Pensje podnoszą ceny

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 19-08-2008, 00:00

Firmy płacą coraz więcej i tworzą nowe miejsca pracy. Jednak, zdaniem Dariusza Filara z RPP, rozpędzona gospodarka nie pomaga w walce z inflacją.

Wynagrodzenia w firmach wzrosły przez rok o 11,6 proc.

Firmy płacą coraz więcej i tworzą nowe miejsca pracy. Jednak, zdaniem Dariusza Filara z RPP, rozpędzona gospodarka nie pomaga w walce z inflacją.

Kolejne dobre dane z rynku pracy. W lipcu przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw wynosiła 3229 zł i była większa o 11,6 proc. niż przed rokiem (zgodnie z przewidywaniami analityków). Szybko rośnie też zatrudnienie. W lipcu 2008 r. w firmach pracowało o 4,7 proc. więcej ludzi niż przed rokiem (o 0,2 pkt proc. więcej, niż prognozował rynek).

Praca popłaca

Zdaniem Dariusza Filara, członka Rady Polityki Pieniężnej (RPP), dane z rynku pracy pokazują, że żadnego znaczącego spowolnienia gospodarczego nie widać.

— Jeżeli firmy miesięcznie tworzą 10 tys. miejsc pracy — co obecnie ma miejsce — i są w stanie z miesiąca na miesiąc podnosić wynagrodzenia, to znaczy, że cały czas mogą szybko się rozwijać. W drugim kwartale 2008 r. dynamika wzrostu gospodarczego zbliżona była do 5,5 proc., a następny kwartał nie powinien przynieść istotnego wyhamowania. To jest cały czas bardzo spokojne schodzenie w dół — uważa Dariusz Filar.

Na pozytywny obraz gospodarki wskazują też dane o eksporcie. Wynika z nich, że sprzedaż zagraniczna wzrosła w czerwcu o 16,1 proc. rok do roku.

— Nic nie wskazuje na to, by w eksporcie pojawiały się jakieś istotne zagrożenia. Co prawda mali producenci niestety są w trudnej sytuacji, ale w perspektywie całej gospodarki nie widać znaczącego osłabienia — twierdzi ekonomista.

Idźmy dalej

Jednak każdy kij ma dwa końce. Dobre dane z rynku pracy nie wróżą szybkiego końca walki z inflacją.

— Dane potwierdzają obawy RPP o stabilność cen, ponieważ nawet w najmniejszym stopniu nie pokazują złagodzenia napięć na rynku pracy. Wydajność nadal nie nadąża za wzrostem wynagrodzeń, pogarszają się więc jednostkowe koszty pracy. Te napięcia jak były, tak są, i w dalszym ciągu tworzą presję inflacyjną — twierdzi Dariusz Filar.

Jego zdaniem, w najbliższych miesiącach nie można liczyć na znaczące obniżenie tempa wzrostu cen.

— Kluczem do rozpatrywania procesów inflacyjnych jest inflacja bazowa netto — po wyłączeniu cen żywności i energii. Jeśli chcemy, by główny wskaźnik wrócił do celu (2,5 proc. z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 pkt proc. w górę i w dół — przyp. red.), musi ona spaść do poziomu 1,6-1,8 proc. Według moich wstępnych szacunków, w lipcu inflacja bazowa netto wyniosła 2,2 proc. (tyle co przed miesiącem) i do końca roku będzie rosła. Może nawet w okolice 3 proc. i na tym poziomie ustabilizuje się na początku 2009 r. — mówi Dariusz Filar.

Uważa on, że zacieśnianie polityki pieniężnej jest nadal potrzebne.

— To jest mój osobisty pogląd, którego bronię i do którego staram się przekonywać radę. Jeżeli inflacja bazowa netto idzie w górę, to nie jest to zjawisko, które zniknie po 12 miesiącach. Ono może ulec zahamowaniu tylko przez silny spadek wzrostu gospodarczego. Jeżeli takiego spadku się nie spodziewam, to muszę inflację bazową powstrzymywać przez podnoszenie stóp procentowych — tłumaczy członek RPP.

Czy jedna podwyżka wystarczy?

— Skuteczne wyhamowanie wzrostu inflacji bazowej, a następnie jej obniżenie mogłoby się dokonać dzięki jednej lub dwóm podwyżkom i lepiej żeby zostały wprowadzone szybciej niż później — mówi ekonomista.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu