Rząd nadal próbuje walczyć z kryzysem

Eugeniusz Twaróg, Katarzyna Sadowska
opublikowano: 22-07-2009, 00:00

Na walkę z kryzysem rząd ma już 25 mld zł. Wciąż na papierze.

BGK da poręczenia w tym miesiącu, a kiedy ARP?

Na walkę z kryzysem rząd ma już 25 mld zł. Wciąż na papierze.

30 lipca Bank Gospodarstwa Krajowego chce podpisać pierwsze umowy z bankami na poręczenia kredytowe dla firm. Chodzi o program wart około 20 mld zł.

— To optymistyczny termin — ocenia Włodzimierz Grudziński, który z ramienia Związku Banków Polskich uczestniczy w pracach komitetu sterującego rządowego programu "Wspieranie przedsiębiorczości z wykorzystaniem poręczeń i gwarancji BGK".

— To termin realistyczny — twierdzi Marcin Murawski, wiceprezes BGK.

Trudny model

Włodzimierz Grudziński uważa, że w lipcu możliwe do podpisania będą co najwyżej umowy na poręczenia indywidualne, czyli dla pojedynczych kredytów. Na portfelowe, o które wszystkim chodzi, trzeba będzie być może jeszcze poczekać. Jak długo? To zależy od Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwa Finansów.

— Sprawa rozbija się o sposób zawiązywania rezerw przez BGK. Minister wymaga stworzenia odpowiedniego modelu oceny ryzyka. Podobne jest też stanowisko Komisji — wyjaśnia Włodzimierz Grudziński.

Szef resortu zażyczył sobie modelu, jaki w Polsce ma tylko jeden bank, który dostał go od spółki matki. Gdyby BGK chciał na własną rękę stworzyć coś takiego, potrzebowałby trzy-pięć lat, żeby zebrać odpowiednie dane. Włodzimierz Grudziński uważa, że gdyby BGK zastosował zasady dotyczące tworzenia rezerw, takie jak przy poręczeniach z Krajowego Funduszu Doręczeniowego, które kiedyś obsługiwał, to poręczenia portfelowe mogłyby ruszyć we wrześniu.

Na skróty

BGK chce się uwinąć do lipca z umowami, czyli gwarancje trafiłyby do banków jeszcze w sierpniu. Ma pomysł, jak przyspieszyć termin — po prostu ominąć przeszkody i zająć się nimi później, żeby nie hamować dłużej programu. Zasada tworzenia rezerw jest ważna, ale jeszcze nie na obecnym etapie. Dlatego BGK uważa, że kwestię modelu oceny ryzyka można rozważać przez najbliższe miesiące. Rezerwy przecież nie będą potrzebne na starcie programu. Odpisy pojawią się, gdy kredyty zaczną się psuć, czyli za jakiś czas.

— Przedstawiliśmy Komisji nasz model i zaproponowaliśmy, żeby wdrożyć go czasowo na pół roku. Po tym czasie można ocenić, jak działa, czy wymaga udoskonaleń i prolongować na kolejne pół roku — wyjaśnia prezes Murawski.

Równolegle minister finansów mógłby pracować nad korektą rozporządzenia, bo że trzeba je zmienić, BGK nie ma wątpliwości.

Bez szczegółów

BGK to niejedyna instytucja, która ma wspierać przedsiębiorców. Na ratunek ruszy też Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP). Donald Tusk powołał Adama Szejnfelda na stanowisko szefa "komitetu sterującego ds. wspierania przez ARP inicjatyw pobudzających gospodarkę."

— To bardzo dobra wiadomość. Adam Szejnfeld zna się na rzeczy — mówi Arkadiusz Krężel, wieloletni prezes ARP.

Do głównych zadań komitetu należy m.in. opiniowanie trybu oraz zasad udzielania finansowania. Jednak szczegóły programu: co, komu, ile, jak i kiedy, nie są na razie znane.

— Mamy ramowe założenia — ucina Roma Sarzyńska, rzeczniczka ARP.

Z naszych informacji wynika, że bliższych informacji na ten temat należy się spodziewać najwcześniej w przyszłym tygodniu. ARP ma mieć do rozdysponowania maksymalnie 5 mld zł do końca 2010 r. Wsparcie będzie zwrotne. Firmy będą mogły liczyć na jedno z czterech narzędzi: pożyczkę, zakup wyemitowanych obligacji, udzielenie poręczenia i gwarancji oraz dokapitalizowanie.

— Zadaniem ARP na tym etapie jest stworzenie możliwie prostej i precyzyjnej procedury ubiegania się o pomoc — mówi Arkadiusz Krężel.

Eugeniusz

Twaróg

Katarzyna

Sadowska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Katarzyna Sadowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy