Pytania do świata

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 25-04-2007, 00:00

SylwetkaSteven D. Levitt, syn „króla pierdów” i medium, nie mógł być zwyczajnym ekonomistą. I nie jest.

Steven D. Levitt całe życie szuka odpowiedzi na dziwne pytania: dlaczego, skoro handel narkotykami jest tak zyskowny, dilerzy wciąż mieszkają ze swoimi matkami, dlaczego prostytutki zarabiają więcej niż architekci (bo bardziej jest prawdopodobne, że architekt zatrudni prostytutkę, niż że prostytutka zatrudni architekta), co jest bardziej niebezpieczne: pistolet czy basen (basen — rocznie w Stanach Zjednoczonych topi się w przydomowych basenach 550 dzieci, a od broni palnej ginie 175).

— Zajmuję się tylko tymi tematami, które mnie bawią i interesują. Może wyniki moich prac nie zawsze są użyteczne, ale w porównaniu z innymi badaniami, które nie są ani przydatne, ani interesujące, wydaje mi się, że zrobiłem krok w dobrym kierunku — mówi Steven Levitt.

Tyle że te dziwne badania znajdują jeszcze dziwaczniejsze zastosowania.

— Narzędzia i metody, które rozwinąłem, analizując uczciwość zawodników sumo, teraz mogą mieć zastosowanie w walce z terroryzmem — przyznaje.

Niewielu ekonomistów ma tak otwarty umysł jak Levitt. Ale też mało kto miał tak ciekawe dzieciństwo.

Rodzinne korzenie

Ojciec Stevena, Michael D. Levitt nosi dziwne miano „króla pierdów”. Ten lekarz pracujący w Centrum Medycznym Weteranów w Minneapolis całe życie poświęcił badaniu gazów jelitowych. Jest autorem lub współautorem ponad 275 artykułów na ten temat. Matka, Shirley Levitt jest pisarką, która stosuje metody pisania automatycznego. Wpada w trans i reszta dzieje się sama.

— Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że ja tych książek sama w rzeczywistości nie piszę, te książki robią to same — powiedziała w wywiadzie dla „Chicago Tribune”.

Racjonalny naukowiec i paranormalne medium — niewielu może pochwalić się takimi rodzicami.

Nietypowe zainteresowania ojca i dziwne zachowania matki od dziecka rozwijały ciekawość Levitta. I to zaprocentowało w przyszłości.

Po co komu ekonomia

Na studiach Levitt zainteresował się ekonomią. Nie tą makro, ale tą mikro, a nawet bardzo mikro. W swoich badaniach chciał wrócić do korzeni nauki, do próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie postępują tak, jak postępują. A wszystko po to, żeby jego dyscyplina była bliżej życia, bo, jak sam przyznaje, ekonomia stała się nauką hermetyczną.

— Nic, czego nauczyłem się jako ekonomista akademicki, nie ma zastosowania w biznesie i nic, czego nauczyłem się pracując w biznesie, nie pomogło mi w karierze akademickiej. To bez sensu — denerwuje się.

Efekt? Nikt nie lubi ekonomistów i nikogo nie interesują ich światłe rady. Z Levittem jest inaczej. Dlaczego? Spotykamy się na konferencji Teradata Universe w Warszawie. Plan spotkań miał napięty, ale znalazł chwilę dla nas. Kiedy rozmawiamy o dopingu w sporcie, zauważam, że on, profesor Uniwersytetu w Chicago, laureat wielu prestiżowych nagród, autor bestselleru „Freakonomia”, cierpliwie mnie słucha.

To właśnie jest w nim ujmujące — interesuje go, co inni mają do powiedzenia. Ale to nie wszystko. Jeszcze lepsze wrażenie robi, kiedy sam zaczyna mówić. Bo zamiast opowiadać o krzywej podaży i popytu, woli mówić o rzeczach bardziej przyziemnych: na przykład o rynku nieruchomości.

Uważaj na agenta

Wiedza o zasadach rządzących handlem nieruchomościami musi być szczególnie przydatna w Warszawie, gdzie nowe osiedla rosną tak szybko jak ceny za metr kwadratowy. W podobnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych Levitt zadał prowokujące pytanie: Co agenci sprzedający nieruchomości mają wspólnego z Ku-Klux-Klanem? Odpowiedź: i agenci, i członkowie Ku-Klux-Klanu ukrywali informacje, żeby wywołać strach. Ale czego się bać, sprzedając dom? Chociażby tego, że sprzeda się go za tanio albo nie sprzeda się go wcale. Levitt dowodzi, że agenci wykorzystują te obawy, dążąc do swoich celów. O ile sprzedającemu najbardziej zależy na tym, żeby sprzedać swoją własność za jak najwyższą cenę, to agentowi na tym, żeby zrobić to jak najszybciej za rozsądną kwotę. Bo zyski z rosnącej prowizji są zbyt małe, aby zrównoważyć zwiększony wysiłek w poszukiwaniu najlepszej oferty.

