort finansów szacuje, że wpływy wyniosą około 3,6 mld zł.

Powodzenie szacunków resortu zależy od kontrowersyjnej sprzedaży przez Skarb Państwa 85 proc. akcji Stoenu — warszawskiego dystrybutora energii. Po podpisaniu wstępnej umowy w tej sprawie z niemieckim RWE larum podnieśli parlamentarzyści, zarzucając Wiesławowi Kaczmarkowi, ministrowi skarbu, wyprzedaż polskiego majątku.

Wczoraj w Sejmie miała się odbyć debata na ten temat. Sprawa została jednak usunięta z porządku obrad, mimo że minister Kaczmarek był do dyspozycji posłów.

Teoretycznie resort skarbu ma więc wolną rękę w wykonaniu umowy z RWE. Posłowie ponownie jednak domagają się debaty w sprawie Stoenu, i zapewne dopóki do niej nie dojdzie, dopóty rząd nie sprzeda warszawskiego dystrybutora.

To zaś oznacza, że okrojone szacunki przychodów z prywatyzacji mogą ulec dalszemu zmniejszeniu. Sprzedaż akcji Stoenu to około 1,5 mld zł wpływu do budżetu. Kolejny miliard to głównie efekt skumulowanych małych prywatyzacji, które mają zakończyć się do końca roku.

— Ze strony rządowej widać dążenie do zakończenia prywatyzacji Stoenu do końca roku. Trudno jednak odpowiedzieć na pytanie, jak daleko posunięte są negocjacje i jaka będzie gotowość polityczna w tej kwestii — mówi Dariusz Filar, główny ekonomista Pekao SA.

— Nawet jeśli środki ze sprzedaży Stoenu wpłyną na początku przyszłego roku, to dla tegorocznego budżetu nie będzie to miało dużego znaczenia — uspokaja Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CA IB Securities.

Jej zdaniem, deficyt nie będzie wyższy niż założone w budżecie 40 mld zł. Nie jest zagrożone także jego finansowanie.

Sprawa jest prosta — resort finansów będzie musiał wyemitować więcej skarbowych papierów wartościowych, niż zakładał to budżet na 2002 r. Przyjmując, że do końca roku nie wpłyną już żadne przychody z prywatyzacji, w ciągu kilku tygodni należy spodziewać się zwiększenia emisji papierów o ponad 2,5 mld zł.

— Do tej pory resort finansów dosyć zręcznie wykorzystywał pojawiający się popyt na papiery. Wszystko zależy od strategii resortu. Przede wszystkim zaś od wyboru kosztu obsługi długu w przyszłości. Jeśli okaże się on wysoki, może zapaść decyzja o sięgnięciu po odpowiednie fundusze z lokaty w NBP — dodaje Dariusz Filar.

Rząd ma w banku centralnym lokatę, na której zgromadzono ponad 11 mld zł. Raczej z niej jednak nie skorzysta. Bowiem okazji do zwiększenia emisji obligacji i bonów skarbowych resortowi nie zabraknie. W listopadzie planowana jest aukcja nowych 5-letnich obligacji. Na przełomie października i listopada ma odbyć się także emisja euroobligacji denominowanych w funtach brytyjskich o wartości 1,5 mld zł. Powróciły również plany emisji obligacji denominowanych w jenach (tzw. samurai bonds).

Co prawda resort finansów ma też wydatki, m.in. związane z wykupem starego zadłużenia. To jednak niewiele zmienia — dobra koniunktura na rynku obligacji w połączeniu z zapasami na lokacie w NBP daje pewność, że tegoroczny budżet nie załamie się, nawet w przypadku całkowitej blokady prywatyzacji.