Pali się, czy co?

Adrian Chimiak
05-10-2006, 00:00

Ekspansja zagraniczna w ich branży jest niemożliwa.

Konkurencja utrudnia rozwój sprzedaży w Polsce.

Jedyną szansę rozwoju widzą w przejmowaniu innych.

Na ich transporty napadano kilka razy, niedawno zginął pracownik oddziału w Kluczborku. Dzisiaj przez całą dobę strzeże ich renomowana firma ochroniarska. Nie szlifują diamentów, nie wydobywają uranu, ba — nawet nie są bankiem. Towar, który sprzedają, kosztuje w detalu od 4 do 7 zł. Noban — to firma handlująca papierosami.

— Nie jest tak źle, na mnie nikt jeszcze nie napadł. Może dlatego, że nie chodzę nigdy z pieniędzmi. Ale moi pracownicy są uczuleni na fałszywych policjantów, którzy zatrzymują ciężarówki i rabują transporty — mówi Andrzej Nowakowski, współwłaściciel firmy.

Przygoda z papierosami rozpoczęła się w 1992 roku. Wcześniej pan Andrzej próbował szczęścia w handlu słynnymi wschodnimi torbami w gustowną kratę.

— Wszyscy mówili na nie „ruskie”, a one przypływały z Chin. Przywoziłem je z Gdańska i sprzedawałem na targowisku. Kiedyś zauważyłem, że stojący obok kolega handluje papierosami. Schodziły znacznie szybciej niż biało-niebiesko-czerwone torby. Musiałem spróbować — wspomina Nowakowski.

Jego pierwsza firma miała siedzibę w garażu. Wkrótce przekształciła się w przedsiębiorstwo rodzinne.

— Gdy interes zaczął przynosić coraz większe profity, zainteresował się tym ojciec. Założyliśmy spółkę Noban, dzisiaj obaj mamy po 50 proc. udziałów. Z czasem zaczęła pracować u nas także siostra, a dzisiaj dajemy pracę 70 osobom — wylicza Andrzej Nowakowski.

Noban ma 19 oddziałów na Opolszczyźnie, Dolnym Śląsku i w województwie łódzkim. Jego odbiorcami są głównie niewielkie sklepy w małych miastach i wsiach (ponad 2000 odbiorców). Papierosy stanowią 90 proc. obrotów, pozostałe 10 proc. przypada na kawę, herbatę i inne drobne artykuły ustawiane zawsze przy kasach.

— Gumy do żucia, karty telefoniczne, zapalniczki jednorazowe, czyli to, co może chcieć właściwie każdy — podaje przykłady przedsiębiorca.

Ale ja nie palę

Noban zaopatruje się u producentów polskich. Trzydzieści dostawczych aut rozwozi towar po południowo-zachodniej części kraju.

— Najmniej sprzedajemy cygar i tytoniu fajkowego. Ciągle chętnie kupowane są najtańsze papierosy bez filtra. Kupują je głównie starsi mężczyźni. Młodzi mają większe wymagania, filtr musi być skuteczny, opakowanie eleganckie, a najlepiej, żeby były „light” — twierdzi Andrzej Nowakowski.

— I co? Żadnych wyrzutów sumienia? — pytam w gustownie umeblowanym gabinecie.

Tłem naszej rozmowy jest wielki telewizor z włączonym jednym z anglojęzycznych kanałów.

— Ja tylko handluję, dostarczam to, czego pragną inni. Ale wie pan co? Ja rzeczywiście nie palę — przyznaje biznesmen.

Rzeczywiście, w jego biurze trudno znaleźć popielniczkę. W całym budynku nie wyczuwa się charakterystycznego zapachu papierosów, chociaż pracownicy nie mają zakazu palenia. Inaczej jest w magazynie, tutaj się nie pali, za to woń tytoniu oplata każdego wchodzącego.

Powódź i lawina dłużników

— Wynajmujemy ten teren niemal od początku, to doskonałe miejsce, blisko Opola, nigdy nie było pod wodą — zachwala Andrzej Nowakowski.

Powódź z 1997 roku dla każdego mieszkańca Opolszczyzny stanowi cezurę — wielu przedsiębiorców dzieli czas na przed powodzią i po niej.

— Sporo towaru dosłownie popłynęło w kilku naszych oddziałach. Pomogli nam producenci, dali większe opusty na kolejne partie papierosów. Choć nie wiem, czy większego kłopotu niż woda nie narobił nam jeden z dłużników — macha ręką przedsiębiorca.

Niesolidnych odbiorców, głównie z miast, lawinowo przybywało pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy małe sklepiki nie wytrzymywały konkurencji powstających masowo hipermarketów wielkich sieci handlowych.

— Mamy bardzo małą marżę, dlatego pilnujemy, by wpłaty następowały w terminie. Na ogół pozwalamy na siedem dni zwłoki. Pracownicy nie wydadzą papierosów, dopóki nie otrzymają zapłaty za poprzednią dostawę. Dzisiaj zaległości to zaledwie promil obrotów — zapewnia Andrzej Nowakowski.

Szara strefa nie zagraża firmie, pan Andrzej twierdzi, że więcej papierosów z przemytu trafia na rynek wschodniej Polski.

Zajęcie jak każde inne

Przedsiębiorstwo nie planuje rozwoju i zakładania swoich filii za granicą (przeszkodą są przepisy podatkowe). Również w Polsce zdobywanie kolejnych punktów sprzedaży jest mocno ograniczone ze względu na silną konkurencję.

— Raczej myślimy o przejmowaniu takich firm jak nasza. W ten sposób będziemy mogli zaistnieć w nowych miejscach — tłumaczy biznesmen.

A czy wyobraża sobie, że to Noban zostałby wykupiony przez większego inwestora?

— Człowiek nie jest przypisany raz na zawsze do jednego zajęcia, ale nasza firma jest przedsiębiorstwem rodzinnym i szkoda byłoby tego, co stworzyliśmy z tatą od podstaw — przyznaje Andrzej Nowakowski.

Podziwia swojego ojca, który każdego dnia pokonuje rowerem około 100 km, połowę przed pracą, pozostałe 50 km po południu.

— Ja wolę tenis i futbol. Co tydzień jeżdżę na korty, a gdy tylko gra nasza drugoligowa Odra Opole, jestem na widowni. Nie szukam miejsc dla niepalących — uśmiecha się Andrzej Nowakowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pali się, czy co?