— Moja pierwsza rada dla sprzedającego jest taka, żeby nigdy nie mówić agentowi o tym, czego nie powinni wiedzieć kupujący. Ja na przykład nigdy nie zdradziłbym, jaka jest najmniejsza akceptowana przeze mnie cena za mój dom — mówi.

Ukrywanie wiedzy o sobie to tylko połowa sukcesu.

— Agenci wiedzą więcej niż ich klienci i na tym polega ich przewaga. Dlatego radziłbym każdemu, kto sprzedaje dom, żeby zdobył jak najwięcej informacji o rynku. Każdy, kto ufa agentowi nieruchomości, musi być szalony — uważa Levitt.

Kontrowersje i zaszczyty

Praca o nieruchomościach musiała wywołać niepokój wśród agentów. Podobnie jak kontrowersje wzbudził artykuł, w którym Levitt udowadniał, że głównym czynnikiem odpowiedzialnym za spadek przestępczości w Stanach Zjednoczonych w latach 90. było zalegalizowanie aborcji 20 lat wcześniej. Tekst wywołał burzę i dyskusje, które trwają do dzisiaj. A zrobił tylko to, co robi zawsze: stawia pytanie i próbuje na nie odpowiedzieć, posługując się dostępnymi danymi. Nawet wtedy, kiedy problem wydaje się kontrowersyjny, oczywisty albo błahy.

— Niesprawdzanie tak zwanych powszechnych przekonań jest niezdrowe. Chociażby w biznesie. Każda firma powinna zrobić listę 20 przekonań, których są pewne w swojej działalności, np. nasze kampanie reklamowe są skuteczne, a potem każdą pozycję zweryfikować. Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet 16 z nich odpowiadało prawdzie, ale to oznaczałoby, że cztery były fałszywe — tłumaczy Levitt.

Jego badania rozbudziły w wielu ludziach ciekawość, a jemu samemu przyniosły sławę. W 2003 r. odebrał medal Johna Batesa Clarka, nagrodę dla najlepszego amerykańskiego ekonomisty w wieku poniżej 40 lat. W 2006 r. tygodnik „Time” umieścił go na liście stu ludzi, którzy kształtują świat. A wszystko dzięki temu, że potrafił zadać dobre pytania i miał odwagę, żeby poszukać na nie odpowiedzi. n

Sumo jak polska piłka

W narodowym sporcie Japończyków bardziej niż o rywalizację chodzi o honor. Jednak zdaniem Stevena Levitta sumo, tak jak polską piłkę, niszczy korupcja. W walkach decydujących o utrzymanie się w czołówce rankingu zawodnik, który miał pewność, że się utrzyma, przegrywał z rywalem, który takiej pewności nie miał, dwa razy częściej niż wtedy, kiedy ci sami zawodnicy walczyli na serio. Podejrzenia Levitta potwierdzają fakty. Dwaj sumocy, którzy wystąpili z zarzutami o ustawianie walk, zmarli nagle w odstępie kilku godzin. Wcześniej zdążyli jednak wskazać 29 nieuczciwych zawodników. Może więc pracami Levitta powinni się zainteresować śledczy prowadzący sprawę podejrzanego o ustawianie meczów „Fryzjera”?

Pierwotny sens ekonomii

„Freakonomia — świat od podszewki” książka Stevena Levitta i dziennikarza Stephena J. Dubnera odniosła spektakularny sukces. W dwa tygodnie sprzedała się w 200 tys. egzemplarzy i dotarła na drugie miejsce na liście bestsellerów „New York Timesa” w kategorii książek naukowych w twardej okładce. Czyta się jak kryminał.

Gangsterzy z matkami

Dlaczego handlarze narkotyków mieszkają z matkami? Bo zarabiają 3 dolary na godzinę — odpowiada Levitt. Struktura amerykańskiego gangu narkotykowego przypomina sieć franczyzową, gdzie ci na górze zarabiają krocie, a rzesze szeregowych pracowników ciułają grosze. Okazuje się, że handlarz narkotyków to najniebezpieczniejszy zawód w USA. Szansa, że diler zginie w ciągu czterech lat pracy jest jak 1 do 4. Dla oficjalnie najniebezpieczniejszego zawodu w Stanach, drwala, prawdopodobieństwo śmierci w miejscu pracy wynosi 1 do 200. Co więcej, ryzyko śmierci handlarza narkotyków jest większe niż skazańca oczekującego wykonania wyroku w celi śmierci w Teksasie (kolejno 1 do 16 i 1 do 20).

Słynny imiennik

Steven D. Levitt nie jest jedynym słynnym ekonomistą o tym nazwisku. Profesor Harvard Business School Theodore Levitt w 1960 r. ogłosił artykuł „Krótkowzroczność marketingu”. Stał się on kamieniem węgielnym dla powstania koncepcji współczesnego marketingu. Jemu też przypisywane jest autorstwo terminu globalizacja. Zmarł 28 czerwca 2006 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy