Paliwo wściekłych alg

MICHAŁ MATYS
29-04-2012, 00:00

Aleksander Gudzowaty, jeden z najbogatszych Polaków, zamierza hodować morskie algi i przerabiać je na olej napędowy. W dodatku algi mają pochłaniać dwutlenek węgla emitowany przez polskie zakłady. Inwestycja ma ruszyć na przełomie kwietnia i maja.

— To może zmienić kraj — zapowiada Aleksander Gudzowaty.

Fot. Grzegorz Kawecki
Zobacz więcej

Fot. Grzegorz Kawecki

Morskie algi mają za jednym zamachem rozwiązać nasze problemy energetyczne i ekologiczne. Po pierwsze, olej z alg może zastąpić powszechnie stosowany w autach olej napędowy. Po drugie, algi potrzebują do wzrostu dwutlenku węgla, który jest emitowany w nadmiarze przez zakłady przemysłowe — algi mogłyby wchłonąć znaczną jego część.

Czy to w ogóle jest możliwe?

— Algi to może być przyszłość dla energetyki. Badania nad nimi są prowadzone na całym świecie. Niektóre gatunki mogą być użyte do produkcji oleju — mówi prof. dr hab. Jerzy Tys z Instytutu Agrofizyki PAN w Lublinie, gdzie znajduje się jedno z największych w Europie laboratoriów do badań nad algami.

Ale dotąd naukowcy nie potrafili rozwiązać podstawowego problemu. Algi wytwarzają olej pod wpływem silnego stresu — najbardziej rozdrażnione i zestresowane produkują go najwięcej. Rzecz w tym, że wtedy przestają się szybko rozmnażać. Tę kwadraturę koła być może uda się rozwiązać Aleksandrowi Gudzowatemu.

Wodorosty w Bełchatowie

— Przyrasta kilkadziesiąt razy na dobę, pływa w słonej wodzie. Jest łatwa w hodowli. Od algi nie ma odwrotu — przekonuje Grzegorz Ślak, który przygotowuje dla Gudzowatego budowę pierwszej w Polsce instalacji przemysłowej do przerobu alg na olej napędowy.

Instalacja będzie kosztowała 70-90 mln zł. Ma wytwarzać 40 tys. ton oleju rocznie.

— Jestem gotowy do budowy — mówi Grzegorz Ślak. Według niego, uzgodnienia środowiskowe i otrzymanie pozwoleń zajmą 10 miesięcy. Budowa potrwa kolejne dziewięć i zakończy się w 2013 r. Na razie szczegóły technologii są utrzymywane w tajemnicy. Ślak twierdzi, że ma na nią wyłączność. Pracuje nad nią z grupą naukowców. — To technologia zbiornikowa. Alga jest hodowana w sztucznych warunkach w zbiorniku, przyrasta o wiele szybciej niż w morzu — tłumaczy Grzegorz Ślak.

Algi to inaczej glony lub wodorosty — według naukowej definicji: „organizmy jedno- lub wielkokomórkowe, samożywne, czasem mikroskopijnej wielkości, a czasem występujące w postaci rozłożystych plech. Nie mają korzeni, liści, łodyg ani kwiatów. Wchodzą w skład planktonu w morzach, oceanach”.

— Będziemy potrzebowali około trzech hektarów. Nie muszą być przy morzu. Ważniejsze, aby to było w pobliżu dużego truciciela, który wytwarza dwutlenek węgla. Najlepiej koło elektrowni Bełchatów, Rybnik lub koksowni Przyjaźń w Dąbrowie Górniczej — mówi Ślak.

W algach zachodzi fotosynteza, do której potrzebne są dwutlenek węgla i światło — dzięki temu algi rozmnażają się i rozrastają.

— Pochłaniają dwutlenek węgla i przerabiają go na olej, który będzie można z nich wycisnąć — wyjaśnia Grzegorz Ślak.

Zamierza wykorzystać to do produkcji paliw. — To będzie hit — zapowiada.

