Warszawscy inwestorzy nie zaliczyli minionego tygodnia do udanych. Na rynku dało się odczuć pogłębiającą się apatię, co podkreślały gasnące obroty i niemoc popytu w podnoszeniu indeksów. W tym tygodniu nie bardzo widać na horyzoncie takie czynniki, które byłyby w stanie odwrócić tę niekorzystną inercję nastrojów i radykalnie zmienić schemat ostatnich sesji na GPW.
Główny indeks niebezpiecznie zbliżył się do najniższego poziomu na zamknięciu notowań z 20 listopada i tylko zaledwie 48 pkt. dzieli go od tej bariery. Jej przełamanie może otworzyć drogę przed dalszymi spadkami, ale na kreślenie czarnej wizji o nieuchronności kolejnej zniżki WIG20 o 10-15 proc., jest jeszcze za wcześnie. Co prawda trudno się spodziewać, że kupujący znajdą inspirację w raportach polskich spółek, ale rynek już zakumulował w dużej mierze słabe wyniki niektórych polskich firm w wycenach ich akcji. Również zachowanie złotego może utrudniać bykom w przejęciu inicjatywy. Nadal jednak głównym elementem kształtującym nastroje na GPW będzie przebieg handlu na czołowych parkietach. Tym razem, większy wpływ na Warszawę mogą mieć główne europejskie giełdy- gdzie popyt ma poważne kłopoty z powstrzymaniem sprzedających- i coraz wyraźniej odstają one od pozostałych regionów.
O ile rytm WIG20 powinien być zbliżony do trendów światowych, to indeksy średnich i małych spółek ponownie mogą podążać swoją ścieżką i kontynuować fatalną passę w poszukiwaniu dna. Do niepewności z zaangażowaniem wielu firm w opcje walutowe, doszły jeszcze narastające obawy o kondycję finansową niektórych z nich i możliwość dalszego funkcjonowania. Informacje jakie napłynęły ze Swarzędza i Krośnieńskich Hut Szkła na pewno nie dopingują inwestorów do akumulacji akcji z tego segmentu spółek.
Piątkowe zamknięcie handlu na Wall Street studzi nastroje, po mniejszym od prognoz ekonomistów, skurczeniu się PKB USA. Reakcja amerykańskich inwestorów daleka była od entuzjazmu. Do spadków indeksów przyczyniły się słabsze od oczekiwań pozostałe dane makroekonomiczne, oraz kilka rozczarowujących raportów kwartalnych. Taka wstrzemięźliwość w zakupie akcji była jednak raczej wynikiem pragmatyzmu niż pogłębieniem pesymizmu. Zarówno Dow Jones jaki i S&P500 znajdują się w dosyć bezpiecznej odległości od minimów bessy i to zmniejszyło determinację popytu do obrony rynku i ograniczenia z jego strony w szafowaniu kapitałami, które woli zostawić na bardziej niebezpieczne momenty.
Pozostałe giełdy na kontynentach amerykańskich nie poddały się w piątek
takiej przecenie jak Wall Street. Meksykański indeks IPC nawet zakończył miniony
tydzień niewielkim wzrostem. Ponieważ europejskie parkiety wyprzedziły ruch
nowojorskich graczy, to skala zniżek za oceanem nie musi przełożyć się dzisiaj
automatycznie na nasze rynki i reakcja powinna być bardziej stonowana.
Ten
tydzień to kontynuacja gorącego okresu kwartalnych raportów finansowych
największych korporacji. Do tej pory wyniki przedstawiły 193 spółki z indeksu
S&P500. Spadek zysków wyniósł aż 35 proc. i jest to najgorszy rezultat
od kilkunastu lat. Jednak sytuacja znacznie lepiej wygląda po odjęciu
sektora finansowego, który jest odpowiedzialny w głównej mierze za tak słabe
rezultaty.
W najbliższych dniach raporty przedstawią między innymi tak ważne firmy jak:
British Petroleum, MasterCard, Dow Chemical, czy hiszpański Banco Santander.
Ponownie wyniki firm mogą wywoływać wysoką zmienność i skrajne nastroje na
rynkach. Początek miesiąca to tradycyjnie już posiedzenie EBC i Bank of England.
Kolejne obniżki stóp z ich strony są realne, ale te ruchy w coraz mniejszym
zakresie wywołują pozytywną reakcję inwestorów. Z wydarzeń makroekonomicznych
duże znaczenie będzie miał również raport ADP, o liczbie utraconych miejsc pracy
w styczniu, który jest traktowany jako preludium do raportu Departamentu Pracy o
poziomie bezrobocia w USA.