W przypadku bankructwa rosyjskiego koncernu Jukos, Polsce nie grożą przerwy w dostawach ropy naftowej, ale jej ceny mogą wzrosnąć - uważa dyrektor ds. rozwoju biznesu w moskiewskim biurze Argos Media, firmy analizującej globalny rynek paliw, Michaił Perfiłow.
W piątek, podczas drugiego dnia warszawskiej konferencji PetroTrend - Forum Paliwowe 2004, Perfiłow podkreślił, że Transnieft (rosyjska firma państwowa zajmująca się przesyłem ropy na rosyjskim odcinku rurociągu "Przyjaźń") nie zamierza ograniczać dostaw ropy naftowej do Polski w przypadku bankructwa Jukosu. Zastrzegł, że bankructwo Jukosu może jednak wpłynąć na wzrost ceny ropy naftowej.
"Gdyby tak się stało (doszłoby do bankructwa Jukosu - PAP), to polskie rafinerie z łatwością znajdą alternatywnych dostawców ropy naftowej" - powiedział Perfiłow.
Jego zdaniem, w przypadku wystąpienia braków w dostawach tego surowca poprzez rurociąg "Przyjaźń", można je nadrobić przez import ropy naftowej za pośrednictwem portu gdańskiego.
Perfiłow stwierdził, że z roku na rok zwiększa się eksport ropy naftowej z Rosji drogą morską. Jukos jest największym eksporterem ropy naftowej do Polski. W 2003 r. przesłał do Polski blisko 5,4 mld ton tego surowca.
Na początku września Jukos otrzymał nakaz sądowy zapłaty zaległych podatków i kar za 2001 rok w wysokości 119 mld rubli (4,1 mld USD). Kwota tych zaległości byłaby najwyższa w historii firmy. Za 2000 r. koncernowi naliczono zaległości na kwotę 3,4 mld USD.
Obecnie władze podatkowe weryfikują też wyliczenia podatkowe Jukosu za 2002 i 2003 r. Rosyjski gigant naftowy zapłacił już 2 mld USD zaległych należności.
Jukos poinformował też, że w związku z decyzją sądu rosyjskie władze podatkowe zamroziły konta bankowe jego spółek wydobywczych, które dostarczają ok. 80 proc. ropy sprzedawanej przez koncern. To, jak poinformował Jukos, może zmusić firmę do wstrzymania produkcji.