Gudzowatego natchnął Weizmann

— Paliwo z morskich alg może stać się dla mnie tak samo zyskowne jak rosyjski gaz. To może być porównywalny biznes. Pod warunkiem, że nie zepsują mi go politycy, tak jak zrobili to z gazem — twierdzi Aleksander Gudzowaty.

Dzięki rosyjskiemu gazowi stał się jednym z najbogatszych Polaków. Przez lata pośredniczył w jego dostawach do Polski. Cieszył się zaufaniem Rosjan. Na początku lat 90. brał udział w negocjacjach na temat budowy gazociągu jamalskiego, którym do dzisiaj dostarczana jest do nas większość gazu. Pośrednio wciąż ma w nim udziały. Ale Władimir Putin, który doszedł do władzy w Rosji, uznał, że nie potrzebuje takiego pośrednika i biznesmen został wykluczony z handlu gazem.

Dlatego Gudzowaty postawił na produkcję biopaliw. Kilka lat temu kupił dwa dawne państwowe Polmosy w Lesznie i we Wrocławiu. Połączył je w jedno przedsiębiorstwo pod wspólną nazwą Akwawit — Polmos i zaczął rozwijać produkcję biopaliw z popularnych roślin uprawnych, przede wszystkim z rzepaku.

Wydawało się, że zbyt będzie zapewniony. Unia Europejska zaleciła stosowanie biopaliw, a Sejm w 2003 r. uchwalił ustawę, zgodnie z którą rafinerie muszą dodawać domieszki biopaliw do benzyny i oleju napędowego.

Gudzowaty poniósł jednak porażkę. Biopaliwa z roślin uprawnych nie rozpowszechniły się, a polskie rafinerie, choć muszą się w nie zaopatrywać, kupują je od różnych dostawców. Gudzowatemu nie pomógł nawet zaangażowany przez niego Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu z SLD. Dlatego biznesmen rozstał się z nim, a dziś go nawet krytykuje.

— Nie potrafiliśmy obsadzić kierownictwa fabryk dobrymi ludźmi — mówi. Gudzowaty twierdzi, że pomysł, aby przerzucić się na algi, przyszedł mu do głowy w czasie podróży do Izraela — w Instytucie Nauki Weizmanna. To prestiżowy instytut, założony przez pierwszego prezydenta tego kraju Chaima Weizmanna (chemika, który pracował nad syntetyczną benzyną). — Mam dobre kontakty w instytucie. Gdy go zwiedzałem, dowiedziałem się, że naukowcy pracują tam nad algami. Przepowiadają, że będzie to paliwo przyszłości. To przekonało mnie do inwestycji. Trzeba szukać nowych źródeł energii. Algi to tani i łatwy do pozyskania surowiec. Zmienią świat — wierzy Gudzowaty.

