Pieprz i papryka

Karolina Guzińska
opublikowano: 2005-02-18 00:00

Niebosiężne szczyty, rwące rzeki, unikalne zabytki, niezwykła kuchnia... Witajcie w Syczuanie.

— Chińczycy od niepamiętnych czasów wykorzystują dietę w leczeniu i profilaktyce zdrowotnej. Stąd bogactwo pikantnych smaków w Syczuanie. Ostre potrawy ułatwiają funkcjonowanie organizmu w wilgotnym klimacie — jedząc je, człowiek poci się. Przy innej diecie, utrata takiej ilości wody nie byłaby możliwa — opowiada Anna Stępień, koordynator chińskiego biura podróży China Cyts Tours Holding w Polsce.

Ogień w gębie

Syczuańska to najbardziej znana kuchnia Chin. Ostrość zawdzięcza przyprawom: papryce, pieprzowi, rozmaitym owocom, krzewom specjalnego gatunku jesionu, świeżemu imbirowi, soi... Tutejsze specjały: kurczak z pieprzem syczuańskim, ostry twaróg sojowy, kawałki wieprzowiny słono-pikantnej, pędy bambusa czy marynowane bulwy gorczycy saperskiej, zawojowały świat. Nieprzywykły „długonosy” — jak nazywają białych Chińczycy — powinien jednak uważać...

— Po powrocie do Polski musiałem iść do lekarza. Okazało się, że syczuańskie potrawy poparzyły mi przełyk... — żali się Jan Żdżarski jr, fotograf i podróżnik.

Uważa, że gładka cera tamtejszych dziewcząt i ognisty — iście włoski — temperament mieszkańców Syczuanu, to zasługa lokalnej kuchni. Słuchając głośnych, urozmaiconych gestykulacją rozmów, odnosi się wrażenie, iż interlokutorzy wnet rzucą się do bitki. Tymczasem przyjacielsko sobie gawędzą...

— Szczytem kulinarnej rozkoszy jest spożywanie gorących dań — jak zupa z mięsa, warzyw, ryb i chili — w 40-stopniowym upale. Syczuańczycy najlepiej się wtedy czują — potwierdza Jan Żdżarski jr.

Cztery rzeki

Przez ten górzysty (najwyższe szczyty sięgają 8 tys. m), graniczący z Tybetem region Chin przepływa osiemdziesiąt dużych rzek. Odzwierciedla to nazwa krainy — Syczuan znaczy: „cztery rzeki”. Zyskała ona także poetyckie miano Niebiańskiego Królestwa — tyle tu bogactw naturalnych i zabytków kultury.

A jeszcze więcej ludzi — na terytorium wielkości Francji mieszka ich 87 mln (równina Chuanxi na wschodzie prowincji to najgęściej zaludniony wiejski obszar świata!). Ukształtowanie terenu przyczyniło się jednak do odizolowania Syczuanu od reszty kraju. Przez wieki powstawały tu zbuntowane królestwa, a w bliższej przeszłości kryli się ścigani członkowie Kuomintangu. Do dziś zachodnie krańce prowincji — z niebosiężnymi górami pokrytymi lodowcami i łąkami — bywają odcięte od świata...

Krajobrazy Syczuanu zmieniają się wraz z wysokością. Na wyżynie Jiuzhaigou (2-3 tys. m) ostała się nieskażona przyroda objęta rezerwatem. Urzeka ośnieżonymi wierzchołkami i przepastnymi lasami, a przede wszystkim — bajecznie kolorowymi, tarasowymi jeziorami. Ich przejrzyste wody zmieniają barwę od jasnej zieleni do ciemnego fioletu... Żyje tu wiele rzadkich zwierząt (m.in. dzikie pandy), a w okolicznych wioskach zachowały się dawne, tybetańskie obyczaje — trekking po rezerwacie to przeżycie także estetyczne. Jiuzhaigou znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, ale równie godny polecenia jest Park Narodowy w Huanglong. Góry, wąwozy, dżungla, wodospady, strumyki, bogactwo fauny i flory, rozsławiły go jako „raj na Ziemi”. Nazwa tego urokliwego miejsca pochodzi od imienia starożytnego bohatera: mądrego i odważnego Huanglong. Legenda głosi, że pomógł ludziom uregulować rzeki i zabezpieczyć uprawy przed powodzią. Potem usunął się, by resztę życia spędzić w jaskini. Na jego cześć wzniesiono w Huanglong klasztor.

