Nowe regulacje mogą pogorszyć sytuację branży TSL
W Polsce brakuje 20 tys. wykwalifikowanych kierowców ciężkich pojazdów. Czy propozycje rządu polepszą sytuację?
Przewoźnicy drogowi od dawna odczuwają brak kierowców. Dodatkowo systematycznie postępuje odpływ pracowników do innych krajów Unii Europejskiej, gdzie według szacunków Janusza Piechocińskiego z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, brakuje ich nawet 200 tys. Niestety, proponowane przez rząd rozwiązania legislacyjne mogą tę sytuację pogorszyć. To tylko niektóre wnioski z zeszłotygodniowej konferencji zorganizowanej przez Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD).
Przykręcanie śruby
Ostatnia seria tragicznych wypadków z udziałem polskich autokarów zwróciła uwagę rządu na pracę wszystkich przewoźników. Pojawiają się kolejne propozycje, jak przeciwdziałać katastrofom, podnieść poziom bezpieczeństwa. Jednak skutkiem ubocznym tych działań może być poważne utrudnienie życia przedsiębiorcom.
Z uwagi na to, że po kontroli w firmie, której autokar rozbił się pod Grenoble, wyszło na jaw, że aż 37 tys. przejechanych kilometrów nie było udokumentowanych (brak wydruków z tachografów, które rejestrują czas pracy kierowców), Główny Inspektor Transportu Drogowego zajął się przewoźnikami, którzy przekraczają przewidziany prawem czas pracy.
Zresztą w opinii Alvina Gajadhura, rzecznika Głównego Inspektora Transportu Drogowego, to właśnie przekraczanie czasu pracy jest najczęstszym wykroczeniem kierowców zawodowych.
Główny Inspektor Transportu Drogowego chce namówić Ministerstwo Transportu do wprowadzenia przepisów, według których kierowca, przekraczając dozwolony czas jazdy, ma dostawać punkty karne. Po przekroczeniu 24 punktów straci prawo jazdy i będzie musiał ponownie zdać egzamin.
Nic w zamian
Niestety, tego typu rozwiązania mogą pogorszyć sytuację przedsiębiorców transportu drogowego działających w naszym kraju. Wywołają jeszcze większe niż obecnie braki kadrowe. A malejąca liczba doświadczonych kierowców wpływa na pogorszenie bezpieczeństwa na drogach.
— Zlikwidowano stary system kształcenia kierowców, nie zastępując go nowym. Dziś priorytetowym zadaniem dla naszego państwa powinno być uruchomienie autentycznego systemu szkolenia kierowców, po to, żeby z jednej strony dostarczyć wykwalifikowanych pracowników do transportu, a z drugiej — dać możliwość zatrudnienia młodym ludziom w naszym kraju — mówił podczas konferencji Jan Buczek, prezes ZMPD.
Poza tym polskie przepisy i zasady rządzące rynkiem transportowym uniemożliwiają przewoźnikom zaoferowanie kierowcom konkurencyjnych stawek i warunków pracy.
Żeby było bezpieczniej
Zdaniem rządu, poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach mają zapewnić zmiany przepisów ustawowych o dopuszczaniu pojazdów do ruchu. Przewiduje on m.in. zmianę organizacji nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów i powołanie Centrum Homologacji Pojazdów.
Innym pomysłem na podniesienie poziomu bezpieczeństwa są zapowiadane kolejne zmiany dotyczące m.in. możliwości uzyskania prawa jazdy kategorii C w wieku 21 lat, a kategorii D dopiero w wieku 24 lat. Przewiduje się również brak możliwości wykonywania zawodu kierowcy przez pierwsze siedem miesięcy od uzyskania po raz pierwszy prawa jazdy, które byłoby wydawane na okres maksimum 5 lat, a jego przedłużenie byłoby możliwe na podstawie badań lekarskich, psychologicznych oraz na podstawie ukończenia kursu okresowego.
Warto podkreślić, że obok poprawy bezpieczeństwa takie rozwiązanie doprowadzi do pogorszenia sytuacji na kadrowym rynku kierowców, a przez to do… zmniejszenia się poziomu bezpieczeństwa.
Doświadczeni kierowcy wyjadą za granicę pracować na lepszych warunkach, a młodzi dlatego, że w Polsce nie będą mogli pracować.
Może się zatem okazać, że za kierownicami największych ciężarówek zasiądą tylko ci, których na Zachodzie nie będą chcieli. A to z pewnością nie przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa.