Praca szuka pracownika

Wojciech Staruchowicz
16-10-2006, 00:00

Pewien inwestor w strefie ekonomicznej na zachodzie kraju nie może rozpocząć produkcji, bo ludzie w okolicy orzekli, że za proponowane przez niego pieniądze do roboty nie przyjdą. W zeszłym tygodniu z kolei alarmowaliśmy w „Pulsie Biznesu”, że płace w budownictwie wzrosły w drugim kwartale o 9,2 proc. w stosunku do tego samego okresu poprzedniego roku. Ponad 40 proc. firm sygnalizuje, że specjaliści żądają większych pensji, a prawie połowa, że mają trudności ze znalezieniem pracowników.

Sygnały zwiastujące dramatyczny przełom na rynku pojawiały się już od kilku lat. Przede wszystkim przybywa osób celujących w wyższe stanowiska. Problem w tym, że nasza gospodarka nie może zaspokoić rozbudzonych aspiracji zawodowych ludzi z dyplomami rozmaitych uczelni (i o bardzo rozmaitym poziomie). Rodzi się frustracja. Lekarstwem wydają się saksy — twarda waluta płacona za pracę w barze przy zmywaku pozwala na jakiś czas zapomnieć o pozostawionym w szufladzie dyplomie. Pytanie — na jak długo? I jakie to ma skutki społeczne?

Druga strona medalu jest dotkliwa dla przedsiębiorców. Także dotyczy specjalistów, ale tych z niższych stanowisk — murarzy, dekarzy, elektryków, masarzy, stolarzy itd. Mimo wciąż olbrzymiego bezrobocia kończy się na rynku pracy dyktat pracodawców. Jeszcze do niedawna mogli przebierać w kandydatach jak w ulęgałkach i mieć nawet dużej klasy specjalistę za niewielkie pieniądze. Źródełko jednak wysycha — część doświadczonych wyjechała na Zachód pra- cować w swoim fachu za „prawdziwe” pie- niądze, inni zostali, ale zaczynają dyktować własne warunki. A nowych fachowców nie przybywa, bo w zapale modernizacji zlikwidowaliśmy większość techników i zawodówek.

Panowie pracodawcy — trzeba się oswajać z myślą, że fachowiec kosztuje. Nie ma na to rady. Ale też jest jasne, że wyższe wynagrodzenia mogą stać się gwoździem do trumny dla wielu polskich firm. I tu pojawia się zadanie dla rządzących. Częściowo lekarstwem mogą być postulowane przez niektórych przedsiębiorców — zwłaszcza z branży budowlanej i rolnictwa — przepisy umożliwiające podejmowanie u nas pracy przez specjalistów zza wschodniej granicy. Nie rozwiąże to jednak problemu całkowicie — za jakiś czas także oni podążą śladem naszych fachowców dalej na Zachód.

Potrzeba mocniejszego lekarstwa. Trzeba pozwolić przedsiębiorcom więcej płacić. Czyli jak najszybciej zmniejszyć znacząco koszty pracy. Jeśli tego nie zrobimy, to wkrótce za ostatnim fachowcem pociągnie na saksy ostatni polski zbankrutowany kapitalista.

Trzeba zmniejszyć znacząco koszty pracy. Inaczej wkrótce za ostatnim fachowcem pociągnie na saksy ostatni polski zbankrutowany kapitalista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Staruchowicz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Praca szuka pracownika