Państwo już nie wytrzymuje pięciu szczebli administracji

Jacek Zalewski
opublikowano: 2001-10-19 00:00

Zgodnie ze słownikową definicją, termin „reforma” ma odcień jednoznacznie pozytywny. Dokonaną przez rząd AWS/UW zmianę podziału administracyjnego kraju od 1 stycznia 1999 r. trudno jednak zakwalifikować do kategorii reform.

Efektem politycznych przepychanek i targów jest aż pięcioszczeblowa struktura zarządzania państwem, która na dwóch szczeblach została na dodatek zdublowana:

- centrala — administracja rządowa (premier);

- województwo — rządowe (wojewoda) oraz samorządowe (marszałek);

- delegatura (w byłych miastach wojewódzkich) — rządowa (urzędu wojewody) oraz samorządowa (urzędu marszałka);

- powiat — samorządowy (starosta);

- gmina — samorządowa (wójt, burmistrz, prezydent).

W czasie wojny o to, ile będzie województw i powiatów, gdzie znajdą się ich siedziby i jakie tereny będą obejmować — zacierały się różnice między rządową koalicją a opozycją. Sprawą drugorzędną stawały się kompetencje i sens powoływania poszczególnych szczebli, a trzeciorzędną — źródła finansowania przypisywanych im zadań. Nawet weto prezydenta wobec pierwotnej mapy województw dotyczyło ich liczby, nie zaś samej idei tworzenia rządowo-samorządowych dziwolągów. Szybko się okazało, że establishment miast tracących status wojewódzki nie miał się o co martwić — powstała siatka delegatur, i to podwójna. Zaś biurokratyczna Warszawka pooddawała zadania, natomiast w sobie nic nie schudła.

Po dwóch latach obie izby parlamentu podjęły uchwały, generalnie aprobujące zmianę podziału administracyjnego. Jednak do uchwały Sejmu wstawione zostało zdanie, które rząd uznał za policzek:

„Sejm RP uznaje nowy zasadniczy podział terytorialny państwa za poprawny. Ocena ta nie dotyczy utworzonych rozporządzeniem RM powiatów, których część jest zbyt słaba ekonomicznie, a przez to mało sprawna i mało efektywna” — czytamy w uchwale.

W dobie technologicznego skoku systemów łączności można sobie wyobrazić, że za kilka lat centrala nowoczesnego państwa bez problemów będzie sprawnie zarządzać bezpośrednio gminami. Tymczasem Polska weszła w XXI wiek ze strukturą odpowiadającą czasom, w których łączność między szczeblami administracji zapewniali konni jeźdźcy.