Prawny bubel na ponad 75 proc.

Dawid Tokarz
opublikowano: 19-05-2011, 00:00

Po aferze hazardowej politycy nie słuchają przedstawicieli branży, nawet jeśli ci mają rację.

Po aferze hazardowej politycy nie słuchają przedstawicieli branży, nawet jeśli ci mają rację.

Na najbliższym posiedzeniu Sejm zapewne uchwali nowelizację ustawy hazardowej mającą ograniczyć działalność nielegalnego e-hazardu. Przy okazji posłowie przyjmą przepis, który wbrew ich intencjom może zaowocować nawet wycofaniem z rynku wszystkich automatów lub pozwami tych z graczy, którzy przegrają na nich więcej niż 25 proc. (a takich sytuacji są miliony). Tego bubla można by uniknąć dzięki człowiekowi z branży, ale posłowie nauczeni przypadkami Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego nie chcieli go w ogóle słuchać.

Bez prawa głosu

W stworzonej w Ministerstwie Finansów (MF) nowelizacji zapisano, że "w grach na automatach zaprogramowana wartość wygranych w automacie nie może być niższa niż 75 proc.", co miało uchronić graczy przed programowaniem automatów w sposób nadmiernie ograniczający wygrane. Pod koniec marca na wspólnym posiedzeniu komisji finansów i sportu sejmowy legislator zwrócił uwagę, że nie wiadomo, czego dotyczy te 75 proc.

— Panie przewodniczący, wątpliwość jest uzasadniona. Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia z dorozumieniem, że chodzi o 75 proc. kwoty wpłaconych stawek — odpowiedział Jacek Kapica, wiceminister finansów pilotujący ustawę.

Posłowie bez dyskusji dopisali podaną przez niego formułę. Zaprotestował obecny na sali Andrzej Maj, od lat dyrektor kasyn w stołecznych hotelach Marriott i Hyatt (ich właścicielem jest kontrolowane przez państwo Casinos Poland). Przewodniczący obradom Paweł Arndt z PO nie udzielił mu jednak głosu, bo wcześniej zdecydował, że przedstawiciele branży będą mogli się wypowiadać tylko wtedy, gdy poprosi o to któryś z posłów.

— Ta poprawka jest sprzeczna z zasadami gier na automatach, rozporządzeniami resortu finansów i samą ustawą hazardową, zgodnie z którą od kwoty wpłaconych stawek wygrane są uzależnione tylko w grach liczbowych, bingo i totalizatorze. W automatach zależą od z góry określonego stosunku wpłaty do wygranej, czyli tzw. tabeli wygranych — wyjaśnia Andrzej Maj.

Absurdalny efekt

Jego zdaniem, przy skrajnej interpretacji nowego prawa celnicy mogą zaaresztować wszystkie automaty w Polsce, bo nie ma technicznej możliwości uzależnienia wypłat w automatach od wpłaconych stawek.

— Sformułowanie "75 proc. kwoty wpłaconych stawek" rzeczywiście zostało użyte niefortunnie i w sposób niejasny, co w praktyce może rodzić trudności interpretacyjne — potwierdza dr Adam Wiśniewski, specjalizujący się w prawie hazardowym.

Inny ekspert zwraca uwagę, że nie wiadomo, w jakim okresie należy weryfikować spełnienie warunku tych 75 proc.

— Co więcej, jeśli wygrane miałyby stanowić co najmniej 75 proc. wpłaconych stawek, to gracz nie mógłby przegrać więcej niż 25 proc., co jest oczywistą bzdurą, gdyż część graczy przegrywa 100 proc. — tłumaczy specjalista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy