Recepta na sukces

Materiał partnera cyklu
opublikowano: 31-10-2012, 00:00

Rozmowa z Andrzejem Wyrzykowskim i Józefem Grzymałą, członkami zarządu Lek-Am

Lek-Am to najszybciej rozwijająca się polska firma farmaceutyczna. W planach ma produkcję nowych leków i wejście na zagraniczne rynki zbytu

Macie panowie problemy ze snem?

Józef Grzymała: Ja żadnych, sypiam jak zabity. Nie wiem jak Andrzej?

Andrzej Wyrzykowski: Ja też nie cierpię z powodu bezsenności. Ale skąd to pytanie?

Bo to wy wprowadziliście na polski rynek Melatoninę — lek na zaburzenia snu? AW: No tak, ale nie wprowadzaliśmy jej dla siebie. Nam ten lek nie był potrzebny w życiu codziennym.

JG: Znamy się blisko 40 lat, bo razem studiowaliśmy na SGH. Pamiętam, że jeszcze w akademiku zdarzało się nam zaspać na wykłady, ale problem zaburzeń snu pojawił się w naszych rozmowach dopiero jakieś 10 lat temu. To był pomysł Andrzeja na biznes i tym pomysłem mnie przekonał, bo zaburzenia snu są dziś epidemią cywilizacyjną. Tak zostaliśmy wspólnikami.

Od tego zaczął się Lek-Am?

AW: Zaczął się od Melatoniny. Lek ten w latach dziewięćdziesiątych uznany był za eliksir młodości. Ostatecznie okazało się, że Melatonina działa skutecznie na sen.

A dobry sen to zdrowie. JG: Od początku wydawało nam się, że mamy dobry pomysł. Nawiązaliśmy współpracę z prof. Michałem Karaskiem kierownikiem Zakładu Neuroendokrynologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. On jako jeden z niewielu zajmował się w Polsce Melatoniną i jej zastosowaniem w leczeniu zaburzeń snu. Wspierał nas w tym przedsięwzięciu.

Skoro nie mieliście nic poza pomysłem, to jak wam się udało zarejestrować lek?

AW: Każde przedsięwzięcie zaczyna się od dobrego pomysłu. Oczywiście każdy z nas miał własne pieniądze, które wystarczyły na rozpoczęcie działalności firmy. Pierwsze prace przygotowawcze do rejestracji produktu i produkcję Melatoniny zleciliśmy firmom zewnętrznym. Już po kilku miesiącach produkt zaczął przynosić zyski. Odnieśliśmy niezwykły sukces rynkowy. Dość powiedzieć, że w dziewiątym miesiącu sprzedaży sprzedaliśmy około 120 tysięcy opakowań Melatoniny. A dziś produkujemy 22 różne leki używane m. in w kardiologii, psychiatrii, urologii i pulmonologii. Do tego doliczyć trzeba 17 rodzajów suplementów, które mamy w produkcji.

Firma, której wcześniej nie było stać na samodzielne badania i produkcję, nagle odnosi sukces. Jak to możliwe?

JG: Po pierwsze, mieliśmy dobry produkt, na który było duże zapotrzebowanie społeczne. Po drugie, udało nam się zaistnieć w mediach, zorganizowaliśmy międzynarodowy kongres z udziałem dziennikarzy i najwybitniejszych uczonych w tym zakresie. Do tego dobry plan biznesowy, który zakładał, że wypracowany zysk będziemy przeznaczać na inwestycje i rozwój. O kredytach wtedy nie było mowy bo byliśmy zbyt małą i nieznaną firmą. Zakład produkcyjny zbudowaliśmy za własne pieniądze.

Dziś produkujemy 22 różne leki używane m. in. w kardiologii, psychiatrii, urologii i pulmonologii. Do tego doliczyć trzeba 17 rodzajów suplementów jakie mamy w produkcji

AW: Z czasem wiele firm próbowało wprowadzić melatoninę, ale to już był lek, który mocno kojarzył się z naszą firmą. Realna konkurencja się nie narodziła. Dla globalnych koncernów farmaceutycznych ten kawałek rynkowego tortu nie jest interesujący. Dla nas okazał się kołem zamachowym.

Czy żeby uruchomić produkcję, korzystaliście z jakichś środków publicznych?

AW: Nie korzystaliśmy. Pierwsze dofinansowanie na zakup maszyn otrzymaliśmy w 2006 r. — po 6 latach działalności. Od początku istnienia firmy do dnia dzisiejszego na maszyny, urządzenia i aparaturę wydaliśmy z własnych pieniędzy około75 mln zł.

Żeby prowadzić badania i wdrażać nowe leki do produkcji trzeba mieć zdolnych fachowców. O nich niełatwo. Jak stworzyliście taki zespół? JG: Gdy kompletowaliśmy zespół, w państwowych firmach farmaceutycznych akurat prowadzona była restrukturyzacja. To stwarzało okazję do pozyskania wartościowych ludzi. Postawiliśmy na pracowników średniego szczebla, którzy u nas zdobywali kolejne doświadczenia i podwyższali swoje umiejętności.

AW: Dziś załoga firmy liczy około 500 osób. W tym wielu specjalistów farmaceutów czy chemików ze świetnym wykształceniem.

Czy Lek-Am ma w planach wejście na rynki zagraniczne?

AW: Oczywiście. Stanie w miejscu to w rzeczywistości cofanie się, a my chcemy dynamicznie się rozwijać.

JG: Aktualnie trzy leki rejestrujemy w Chinach i w Arabii Saudyjskiej. Przeszliśmy już wszystkie audyty i czekamy na rejestry. To bardzo perspektywiczne rynki zbytu. Niektóre nasze leki sprzedajemy już w Turcji.

AW: Eksport to przyszłość naszej firmy. W Polsce rynek jest coraz trudniejszy, nie tylko przez silną konkurencję, ale też przez częste zmiany w zasadach refundacji leków.

Ale to wciąż bardzo dochodowa branża

AW: Trzeba pamiętać, że produkcja leków jest bardzo kapitałochłonna. Linie produkcyjne są często do konkretnych produktów. Żeby wprowadzić nowy lek do sprzedaży, trzeba ponieść duże nakłady na badania i rejestrację leku. Trwa to około 3-4 lata. Wysokie są też koszty promocji leku.

JG: Na to nakładają się liczne wymogi obowiązujące w farmacji. Stąd konieczność rozbudowy naszej fabryki. Co pewien czas powiększamy ją o nowe budynki modułowe.

W ostatnim czasie firma stała się obiektem ataku medialnego. Zbiegło się to w czasie z zakończeniem rozbudowy zakładu. Czy panowie łączą ze sobą te fakty?

AW: Raczej nie. Możemy jednak zdradzić, że w ostatnim czasie mieliśmy sygnały, że są chętni do kupna naszej firmy. Nie byliśmy tym zainteresowani. To było około miesiąca przed prasowym atakiem.

JG: Nadal robimy swoje. Kończymy projekty opracowania technologii kolejnych leków. Obecnie pracujemy nad wprowadzeniem nowych produktów na rynek, w tym między innymi enoksaparyny, leku przeciwzakrzepowego. Wierzymy, że projekt zakończy się sukcesem.

AW: Podobnie było w roku 2005, kiedy wprowadziliśmy na rynek olanzapinę, lek psychotropowy dla cierpiących na schizofrenię. Wtedy też zaoferowaliśmy nowy produkt mimo braku doświadczenia rynkowego w sprzedaży tego typu preparatów.

Opracowanie leku to jedno, ale jego sukces rynkowy to drugie. Obie te rzeczy nie zawsze idą w parze.

AW: To prawda. Na początku najtrudniej było przekonać środowisko medyczne do nowej polskiej firmy i jej produktów. Lekarze wolą bowiem przepisywać te leki, które już znają. Dlatego na początku musieliśmy intensywnie budować wizerunek firmy jako solidnego producenta wysokiej jakości leków.

JG: Nasi pracownicy zrobili kawał dobrej roboty. Nie bez powodu jesteśmy uznawani za najszybciej rozwijającą się polską firmę farmaceutyczną.

Badanie, które prowadzicie, są współfinansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. To jeden z zarzutów podniesionych w prasie przeciw Lek-Am.

AW: Sprawa jest prosta i przejrzysta. NCBiR ogłosił konkurs, w którym wzięliśmy udział. Wiele naszych projektów zostało zaakceptowanych. Jako młoda firma nie mieliśmy środków, by samodzielnie finansować te badania, a i tak nasz udział w finansowaniu tych projektów wynosi około 55 proc.

JG: Leki, nad którymi pracujemy, są bardzo perspektywiczne rynkowo, ale ich opracowanie wymaga olbrzymich nakładów. Badania prowadzi zespół wybitnych fachowców, którzy używają najnowocześniejszego sprzętu. Prowadzimy także badania, które są finansowane wyłącznie ze środków własnych spółki, inne były częściowo dofinansowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości lub Agencję Rozwoju Przemysłu. W sumie w ostatnich latach ze środków własnych wydaliśmy na badania przeszło 30 mln zł.

Warto wydawać te pieniądze? Jesteśmy w Unii Europejskiej i wszystkie leki można swobodnie importować.

AW: Oczywiście, że warto. Dzięki tym badaniom rozwija się polska myśl farmaceutyczna, która w ostatnich latach była zaniedbywana. Wypracowujemy nowe technologie, dajemy pracę polskim pracownikom, wszystkie podatki płacimy w kraju. Każdy nowy lek, który wprowadzamy na rynek, zwiększa zatrudnienie w naszej firmie o 10–20 proc. Korzyści można wymieniać długo. Ale jest coś więcej. Krajowy przemysł farmaceutyczny zapewnia przecież bezpieczeństwo ludności w takim samym stopniu jak myśliwce czy tarcza antyrakietowa i powinien być chroniony i rozwijany przez państwo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera cyklu

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu