Opoka TFI: wciąż jest bessa

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2010-08-24 00:00

Nie ma co liczyć na hossę. Na kupno akcji przyjdzie czas za dwa-trzy lata —przekonują zarządzający.

To, co świat chce zrobić, to zmniejszyć dług, ale to decydenci nie chcą...

Nie ma co liczyć na hossę. Na kupno akcji przyjdzie czas za dwa-trzy lata —przekonują zarządzający.

TFI należące do rodziny Dudów szykuje emisję flagowego funduszu, z której chce zebrać 100 mln zł.

Dno bessy było w lutym 2009 r. — to przeważająca opinia wśród analityków rynku kapitałowego. Różnią się jedynie wizją — czy w najbliższych miesiącach czekają nas silne wzrosty czy korekta. Tomasz Tarczyński, prezes Opoki TFI, a przez lata jeden z najlepszych zarządzających funduszami akcyjnymi, ma inne zdanie.

— Żyjemy w czasach, które zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat. Ludzie wpadają w manie —w ostatnich latach była to mania kredytowa. To, co świat chce zrobić, to zmniejszyć dług, ale decydenci nie chcą — ludzie zmniejszą zadłużenie, przedsiębiorstwa też, a politycy i bankierzy nie, bo wierzą w hasło zrównoważonego wzrostu. Ale to złudzenie — może uda się obecny stan wydłużyć o pół roku, rok, ale delewarowanie musi nastąpić. A proces delewarowania w krótkim i średnim terminie jest dla rynków akcji niekorzystny. Wzrost od wiosny 2009 r. jest fajny, ale pytanie, co dalej. Być może giełda wzrośnie jeszcze o 5-10 proc., ale z punktu widzenia stosunku zysku do ryzyka obecnie inwestowanie w akcje jest nieuzasadnione. Główne gospodarki tak naprawdę się zwijają, a rynki to ignorują, ale to się w pewnym momencie skończy. To nie jest kwestia pożegnania z kryzysem czy powtórnej recesji, tylko trwania w ogólnoświatowej długoletniej depresji — uważa Tomasz Tarczyński.

Do akcji za dwa lata

Po czerwcowej trzeciej subskrypcji zarządzany przez niego fundusz Opoka One ma ponad 25 mln zł aktywów. Mimo że akcje to jego żywioł, to od rynku akcji stroni.

— Nie ma nic przyjemniejszego dla zarządzającego jak znaleźć spółkę, której nikt nie chce, i zarobić 200 proc., gdy wszyscy ją dostrzegą. Ale, mówiąc szczerze, teraz takich firm nie widzimy. Jesteśmy w długoterminowej bessie, więc długie pozycje w akcjach na razie będą niewielkie. Obecnie gramy głównie na indeksach akcji i surowców. Ale funduszu nie stworzyliśmy na krótki czas. Sądzimy, że za dwa-trzy lata akcje będą aktywem, którego nikt nie będzie chciał kupować, i wtedy ostatnią rzeczą, jaką będzie warto mieć, to lokaty i gotówka — mówi prezes Opoki TFI.

Tymczasem jest wiele opinii, że wyceny spółek są niskie i warto je teraz kupować.

— Jeśli wziąć pod uwagę wskaźnik cena/zysk, według Schillera, z ostatnich 130 lat, to akcje wcale nie są tanie. Musiałyby spaść o kilkadziesiąt procent. Wyjście z recesji zawsze było poprzedzone odbiciem na rynku nieruchomości, a tego nie widać. Wręcz przeciwnie. Zgodnie z badaniami najdłużej wychodzi się z kryzysów na rynku nieruchomości i finansowym. Teraz, niestety, mamy oba — tłumaczy Tomasz Tarczyński.

Opoka TFI zarządza 500 mln zł aktywów. Opoka One to pierwszy fundusz aktywnie zarządzany (reszta to wehikuły inwestycyjne, m.in. rodziny Dudów). Pieniądze zainwestowało kilkudziesięciu inwestorów, którzy znali zarządzających z poprzednich firm.

— W przyszłości jedyne, co nas będzie broniło, to wynik. Jeśli będzie słaby, to klienci nie powierzą nam ponownie pieniędzy. Planujemy jeszcze dwie-trzy emisje, by fundusz osiągnął 100-150 mln zł aktywów — zapowiada prezes Opoki TFI.

Małe, ale zyskowne

Towarzystwo nie planuje kolejnych funduszy aktywnie zarządzanych ani masowego oferowania wehikułów inwestycyjnych.

— Koncentrujemy się na zarządzaniu, a nie na aktywach. Chcemy być TFI działającym dla wąskiej grupy inwestorów, zamożnych rodzin. Naszym klientom proponujemy uczciwą i popularną na Zachodzie strukturę opłat, którą wyznacza głównie osiągnięty wynik —mówi Tomasz Tarczyński.

Opoka inwestuje w akcje polskie i krajów w regionie. Na światowych rynkach giełdowych i surowcowych inwestować będzie poprzez kontrakty terminowe. W odróżnieniu od innych prywatnych TFI nie inwestuje w waluty ani nie stosuje arbitrażu.