Uliczny dentysta

Stolica prowincji — Chengdu — przez lata leżała poza kręgiem zainteresowań inwestorów. Pekin, Szanghaj — tam aplikowano zastrzyki kapitału. Przypomniano sobie jednak o południowo-zachodniej części kraju. Pojawiają się znamiona nowoczesności, ale miasto zachowało klimat dawnych Chin.

— Pełno tu malowniczych herbaciarni. Oaz lokalnych zwyczajów — ludzie spotykają się nie tylko na filiżankę zielonej czy jaśminowej herbaty: grają też w karty, rozmawiają... Tradycyjne domostwa Chengdu wciąż stoją przy urzekających, wąskich uliczkach. Pozwala to cofnąć się w czasie — tym bardziej że fryzjerzy, krawcy czy dentyści obsługują klientów bezpośrednio na ulicach — opowiada Anna Stępień.

Wieczorem warto zajrzeć do restauracji. Znakomity lokal z wegetariańskimi daniami, przygotowanymi przez buddyjskich mnichów, stanowi dodatkową atrakcję świątyni Wenshu, w którą się doskonale wkomponował.

— Kompleks świątynny z VII wieku poświęcono bogowi mądrości — Wenshu. To ważne centrum życia religijnego prowincji. Przyciąga niezwykłą atmosferą — zawsze pełno tu wiernych, palących kadzidła w ofierze. Wonny dym spowija zabytkowe wnętrza... — opisuje Anna Stępień.

Turysta znajdzie w Chengdu sporo zieleni. Odpocznie choćby w Parku Pawilonu z Widokiem na Rzekę.

— Chińczycy uwielbiają poetyckie nazwy. Ta pochodzi od budynku w gaju bambusowym, poprzecinanym alejkami. Rosną tu niezliczone odmiany bambusa. Pawilon zaś pozwala na chwilę oddechu i — zgodnie z nazwą — obserwowanie przepływającej obok Jin Jiang — twierdzi Anna Stępień.

Targ kwiatowy, lokalny bazar — to kolejne atrakcje Chengdu.

— W tym mieście stare miesza się z nowym i najnowszym. Z jednej strony odwieczne herbaciarnie, z drugiej — olbrzymi posąg Mao, w pobliżu którego otwarto amerykańskie restauracje: McDonald’s i KFC. Kompletne przemieszanie! Ale w Syczuanie pozostały też miejsca, gdzie zatrzymał się czas. Jak San He, miasteczko 200 km od Chengdu. Nie widać tu nowoczesności ani siermiężnych, komunistycznych bloków. Tylko kilkusetletnią architekturę i... starych ludzi — wspomina Jan Żdżarski jr.

Kamienny kolos

Południe prowincji to cel pielgrzymek z całego kraju. Przyciąga najwyższą z czterech świętych gór buddyjskich w Chinach — wznoszącą się na wysokość 3099 m Emei Shan w paśmie Emei, zwanych Wielkimi Górami Światła — oraz największym na świecie kamiennym posągiem Buddy, wykutym w skalnym klifie na początku VIII w. Zarówno Emei — z 30 buddyjskimi klasztorami — jak i liczący 71 m wysokości kamienny kolos, figurują na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Punktem wypadowym do obu miejsc jest Leshan (160 km od Chengdu), miasto zbudowane ponad 1,3 tys. lat temu.

— Wielki Budda to arcydzieło. Nie sposób opisać wrażenia, jakie robi 1,5-metrowy paznokieć, 15-metrowa głowa, czy 7,5-metrowe uszy z płatkami wyciągniętymi przez ciężkie ozdoby. Najpierw ogląda się go z perspektywy, podczas rejsu rzeką. Stateczki przypływające z Leshan robią rundę u stóp posągu i dobijają do zalesionego cypla, na którym wznosi się Wuzou, klasztor z VIII wieku. Turyści przechodzą przez wiszący mostek na brzeg rzeki i wspinają się po schodkach, by stanąć z Buddą twarzą w twarz. Jego potęga poraża! Człowiek czuje się taki malutki... — emocjonuje się Anna Stępień.

Statuę wyrzeźbiono w zboczu Qiluan, we wschodniej części pasma Emei. Ponad zlewiskiem rzek Min i Dadu, których wartki prąd pochłaniał rybaków i marynarzy. Ujarzmić go miał siedzący Budda. Tak sobie umyślił mnich Haitong, żyjący w czasach dynastii Tang. Nie doczekał końca prac, trwających 90 lat (od 713 r.). Ale spełniło się jego marzenie — przy budowie giganta, zwanego Da Fo, do wody spadło mnóstwo skalnych odłamków. To zlikwidowało zagrożenie. Po 1,2 tys. lat ochrony potrzebuje sam Wielki Budda. Choć wewnątrz działa system odprowadzający wodę, posąg zrasta się z przyrodą. Potężny tors pokrywa mech, na dłoniach kwitną kwiaty, w uszach rosną chwasty, a na czubku głowy — paprocie. W ostatnich latach przeprowadzono więc niezbędne prace konserwatorskie.

— Na pobliskim wzgórzu zgromadzono 3 tysiące figur Buddy z całej Azji. Wśród nich znajduje się 170-m posąg leżącego Buddy. Ponoć najdłuższy na świecie — dodaje Anna Stępień.

Góry Światła

Chińczycy twierdzą, że Emei to najpiękniejsze góry świata. Uczeni, pisarze, malarze i mnisi od tysięcy lat sławią je, układając wiersze, malując obrazy, nauczając buddyzmu... Tu zbudowano pierwszy buddyjski klasztor w Chinach — w I wieku naszej ery. Dziś stoki gór Emei — w 87 proc. porośnięte lasami — usiane są sanktuariami. Wiele z nich to perły architektury. Osiem najsłynniejszych tuli się do zboczy Emei Shan. Jak Baoguo czy Qingyin Ge — Pawilon Nieskazitelnego Dźwięku, świątynia zbudowana na skale ponad szumiącym bez końca potokiem. Najstarszy klasztor — Wannian: Świątynia Dziesięciu Tysięcy Lat — założono w 268 r. na wysokości około 1,02 tys. m. Poświęcony jest opiekunowi góry: bodhisattwie Puxian. Jeden z pawilonów kryje jego olbrzymi, brązowy posąg z czasów dynastii Ming. Figura mierzy 7,85 metra i waży 62 tony. Należy do arcydzieł sztuki buddyjskiej.

— Wannian to ciche, spokojne miejsce sprzyjające refleksji. W klasztorze można nocować i uczestniczyć w nabożeństwach. Kto wstanie przed świtem — o 4 czy 5 — i pójdzie do pawilonu modłów, zdąży na poranne obrzędy. Niesamowite przeżycie! Dodatkową atrakcją jest degustacja mnisiej kuchni. Wegetariańskie posiłki — bazujące na soi i tofu — do złudzenia przypominają potrawy mięsne — zapewnia Anna Stępień.

Wyżej, na 2 tys. m, leży Xixiang Chi — Sadzawka Kąpiącego się Słonia. Wedle przekazów, Puxian kąpał tam swojego słonia. Tym symbolicznym gestem obmył świat ze złych myśli...

— Emei Shan to także niezwykła sceneria i bogactwo fauny. Na wędrowców czekają zapierające dech widoki: promienie wschodzącego słońca albo morze chmur, w które zanurzają się stoki... Nie radzę tylko wabić małp. Bywają złośliwe, o czym przekonał się niejeden turysta, tracąc nakrycie głowy — ostrzega Anna Stępień.

U stóp góry przycupnęło senne miasteczko Emei — początek i koniec wypraw na święty szczyt.