Pol-Inowex rozczarował się Polską

ANP
opublikowano: 2011-02-14 00:00

Po ciężkim roku lubelska spółka wraca do sił. Wygląda na to, że zrezygnuje z rodzimych zleceniodawców.

Po ciężkim roku lubelska spółka wraca do sił. Wygląda na to, że zrezygnuje z rodzimych zleceniodawców.

Pol-Inowex, Gazela Biznesu specjalizująca się m.in. w przenoszeniu fabryk, wolałaby zapomnieć o ubiegłym roku.

— Pod względem wyników finansowych to nie był dobry okres. Nasi klienci nie mogli dopiąć finansowania inwestycji, bo banki zamrażały kredyty — mówi Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu i właściciel połowy udziałów.

Z firmą pożegnało się do 15 proc. pracowników. Dziś zatrudnia ona około 100. Mimo kłopotów Pol-Inowex zakończył 2010 r. na plusie.

— Nie chcemy ujawniać wyników finansowych. Pokażemy je łącznie za lata 2010-11. Przekroczymy wówczas 40 mln zł przychodów. W tym roku chcemy zrobić to, czego nie udało nam się wcześniej — zapewnia Bartosz Świderek.

Dotąd najwięcej zleceń (połowa przychodów spółki, wynoszących w 2009 r. 18,6 mln zł) pochodziło z sektora energetycznego. Aż 90 proc. zleceń pochodzi z zagranicy. Spółka pracuje m.in. nad przeniesieniem elektrowni z Włoch do Urugwaju oraz nad demontażem huty w Szopienicach, która pojedzie do Brazylii.

— Ten rok zapowiada się obiecująco. Mamy zakontraktowane około 20 mln zł, i to tylko na to półrocze. Złożyliśmy oferty na kolejne 100 mln zł i zostały one zaakceptowane. Czekamy, aż nasi klienci dostaną kredyty. Zastanawiamy się też, czy w ogóle nie zrezygnować z rynku polskiego, choć początkowo chcieliśmy się tu mocno rozwijać — dodaje wiceprezes.

Jego zdaniem, na naszym rynku inwestorzy nie są w stanie zapłacić adekwatnej ceny za wykonanie zlecenia dobrej jakości i w terminie.

Niewykluczone, że wkrótce spółka wróci do planów giełdowych, z których zrezygnowała w 2008 r. Wówczas doszło nawet do sprzedaży oferty publicznej. Jednak zbiegła się ona w czasie z dekoniunkturą na rynku.

— Giełda miała pomóc nam sfinansować przejęcie 100 proc. akcji niemieckiego konkurenta. Jest on nadal na sprzedaż, ale wyceny giełdowe spadły i dziś ta sama emisja akcji pozwoliłaby nam tylko w części pokryć koszty przejęcia. Dlatego czekamy na stabilizację na rynku — mówi Bartosz Świderek.

Tym razem spółka najpierw chce przeprowadzić przejęcie, korzystając z pieniędzy własnych i kredytów, a dopiero potem refinansować inwestycje pieniędzmi z giełdy.