Coś innowacyjnego

— Zgraliśmy się z prezesem Gudzowatym — mówi Grzegorz Ślak. Menedżer uchodzi za specjalistę od biopaliw. Gdy był prezesem Rafinerii Trzebinia, zbudował pierwszą w kraju instalację do produkcji oleju napędowego z rzepaku (tzw. estrów metylowych, które są dodawane jako domieszka do zwykłego oleju sprzedawanego na stacjach). Z Gudzowatym łączy go także to, że podobnie jak on był ostatnio w dołku. Został oskarżony o to, że jako prezes Rafinerii Trzebinia nie zapłacił państwu 764 mln zł podatków. Spędził 30 dni w areszcie. I choć przed sądem został całkowicie oczyszczony z zarzutów, to na kilka lat wypadł z wielkiego biznesu. Być może Gudzowaty i Ślak właśnie dlatego łatwo się dogadali, bo obaj potrzebują spektakularnego sukcesu. — Najbogatsi Polacy wydobywają ropę, budują bloki lub handlują wierzytelnościami, a prezes Gudzowaty chce wejść ze mną w coś innowacyjnego. Tak jak ja uważa, że nie ma powodu, abyśmy w nowych technologiach byli w tyle za Zachodem. To facet, który w głębi duszy jest romantykiem — mówi Grzegorz Ślak. Twierdzi, że nad algami pracuje od 2008 r. — Zbudowałem instalację laboratoryjną do produkcji oleju algowego. Nie jest wcale taka mała, rocznie wytwarza 5 tys. ton oleju. Sam go wypróbowałem — nalałem do samochodu i jeździłem — opowiada Ślak. Według niego, olej algowy ma wszystkie właściwości oleju napędowego i sprawdza się jako paliwo. Wytwarza się go w podobny sposób jak ten z roślin uprawnych. — Najpierw go się wytłacza, wyciska z alg. To proste. Potem konieczna jest estryfikacja. Chodzi o nadanie mu przy pomocy różnych środków, np. metanolu, właściwości smarnych, umożliwiających użycie w silnikach Diesla. Na koniec dodaje się wodór — tłumaczy Ślak. Nie wiadomo jednak, czy instalacja produkująca olej algowy na skalę przemysłową będzie działała tak samo jak ta w laboratorium. — Musimy sprawdzić, czy wydajność z jednej algi w hodowli przemysłowej będzie taka sama jak w laboratorium — mówi Grzegorz Ślak. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, chce zakładać z Gudzowatym kolejne hodowle i produkować coraz więcej oleju z alg.

Rzepak do lamusa

Do niedawna algi były wykorzystywane głównie w przemyśle kosmetycznym — jako składnik płynów do kąpieli, olejków i emulsji do ciała (do nawilżania skóry i przeciwdziałania starzeniu się). Ale kilka lat temu koncerny paliwowe odkryły, że algi mogą być potencjalnym źródłem energii. Drożejąca ropa naftowa zmusiła je do poszukiwania czegoś, co mogłoby ją zastąpić. Na świecie rozpoczął się wyścig, kto pierwszy wymyśli paliwo przyszłości.

Badania nad algami prowadzi się z największym rozmachem w USA. Exxon Mobil, największy koncern paliwowy świata, wyłożył na nie 600 mln dolarów. Z kolei naukowcy z rządowego Joint BioEnergy Institute w Kalifornii rozpoczęli prace nad stworzeniem genetycznie zmodyfikowanej superalgi, która byłaby najlepszym surowcem do produkcji oleju.

Europa nie pozostaje w tyle. W 2010 r. podczas Air Show w Berlinie odbył się pierwszy na świecie lot samolotu na paliwo z alg. Zorganizowało go europejskie konsorcjum lotnicze EADS (w jego skład wchodzi m.in. Airbus). Ogłosiło, że paliwo z alg jest bardziej wydajne niż tradycyjne, a w czasie spalania wytwarza mniej zanieczyszczeń — tlenków azotu i siarki. Nie weszło do użycia, bo jego produkcja okazała się droższa niż paliwa z ropy.

Niedawno w Hiszpanii, koło Alicante, powstała plantacja alg w prawie 400 zbiornikach. Z pobliskiej cementowni dostarczany jest do nich specjalnym rurociągiem dwutlenek węgla. Francuska firma Bio FuelSystems zaczęła tam próbną produkcję paliwa z alg i przygotowuje się do jej uruchomienia na skalę przemysłową.

Olej z alg to już kolejny pomysł na zastąpienie ropy naftowej biopaliwami. Od końca lat 70. próbowano ją zastąpić paliwami z roślin uprawnych: rzepaku, kukurydzy czy trzciny cukrowej. Kilka lat temu wydawało się, że będzie to możliwe na masową skalę. Dowodził tego przykład Brazylii. Ponad połowa kierowców zaczęła tam wlewać do samochodów bioetanol produkowany z trzciny cukrowej i tańszy od benzyny.

Okazało się jednak, że biopaliwa z roślin uprawnych, podobnie jak z ropy naftowej, zanieczyszczają środowisko. W dodatku coraz większa ich produkcja spowodowała, że pod uprawy przeznaczano wciąż nowe tereny. Wywołało to wzrost cen żywności na świecie. Dlatego poszczególne kraje zaczęły wycofywać się z produkcji biopaliw z roślin uprawnych. W styczniu tego roku USA ogłosiły, że przestają dotować wytwarzany tam bioetanol z kukurydzy.

— Biopaliwa pierwszej generacji — z roślin uprawnych — zanikną w ciągu kilku lat — przewiduje Grzegorz Ślak. Część naukowców pracuje nad drugą generacją biopaliw — z celulozy lub drewna. Ale Grzegorz Ślak też w nią nie wierzy.

— Żadna celuloza! Algi to jedyna alternatywa. Są szybko odnawialne, łatwe do tłoczenia i wdzięczne dla środowiska — twierdzi.

Ślak jest pewien, że biznes mu się opłaci.

— Pozostaje tylko pytanie, jak państwo będzie zachowywało się w stosunku do alg. Mam nadzieję, że nie zabije ich podatkami. Jeśli algi wchłoną dwutlenek węgla emitowany przez zakłady, będzie to nawet ważniejsze od tego, że przerobią go na tanie paliwo — mówi Ślak.

Jak rozdrażnić algę

W algi wierzy prof. dr hab. Jerzy Tys. Dwa lata temu w Lublinie powstało Środowiskowe Laboratorium Energii Odnawialnej. Kosztowało 25 mln zł, większość dała Unia Europejska. Laboratorium składa się z 12 fotobioreaktorów, w których hodowane są algi — dostarcza się im dwutlenek węgla i mikroelementy, które są ich pożywieniem, oraz zapewnia światło konieczne do fotosyntezy. Naukowcy z Lublina chcą jednak z alg otrzymać nie olej napędowy, ale metan, czyli główny składnik gazu ziemnego. Mógłby on uniezależnić Polskę od importu z Rosji. Algi szybko się mnożą i można je przerobić na biomasę — coś w rodzaju „zupy algowej”, z której po fermentacji łatwo uzyskać gaz.

— Naszym zdaniem to obiecujący kierunek badań — mówi prof. Jerzy Tys. Instytut stara się o dotacje 3 mln zł na duży fotobioreaktor, w którym mógłby przetestować hodowlę alg na skalę przemysłową. Prof. Jerzy Tys uważa, że produkcja oleju z alg jest znacznie trudniejsza.

— Na świecie jest kilkadziesiąt tysięcy rodzajów alg. Trzeba wybrać odpowiednie, poznać ich wymagania i opracować metodę, w jaki sposób wywołać u nich stres, pod wpływem którego produkują olej — tłumaczy.

Stres u alg może wywołać zmiana temperatury, oświetlenia czy ograniczenie pokarmu czyli po prostu przegłodzenie. Chodzi o znalezienie takiego sposobu na ich drażnienie, by jednocześnie nie przestawały się szybko rozmnażać. I to właśnie jest najgłębiej skrywaną tajemnicą technologii, nad którą pracują firmy na całym świecie. —

Wiele koncernów prowadzi badania w ścisłej tajemnicy. Mają pieniądze, o których my, naukowcy możemy tylko pomarzyć. Jeśli robi to pan Aleksander Gudzowaty, to z pewnością także ma za co — mówi prof. Jerzy Tys.

Na razie nie słyszał o tym, aby ktoś opracował opłacalną technologię produkcji oleju z alg — znalazł odpowiedni ich rodzaj i opracował skuteczną metodę stresowania. Twierdzi jednak, że ci, którzy chcą zrobić na tym biznes, mogą tego nie ujawniać.

— Być może dowiemy się o tym z dnia na dzień. A wtedy to będzie eksplozja: paliwo z alg w krótkim czasie stanie się popularne i wejdzie do masowej produkcji — przewiduje prof. Jerzy Tys.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MICHAŁ MATYS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Paliwo wściekłych alg