Kursy językowe Jak pogodzić wysoką jakość szkoleń z rozsądną opłatą
Koszty i efektywność — oto, czym się kierują firmy przy wyborze najbardziej optymalnych form nauki języków obcych.
Co się bardziej opłaca: zorganizować zajęcia grupowe w siedzibie firmy czy wysłać pracowników do renomowanej szkoły językowej? Pierwsza możliwość jest zdecydowanie tańsza. Tak przynajmniej uważa Andrzej Gafke, przedsiębiorca z Gdyni. Mimo to jego kluczowi menedżerowie uczęszczają do English Unlimited. Bo — jak podkreśla — nie ma sensu robić kursu w biurze tylko dla kilku osób.
— Jesteśmy małą firmą, a więc ci, którzy powinni podciągnąć się w niemieckim lub angielskim, szukają szkoły na własną rękę. My zaś pokrywamy część kosztów nauki — mówi Andrzej Gafke.
Z kursów prowadzonych w szkołach językowych korzysta także Marek Lewandowski, właściciel gdańskiej firmy produkującej dywaniki samochodowe. Powód: w biurze nie ma pomieszczeń, w których mogłyby się odbywać takie lekcje.
— W najbliższym czasie czeka nas generalny remont. Gdy rozwiążemy problemy lokalowe, raczej zdecydujemy się na zajęcia językowe u nas, na miejscu — zapewnia Marek Lewandowski.
Biznesmena przynaglają do działania pracownicy, którzy narzekają na to, ile czasu tracą w korkach, dojeżdżając dwa razy w tygodniu na swój kurs.
Dwa spojrzenia
W Pekao przeważają bezpłatne wewnętrzne szkolenia grupowe — z angielskiego, niemieckiego i włoskiego. Pracownicy mogą jednak uzyskać także dofinansowanie kursów organizowanych przez firmy zewnętrzne. Jeszcze lepiej mają menedżerowie i specjaliści, bo bank płaci nawet za ich indywidualne lekcje. Wiąże się to nie tyle z funkcją, ile z obowiązkami zawodowymi danej osoby.
— Na przykład ktoś musi reprezentować bank za granicą lub prowadzi negocjacje z międzynarodowymi partnerami. Wtedy bardziej owocna jest nauka sam na sam z lektorem — wyjaśnia Robert Moreń, rzecznik prasowy Pekao.
Tego samego zdania jest Piotr Wysocki, prezes zarządu firmy Media & Doradztwo. Jego zdaniem, tylko prywatne zajęcia przynoszą pożądany rezultat.
— Spotkania face to face pomagają dostosować tryb i poziom nauczania do możliwości i aktualnych potrzeb pracownika — twierdzi Piotr Wysocki.
Z drugiej strony zajęcia grupowe sprzyjają przełamywaniu barier komunikacyjnych. Dotyczy to zwłaszcza osób, które znają język obcy na poziomie początkującym lub średnio zaawansowanym.
— Kontakt z wieloma osobami sprawia, że kursanci śmielej mówią w obcym języku — przekonuje Aleksandra Stachowska, dyrektor personalny firmy Decora w Środzie Wielkopolskiej (produkuje artykuły wykończenia i dekoracji wnętrz, należy do grona Gazel Biznesu).
Szukanie oszczędności
Adam Suchenek, specjalista ds. szkoleń w Polkomtelu (operator Plusa), obliczył, że przy takiej samej liczbie godzin w miesiącu pojedyncze sesje kosztują nawet dziesięć razy tyle co spotkania w grupie. Dlatego w jego firmie rzadko kto ma lekcje indywidualne. Jednocześnie spółka zrezygnowała z zajęć z ogólnego angielskiego na rzecz tematycznych. Powstały sprofilowane grupy, m.in. dla pracowników biura obsługi klienta, dla przedstawicieli handlowych, marketingowców, księgowych czy informatyków.
— Nauka w zespołach skupiających fachowców z tych samych obszarów działania spółki powinna przynieść lepsze wyniki — przewiduje Adam Suchenek.
Inny sposób na pogodzenie kwestii finansowych z jakością kursów językowych znalazła firma ubezpieczeniowa STU Ergo Hestia. Jej pracownicy mogą wybrać lekcje indywidualne lub grupowe. Wprawdzie za naukę płacą z własnej kieszeni, ale są to stawki specjalne.
— Negocjujemy ceny z niezależnymi lektorami lub z przedstawicielami szkół językowych. Możemy liczyć na zniżki, bo jesteśmy lojalnym partnerem — wyjawia Małgorzata Gwozdz, wicedyrektor biura doboru i rozwoju kadr w Hestii.
Grupa też ma zalety
Grupy są dobierane pod względem stopnia znajomości języka. Mimo to top managerowie raczej nie chcą się uczyć wraz ze swymi współpracownikami, by nie pokazać, że są dziedziny, w których radzą sobie gorzej.
Indywidualne zajęcia z lektorem wolą też menedżerowie i specjaliści, którzy bardzo szybko muszą opanować język, bo np. wyjeżdżają za granicę lub mają prowadzić negocjacje w międzynarodowym środowisku. Takie zajęcia wybierają także osoby zmieniające profesję i branżę, np. przechodzące z IT do pośrednictwa nieruchomościami, by w mig poznać słownictwo z nowej dziedziny.
Dla menedżerów niższego i średniego szczebla drugorzędne jest, czy poznają język indywidualnie, czy w grupie. Sesje grupowe mogą być nawet lepsze. Dla przygotowujących się do egzaminu językowego prawników, finansistów czy biznesmenów duże znaczenie ma konwersacja. A tę najlepiej ćwiczyć z różnymi osobami. Porównujemy się wtedy z innymi, widzimy, w czym jesteśmy dobrzy, a w czym musimy się podciągnąć. To może mobilizować do wytężonej pracy.
W kursach grupowych liczy się też aspekt interpersonalny. Na końcowym egzaminie zwraca się uwagę , czy uczestnik wchodzi z własnym komentarzem we właściwym momencie i czy nie przerywa wypowiedzi partnera. Grupa nie może jednak być zbyt liczna, bo nauka będzie nieefektywna. Szczególnie gdy nauczyciel nie umie trzymać uczniów w ryzach.
Alicja Bugało
menedżer działu kursów w English Teaching Centre
Okiem eksperta
Alicja Mokrzycka
specjalistka ds. kadr i szkoleń w Asta-Net (Gazela Biznesu)
Wsparcie z Unii
Zdobyliśmy unijne dofinansowanie. Dzięki temu kursy językowe możemy organizować częściej i dla większej liczby osób. Edukacja zwykle odbywa się w grupach. W październiku rozpoczynamy nowy cykl, który potrwa do czerwca przyszłego roku. Skończy się egzaminem, co zawsze motywuje pracowników do wytężonej nauki i nie- opuszczania zajęć. Cena to 4 tysiące złotych za osobę, ale 20 procent kosztów szkolenia pokrywa firma.
Aby zdobyć fundusze z Unii, trzeba wypełnić wiele dokumentów. Lecz ta papierkowa robota się opłaci. Wszak potencjał intelektualny pracowników przekłada się na wyniki biznesowe. Z kolei ludzie czują się lepiej, widząc, że pracodawca dba o ich rozwój. Bez znajomości języków obcych coraz trudniej robić karierę zawodową. Dotyczy to nie tylko menedżerów.