Radź sobie sam, drogi eksporterze

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 08-11-2006, 00:00

Eksporterze, niestety nadal będziesz musiał dawać sobie radę sam. Marne szanse, by pomógł ci złoty, a zwłaszcza politycy.

Wbrew prognozom analityków, polskie przedsiębiorstwa sprzedające na rynki zagraniczne nie spoczęły na laurach i nadal zaskakują doskonałymi wynikami. Eksport, zamiast przygasać, ma się coraz lepiej. I to mimo niekorzystnego kursu złotego.

Badania Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP) wskazują, że dla eksporterów optymalny byłby kurs euro 4,2-4,3 zł, a dolara —3,4-3,6 zł.

— Jeszcze lepiej byłoby, gdyby dolar był tańszy o 20 gr — dodaje Marek Ziemiecki, dyrektor finansowy Polmosu Siedlce, eksportującego głównie do USA.

Płonne nadzieje

Ekonomiści nie mają jednak złudzeń.

— W średnim i długim okresie trudno oczekiwać osłabienia złotego. Będzie raczej odwrotnie: ze względu na bardzo dobre wyniki gospodarki, jej mocne i stabilne fundamenty, które zachęcają inwestorów do lokowania w nasze aktywa, oraz fakt, że do Polski napływa coraz więcej pieniędzy (środki unijne i inwestycje bezpośrednie), złoty będzie się umacniał. Podobnie jest w innych krajach regionu: w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech. Po części jesteśmy niewolnikami własnego sukcesu — uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego.

Jej zdaniem, neutralnym poziomem kursu, który nie będzie miał negatywnego wpływu na gospodarkę, jest 3,8 zł za euro. To kurs optymalny w skali makro, co nie znaczy, że w poszczególnych przypadkach nie byłby dotkliwy, np. dla firm, które większość eksportują, a nic nie importują.

Woda w ustach

Ochroną przed wahaniami kursu względem euro, a właśnie do krajów UE trafia ponad trzy czwarte, a do samego Eurolandu ponad połowa naszego eksportu, byłoby przystąpienie do strefy euro.

— Eksporterzy oczekują jasnych deklaracji: czy i kiedy się tam znajdziemy. Jednak elity polityczne nabierają wody w usta — narzeka Andrzej Malinowski, prezydent KPP.

Jego zdaniem, bez instytucjonalnego i logistycznego wsparcia ze strony państwa strumień produktów sygnowanych „Made in Poland” może wysychać.

— Polskie przedsiębiorstwa sprzedają na eksport po kosztach własnych lub poniżej tych kosztów, zadłużając się bądź rekompensując straty na rynku krajowym — alarmuje Andrzej Malinowski.

Rynek cesarzem

Zdaniem Adama Wilczęgi, prezesa Biotonu, nie chodzi o to, by ręcznie sterować kursem, by złoty wrócił na poziomy dogodne dla eksporterów. Jego zdaniem, polska waluta jest nadwartościowa około 20 proc.

— Złoty oczywiście powinien być płynny, tu rynek jest cesarzem. Jednak wiele rządów podejmuje działania, które wspierają eksport i pomagają przy nadmiernej aprecjacji waluty krajowej — mówi prezes Biotonu.

Zdaniem Andrzeja Malinowskiego, Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie dopracował się klarownej i długoterminowej strategii proeksportowej. Inicjatywa „Paszport do eksportu” autorstwa Ministerstwa Gospodarki (pisaliśmy o niej 20 października) jest kroplą w morzu potrzeb.

— To krok w dobrą stronę, ale brakuje usystematyzowania polityki proeksportowej, a rządowi brakuje jej wizji. U nas pies z kulawą nogą eksportem się nie interesuje, tymczasem to on kreuje rozwój ekonomiczny i postęp technologiczny. Minęły już czasy, gdy najlepszą polityką był brak polityki. Chcemy znać zasady gry — domaga się prezydent KPP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu