Rynek odbił się od dna

Dorota Gąsowska
15-09-2005, 00:00

Za sprawą łasych na latanie polskich pasażerów i linii lotniczych, które chcą ten głód zaspokoić, rośnie wartość krajowego rynku lotniczego.

Poprzedni rok był pierwszym — po kryzysie na rynku lotniczym — kiedy podniebni przewoźnicy odnotowali znaczący wzrost. Wartość rynku lotniczego w 2004 r. została oszacowana przez Instytut Turystyki na poziomie 1-1,1 mld USD. W 2001 r. wartość tego rynku oceniania była na 788 mln USD.

W 2000 r. linie lotnicze na całym świecie przewiozły 1,67 mld pasażerów. Rok później — w roku ataku na WTC w Nowym Jorku — przewozy spadły do 1,64 mld pasażerów, a w 2002 r. do 1,63 mld, natomiast w 2003 r. wzrosły do 1,66 mld. Najbardziej dynamiczny wzrost odnotowano w 2004 r. — wielkość przewozów wyniosła 1,82 mld pasażerów.

Stały element

Ataki terrorystyczne na pewien czas zniechęciły ludzi do podniebnych podróży, co pociągnęło za sobą również spadek przychodów całego sektora lotniczego. W 2000 r. przychody linii lotniczych na całym świecie wyniosły 328,5 mld USD, a w 2004 r. 343,3 mld USD. Natomiast w latach 2001-03 przychody przewoźników wyniosły kolejno 307,5 mld USD, 306 mld USD i 312,9 mld USD.

Przewozy niskokosztowe stały się stałym elementem globalnej siatki połączeń lotniczych. Zarysowały się dwa kierunki postępowania tanich linii względem portów lotniczych. Pierwszy polega na tym, że niskokosztowcy wybierają główne lotniska krajowe, na których dobrze rozwija się ruch tradycyjny, jak np. Praga, Budapeszt czy Berlin. Drugi jest sposobem na organizowanie połączeń do portów oddalonych od miast. Przykładem mogą być londyńskie lotniska Stansted i Luton, Charleroi koło Brukseli czy Hahn koło Frankfurtu. Tym drugim wariantem najbardziej zainteresowane są samorządy lokalne, czego doskonałym przykładem jest Polska.

Może być lepiej

Zmiany, które zaszły w lotnictwie cywilnym w naszym kraju, można śmiało określić jako rewolucyjne. Jednakże porównując polski rynek lotniczy np. z rynkiem czeskim, estońskim czy węgierskim — wypadamy dość słabo. Według Instytutu Turystyki, zmiany jakościowe i ilościowe, które zaszły na polskim rynku w 2004 r., były największymi od 1990 r. Mimo to ruch na polskich lotniskach w stosunku do liczby ludności był mniejszy niż na lotniskach w Pradze, Budapeszcie, Wilnie, Tallinie czy Rydze.

Po analizie kierunków, na których Polacy latają najczęściej, widać, że 59 proc. ogólnej liczby lotów stanowią połączenia z sześcioma krajami: Niemcami, Wielką Brytanią, Francją, Włochami, USA i Danią. Przewoźnicy niskokosztowi operujący w naszym kraju zdecydowanie stawiają na Londyn. Połączenia ze stolicą Wielkiej Brytanii stanowią 13,3 proc. ogólnie dostępnych miejsc. Następny na liście jest Frankfurt (8,6 proc.), Paryż (7,8 proc.), Monachium (5,9 proc.), Kopenhaga (5,4 proc.).

Eksperci rynku szacują, że w skali całego 2005 r. wielkość regularnych przewozów zagranicznych w Polsce osiągnie poziom 8,1-8,7 mln pasażerów, z czego ponad 30 proc. stanowić będą pasażerowie linii niskokosztowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Gąsowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Rynek odbił się od dna