Grzegorz Kołodko, obecny minister finansów, jest bardziej hojny niż jego poprzednik — Marek Belka. Wskaźnik wzrostu wydatków założony przez Marka Belkę na poziomie inflacja plus jeden proc. zostanie przekroczony.
Rząd znów zadziwił. W przedstawionych we wtorek założeniach do budżetu na 2003 rok najwięcej komentarzy wzbudziło pozostawienie nominalnej dynamiki płac oraz świadczeń emerytalnych i rentowych bez zmian. Do tej pory wszyscy oczekiwali, że wraz ze spadkiem prognozowanego na przyszły rok wskaźnika inflacji zostanie też zredukowany wskaźnik waloryzacji płac w sektorze budżetowym oraz wskaźnik waloryzacji rent i emerytur. Tak się jednak nie stało. Oznacza to, że budżet wyda w przyszłym roku więcej o 1,25 mld PLN, niż w przypadku utrzymania zasady waloryzacji wydatków o wskaźnik inflacji plus 1 punkt procentowy.
Mimo wielkiego szumu w mediach na temat zagrożeń, jakie stwarza ta decyzja, inwestorzy na rynku obligacji przez cały tydzień masowo kupowali polskie papiery skarbowe, powodując prawie 20-punktowy spadek rentowności. To dość dziwne, bo sądząc po wypowiedziach prasowych, mało kto wierzy, że deficyt budżetowy w 2003 spadnie poniżej 40 mld zł. Istotnie, można mieć obawy, czy Grzegorzowi Kołodce uda się ta sztuka. Szczególnie, że jego głównym problemem nie będzie dodatkowe 1,25 mld, które trzeba będzie przeznaczyć na płace i świadczenia społeczne, lecz niezrealizowanie tegorocznych przychodów z tytułu prywatyzacji. Gdyby bowiem utrzymał się obecny stopień zaawansowania procesów prywatyzacyjnych, już w tym roku w budżecie zabrakłoby ponad 5 mld PLN.
Tu jednak, Ministerstwo Finansów ma pewien zapas. Po pierwsze — dochody z podatków zapewne okażą się wyższe niż planowano. Po drugie — resort ma szansę uzyskać pewne oszczędności na kosztach obsługi długu publicznego. Poziom stóp procentowych w tym i w przyszłym roku okaże się zapewne niższy niż zakładano. Dodatkowo w trakcie wtorkowego spotkania rządu powróciła propozycja zmian w systemie ubezpieczenia społecznego rolników, która zdaniem ministra finansów może dać oszczędności budżetowi rzędu 3,5 mld PLN.
Inwestorzy nie panikują. Nawet jeśli propozycje oszczędności w budżecie nie będą zbyt radykalne, nie będzie towielki powód do zmartwień. Już od kilku dni wiadomo, że we wrześniu na rynek mogą napłynąć kolejne dobre wieści — inflacja spadnie do poziomu 1,2 proc. Wskazywały na to dane ministerstwa rolnictwa, którego raport z początku ubiegłego tygodnia pokazywał, że w końcu sierpnia nadal mieliśmy do czynienia spadkiem cen warzyw. Ich oczekiwania potwierdziły się w ogłoszonych w piątek po południu danych o wzroście cen żywności. Po ich publikacji nikt nie ma już chyba wątpliwości, że wskaźnik inflacji w sierpniu nie wzrósł. To zaś w połączeniu z ostatnimi wypowiedziami członków RPP i prezesa NBP o niskiej presji inflacyjnej sprawia, że kolejna redukcja stóp we wrześniu jest bardzo prawdopodobna.