Przybywa fintechów na rynku faktoringu

Firmy zauważyły potencjał w finansowaniu faktur online. Na tym poletku działa coraz więcej biznesów. Z własnym ruszyła niedawno grupa Kaczmarski

W czerwcu informowaliśmy o wejściu na polski rynek Finiaty, fintechu, który oferuje przedsiębiorcom faktoring online. Firmę ponad rok temu w Niemczech otworzył Sebastian Diemer, znany jako założyciel Kreditechu, z planem, żeby działać przede wszystkim na polskim rynku. Okazuje się, że niemal równocześnie z podobnym konceptem, o nazwie Narodowy Fundusz Gwarancyjny (NFG), wystartowała grupa Kaczmarski.

Zobacz więcej

ROZWÓJ W INTERNECIE:Jacek Obłękowski, prezes NFG i współzarządzający grupą Kaczmarski, uważa, że przyszłością prostych rozwiązań finansowych jest sieć — głównie dzięki możliwości racjonalizowania kosztów. Fot. Grzegorz Kawecki

Podobieństwo do złudzenia

Oba podmioty oferują faktoring online dla małych przedsiębiorców. Bez żadnych formalności, z decyzją w kilkanaście minut. W obydwu przypadkach mamy też do czynienia z faktoringiem cichym oraz wpływami od kontrahentów na rachunek klienta, a nie faktora. Jednak oferta Finiaty skierowana jest do mikro- i małych firm, a NFG na razie obsługuje jedynie jednoosobowe działalności gospodarcze. Różne są także limity — w Finiacie może wynosić on nawet 200 tys. zł, a w NFG obecnie tylko 25 tys. zł, natomiast proces w 100 proc. online dotyczy maksymalnie 5 tys. zł. Powyżej tej kwoty pojawi się już kurier z umową do podpisania.

— Jeszcze nie mamy pewności, czy dla większych kwot proces internetowy będzie równie bezpieczny — mówi Jacek Obłękowski, prezes NFG i współzarządzający grupą Kaczmarski. Inne są także stawki. W Finiacie faktoring kosztuje 4 proc. wartości wierzytelności przekazanych do finansowania za każde 30 dni ich obsługi. Dodatkowo za ewentualną windykację przedsiębiorca płaci od 3 do 6 proc. wartości faktury. Natomiast NFG testuje cennik, w którym odchodzi od procentów. Koszt finansowania wynosi 18 zł za każdy 1 tys. zł przekazany firmie na 30 dni. Jest jeszcze opłata za prawo do korzystania z limitu w wysokości 0,2 proc., liczona od jego wartości. Płatne są ponadto okresy opóźnienia w spłacie — ich koszt to 5 proc. wartości faktury. Podobnie odbywa się także proces weryfikacji — automatycznie. Klient wykonuje przelew bankowy na kwotę symbolicznej złotówki, która po poprawnej weryfikacjiwraca na jego konto. Jest też sprawdzany we wszelkich możliwych bazach. Tyle że Finiata robi to za pośrednictwem Kontomatika, którego właścicielem jest Kreditech, a NFG posiłkuje się własną technologią. Pierwsza firma sygnalizowała ponadto, że dużym plusem jest posiadane przez nią finansowanie — rzędu 200 mln zł. NFG kwot nie ujawnia, ale zapewnia, że też nie ma z tym problemu.

— Nie narzekamy na brak gotówki. Ponadto mamy otwarte drzwi, jeśli chodzi o finansowanie alternatywne — mówi Jacek Obłękowski.

Coraz większa rodzina

NFG ze swoją ofertą wyszedł w świat pierwszego maja tego roku, choć w strukturze Kaczmarski Group istnieje nieco dłużej. Początkowo koncept miał zaspokajać jedynie potrzeby klientów grupy. Do firmy dziewięć miesięcy temu dołączył jednak Jacek Obłękowski, wieloletni wiceprezes PKO BP. Z banku odszedł przed rokiem i były plotki, że pomaga Kaczmarskim uporządkować mocno rozrośniętą już grupę kapitałową. Małgorzata i Maciej Kaczmarscy stworzyli Kaczmarski Inkasso w 1992 r. To były czasy, w których windykacja w Polsce dopiero raczkowała i w zasadzie nie istniała konkurencja. W 2003 r. Kaczmarscy otworzyli też pierwsze biuro informacji gospodarczej — Krajowy Rejestr Długów. Dzisiaj do grupy należy też Rzetelna Firma, wystawiająca przedsiębiorcom certyfikaty wiarygodności finansowej. A właściciele są milionerami i wciąż pełnią funkcję właścicielską oraz nadzorczą. Jak wiemy z nieoficjalnych informacji, w grupie przygotowywana jest zmiana pokoleniowa i do kierowania biznesem przymierza się młody Kaczmarski — Martin, znany dotychczas głównie z zainteresowania samochodami wyścigowymi, ale teraz na poważnie traktujący pracę w rodzinnej firmie. Jacek Obłękowski ma pomóc mu wejść w biznes. Dotychczasowe sukcesy grupy pozwalają wierzyć, że NFG też się uda. Wątpliwości budzi tylko jej nazwa. — Sugeruje jakąś działalność gwarancyjną albo fundusz publiczny, a więc jest myląca — zwraca uwagę ekspert z branży faktoringwej, który nie chce ujawniać swojej tożsamości.

Od mikro- do korpo

Pokazanie światu NFG to inicjatywa Jacka Obłękowskiego.

— Doszliśmy do wniosku, że oferowanie tego produktu tylko klientom grupy to strata czasu i okazji — mówi Jacek Obłękowski. Po trzech miesiącach od wejścia na szeroki rynek z usług spółki korzysta miesięcznie kilkuset przedsiębiorców, a celem jest pozyskiwanie ok. 6 tys. takich firm rocznie. Już wiemy, że produkt będzie się zmieniał. — Ciągle uczymy się tego biznesu. Jednocześnie pracujemy nad szerszą paletą produktów finansowych dla przedsiębiorców. W najbliższym czasie będziemy otwierać się także na coraz większy biznes, w tym na korporacje — zapowiada Jacek Obłękowski.

Jego zdaniem, nie jest możliwe utrzymanie procesu w 100 proc. online w przypadku dużych klientów, ale tam, gdzie będzie się dało, zostanie on utrzymany. Dlaczego korporacje?

— Chodzi m.in. o dywersyfikację biznesu. Takie rozwiązania wprowadzą urozmaicenie i większe bezpieczeństwo — twierdzi prezes NFG.

Podkreśla także, że zainteresowanie banków segmentami rynku, którymi dzisiaj się nie zajmują, będzie rosło — czy to z perspektywy zbudowania podobnego modelu czy też akwizycji funkcjonującego już biznesu. Wydaje się jednak, że łatwiej im będzie kupić działający model, niż stworzyć własny, ponieważ dużej instytucji niełatwo skupić się i wyspecjalizować się w niewielkim rozwiązaniu produktowo-technologicznym. — To w sieci jest przyszłość prostych rozwiązań finansowych, głównie dzięki możliwości racjonalizowania kosztów — uważa Jacek Obłękowski. Jego zdaniem nie jest to jednak prosty biznes, bo nie da się w nim pograć wysoką marżą. Ważna jest właściwa ocena, dobry scoring, skuteczne rozwiązania antyfraudowe oraz procesy monitoringu i windykacji. I to zarówno na poziomie klienta, jak i kontrahenta. — Może on funkcjonować tylko wtedy, jeżeli każde z tych ogniw działa perfekcyjnie — podkreśla prezes NFG.

OKIEM EKSPERTA
Ryzykowne podejście

PAWEŁ KACPRZAK, dyrektor do spraw faktoringu w Raiffeisen Banku

Faktoring z wpływami na konto klienta to fantastyczne rozwiązanie z punktu widzenia przedsiębiorcy, ale patrząc od strony ryzyka faktora — odważny ruch. Spółki faktoringowe czy banki takiej struktury nie oferują — można liczyć najwyżej na cesję cichą, ale wpływy są zawsze na rachunek faktora. Natomiast sama cesja cicha jest dla klientów wygodna, ponieważ część z nich boi się reakcji odbiorcy na zawiadomienie o niej. Jeżeli wysyła je bank, to jest dużo łatwiej, ponieważ firmy znają te instytucje. Natomiast jeżeli dokonywana jest na podmiot, którego nazwa nie jest powszechnie kojarzona, może pojawić się kłopot. Z punktu widzenia fintechu przy cesji cichej nie ma on bezpośredniego przełożenia na odbiorcę. W związku z tym o spłacie faktury może się dowiedzieć tylko od swojego klienta. A bywa, że ten zapomina poinformować o spłacie pojedynczej faktury. Trzeba pamiętać, że zwykle następuje ona po 30, 60 czy nawet 90 dniach. Praktyka pokazuje, że w takiej sytuacji klient pieniądze już wydał i nie jest w stanie „od ręki” oddać fintechowi. W efekcie pozostaje on z niezabezpieczonym kredytem. Trudniej też uniknąć próby wyłudzenia, ponieważ nie da się po stronie odbiorcy zweryfikować, czy wierzytelność faktycznie istnieje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Przybywa fintechów na rynku faktoringu