Pierwszy to czy ostatni etap integracji europejskiej? — będą w tym roku zastanawiać się uczestnicy XIII Forum Ekonomicznego w Krynicy. Zdaniem Zygmunta Berdychowskiego, przewodniczącego Rady Programowej Forum, dla Polski o wiele ważniejszym pytaniem będzie, czy nie zostanie zmarnowana szansa, jaką otrzymamy wchodząc w struktury zjednoczonej Europy.
„Puls Biznesu”: Czas jest szczególny, więc i XIII Forum Ekonomiczne powinno być w tym roku szczególne...
Zygmunt Berdychowski:Tegoroczne krynickie spotkanie elit politycznych i gospodarczych stanie pod znakiem zjednoczonej Europy. Przede wszystkim mieliśmy zastanawiać się, czy obecne rozszerzenie UE to pierwszy czy też ostatni etap integracji politycznej i gospodarczej kontynentu. Jednak wszyscy zarazem jesteśmy obserwatorami tego, co dzieje się w Iraku, toteż prawdopodobnie nie uda się uciec od rozważań na temat przyszłości tego kraju, regionu oraz naszej — Europejczyków ze środkowej Europy — roli zarówno w przywracaniu demokracji w Iraku, jak i odbudowanie tego kraju ze zniszczeń wojennych. Tematem numer jeden będzie jednak Unia Europejska.
Nie obawia się Pan, że polityczne różnice zdań zdominują forum, które w nazwie ma silnie zaakcentowaną ekonomię?
— Nie. Z doświadczeń i obserwacji efektów gospodarczych dotychczasowych spotkań w Krynicy wynika, że ewentualne różnice polityczne bardzo szybko schodzą na drugi plan, gdy w grę wchodzi konkretna wymiana gospodarcza czy inwestycje będące bezpośrednim lub pośrednim efektem spotkań. Opcje polityczne zmieniają się, dążenie do bogacenia się jest ponadczasowe. Przecież — moim zdaniem — tym, co zdecydowało, że integracja Europy w ogóle się rozpoczęła, było parcie do ułatwień w robieniu biznesu. Już nawet tylko z tego punktu widzenia, polityka będzie schodziła na drugi plan, ponieważ fundamenty integracji zawsze będą funkcjonować.
Więc Pana zdaniem — proces, który zachodzi obecnie, to początek nowego etapu integracji czy jej zwieńczenie?
— Początek. Przyjęcie do Unii Europejskiej nowych członków na pewien tylko czas zahamuje proces integracji, ale nie da się go zatrzymać całkowicie właśnie z tych względów, o których mówiłem. Spodziewam się, że przerwa w rozszerzaniu Unii potrwa kilka lat, ale kolejny etap musi kiedyś nastąpić.
Wróćmy jednak do tego, co dla nas najistotniejsze. Nie obawia się Pan, że Polska może mieć kłopot z odnalezieniem swego miejsca w zjednoczonej Europie?
— Ryzyko zepchnięcia na margines zawsze istnieje. Chodzi o to, by stworzyć polskim firmom możliwości swobodnego inwestowania poza krajem, a jednocześnie znieść bariery, które utrudniają biznesmenom ze Wschodu robienie interesów w Polsce. Ze względu na położenie geograficzne jesteśmy w doskonałej sytuacji — możemy z powodzeniem pełnić rolę łącznika gospodarczego między Europą Zachodnią a Wschodem. Aby jednak móc wykorzystać cały ten potencjał, konieczne jest zniesienie barier: stworzenie infrastruktury prawnej dla obrotu gospodarczego — mam tu na myśli przede wszystkim ustawę o ochronie inwestycji — zniesienie kontyngentów, obniżenie taryf celnych. W końcu — poprawienie infrastruktury przejść granicznych. Nie wspominam już nawet o konieczności prawidłowego wykorzystania środków pomocowych dla polskich przedsiębiorców chcących inwestować za naszą wschodnią granicą. Tych elementów jest wiele, a każdy jest równie ważny dla wykorzystania szansy, jaką daje nam Unia Europejska.
Mimo wszystko jednak samo tylko wejście do Unii niczego nie załatwi. Znów pojawia się obawa o marginalizację Polski...
— To prawda, że zakres dotowania firm jest na Zachodzie kilka-, kilkanaście-, czasami kilkadziesiąt razy wyższy niż w Polsce. Pod tym względem nie jesteśmy konkurencyjni wobec firm z UE. Nadal trzeba przypominać, że państwo powinno przejąć na siebie część ryzyka związanego z handlem i inwestycjami ze Wschodem na takich samych zasadach, jak czynią to kraje Unii. Jednak my mamy dodatkowe atuty — nie tylko położenie, ale także silne związki kulturowe z partnerami ze Wschodu. Dlatego z jednej strony musimy dostosować się do wymogów UE, z drugiej — pielęgnować tę podskórną wspólnotę regionalną. Krynickie Forum Ekonomiczne jest nie tylko miejscem przepływu informacji i wymiany doświadczeń. Ma ono również inny wymiar — politycy tworzą dobrą atmosferę do wzajemnych kontaktów, ale kolejny krok należy już tylko i wyłącznie do samych przedsiębiorców.
Czy poprzednie fora w Kry- nicy zaowocowały jakimiś wymiernymi kontaktami gospodarczymi?
— Czy zaowocowały? Powiem inaczej — potrzebny byłby mały osobny sztab ludzi, który badałby biznesowe efekty tych spotkań. Trzeba jednak pamiętać, że Forum Ekonomiczne w Krynicy nie jest miejscem, gdzie zapadają najważniejsze decyzje gospodarcze. To miejsce wymiany poglądów, kreowania tak atmosfery, jak i nowych pomysłów. Krynica jest elementem długiego łańcucha decyzyjnego, który kończy się realnymi inwestycjami.
Ma Pan na myśli jakiś konkretny kierunek?
— Rosja, Ukraina, Litwa — to najatrakcyjniejsze państwa regionu, posiadające — właśnie w wymienionej kolejności — największy potencjał, dla których i my jesteśmy partnerem szczególnym. Trochę gorzej Białoruś, ale tylko ze względu na klimat polityczny, który raczej nie sprzyja zaawansowanym kontaktom ze względu na podwyższone ryzyko prawne działania na tamtejszym rynku.