Instytut — zanim odkręci kurek z gotówką — musi dostać zielone światło od Komisji Europejskiej. Ale nie powinno być z tym problemów.
Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF) powstał we wrześniu ubiegłego roku mimo ostrych protestów firm medialnych, które nie chciały płacić nowego podatku na produkcję filmową. Teraz PISF rozpoczyna działalność. Rada instytutu przyjęła niedawno budżet — w tym roku ma on dysponować kwotą 103,8 mln zł, z czego 78,5 mln zł ma być przeznaczone na nowe projekty filmowe, głównie na produkcję filmów i scenariusze. Dalsze 25,3 mln zł ma pójść na spłatę zobowiązań agencji filmowych, na bazie których powstał instytut. Posłowie obcięli ostatnio budżet instytutu o 15 mln zł, więc może mu zabraknąć pieniędzy na ten ostatni cel.
Pod unijną lupą
— Rada bardzo wnikliwie pracowała nad planami i jednogłośnie zatwierdziła plany finansowe — mówi Jacek Bromski, przewodniczący rady, która jest praktycznie jedyną instytucją mogącą kontrolować szefa instytutu.
Zanim PISF zacznie wydawać pieniądze, musi uzyskać tzw. notyfikację Komisji Europejskiej (KE). Ta sprawdza, czy środki na polskie filmy są przeznaczone zgodnie z zasadami rozdzielania pomocy publicznej obowiązującymi w UE. Szefowie PISF zapewniają, że KE prowadzi cały proces notyfikacji bardzo szybko i spodziewają się ostatecznej decyzji w lutym. Jeżeli tak się faktycznie stanie, pierwsze pieniądze od przedsiębiorców z branży medialnej powinny wpłynąć na konto instytutu na początku kwietnia.
— Komisja Europejska przyglądała się nam uważnie, bo otrzymała sporo listów od operatorów kablowych. Ale nie spodziewam się szczególnych trudności, bo z jej pytań wynika, że nie ma żadnych zastrzeżeń — mówi Agnieszka Odorowicz, dyrektor instytutu.
Przedsiębiorcy medialni, w tym stacje telewizyjne, właściciele kin i operatorzy telewizji kablowych, wpłacą w tym roku 75,5 mln zł do kasy instytutu. Wydaje się, że nic ich nie uchroni od opłat, przeciwko którym tak ostro protestowali. Firmy próbowały się odwoływać do Trybunału Konstytucyjnego za pośrednictwem Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, ale ten nie przyjął wniosku.
Szanse przepadły
— Teraz pozostała nam nadzieja na ewentualną nowelizację ustawy o kinematografii. Ale, jeśli wziąć pod uwagę sytuację parlamentarną, wydaje się, że mamy na to małe szanse — mówi Krzysztof Kajda, ekspert departamentu prawnego Lewiatana.