Po szczycie Unii wypada Polsce przyspieszyć

Roman Jagieliński
opublikowano: 2000-12-27 00:00

Roman Jagieliński: Po szczycie Unii wypada Polsce przyspieszyć

Zapowiedź, że po nicejskim szczycie Unia Europejska będzie gotowa do przyjęcia nowych członków o ile dojdzie do porozumienia między krajami dużymi a małymi — jest dla Polski niezwykle korzystna. Także starcie o liczbę miejsc w instytucjach unijnych wygraliśmy.

Ale jest i druga strona medalu. Dotychczas mówiliśmy, że wprawdzie przygotowanie Polski do członkostwa wymagać będzie niebywałego wysiłku, ale Unia też nie jest przygotowana na przyjęcie nowych członków. Słabiej poinformowani mogli się domyślać, że nie jesteśmy tacy źli i że wina za powolne postępy w zbliżaniu nas do członkostwa rozkłada się po obu stronach. Po Nicei zniknie wątek nieprzygotowania UE i trzeba będzie wreszcie zakasać rękawy, aby po kilku latach solidnej pracy usłyszeć sakramentalne „tak”. Wiele wskazuje na to, że będzie to raczej „tak, aleÉ”, uwieńczone okresami przejściowymi.

Istnieją tematy, którym w kontekście przyszłego członkostwa nie warto poświęcać uwagi, ale są i takie, które mają znaczenie fundamentalne. Tradycyjnie najwięcej mówi się o prawie i niedostosowaniu polskich regulacji do ustawodawstwa UE. Zaległości w tej dziedzinie są poważne i choć parlament przyspieszył prace — do zrobienia ciągle jest więcej niż zrobiono. Zbyt mało mówi się o przystosowaniu instytucji, o harmonizacji polityki regionalnej z polityką wspólnotową, o realnych kosztach i harmonogramie wdrażania prawa, o edukacji społeczeństwa i korzyściach budowania wspólnej Europy.

Najważniejszą kwestią pozostaje poprawa spójności gospodarczej między Polską a Unią Europejską. Wiedza o tym, że przytłaczająca część nowych zapisów prawnych pociągnie za sobą koszty — nie jest, niestety, powszechna. Mówienie przy tym wyłącznie o wsi i rolnictwie jako „najważniejszym problemie negocjacyjnym” zasadne jest tylko z jednego powodu — że na przekształcenia, dotyczące ponad 1/4 zatrudnionych i 94 proc. powierzchni Polski potrzebne będą znaczne środki, których na razie nie ma, a także świadomość, głównie decydentów, iż nie robiąc nic — nigdy tej spójności nie poprawimy. A chodzi nie tylko o organizację wspólnych rynków rolnych i stopień protekcji na granicach. Chodzi również o struktury agrarne — aby nawet 80 proc. obecnych gospodarstw rolnych mogło znaleźć inne niż dziś szanse, przede wszystkim na rynku pracy poza rolnictwem.

Polska będzie musiała w każdej dziedzinie dokonywać trudnych wyborów, dotyczących głównie dylematów, na co przeznaczać pomoc publiczną, która w każdym kraju jest ograniczona. W Polsce staje się ograniczona podwójnie: z powodu niskiego — w porównaniu z UE — stopnia rozwoju ekonomicznego oraz nieporównanie mniejszego zasobu środków finansowych, które można skierować na politykę interwencyjną. Niższy stopień zamożności społeczeństwa oznacza, iż drobni przedsiębiorcy w wyścigu do jednolitego rynku europejskiego potrzebują tej pomocy nieporównanie więcej, aby nie tylko sprostać unijnej konkurencji, ale i osiągnąć z tej walki o rynek korzyści. Dodatkowo — w ramach ograniczeń — czeka nas zharmonizowanie zasad pomocy publicznej z ustawodawstwem unijnym, co oznacza, że pomoc ta będzie adresowana inaczej niż obecnie.

Szczyt w Nicei dowiódł, że kraje członkowskie UE mają i rozgrywają swoje interesy. Polska ma je także. Ale żeby być dobrym i poważnym graczem — nie wystarczy pytać, kiedy gra się skończy. Nie czyńmy z daty rozszerzenia istoty negocjacji. Przyjmijmy w dobrej wierze, iż wola polityczna dotychczasowych krajów członkowskich będzie wprost proporcjonalna do wysiłków Polski.

Roman Jagieliński jest wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Małych i Średnich Przedsiębiorstw, członkiem Związku Polskiego Przemysłu, Handlu i Finansów