Rzut na taśmę

Adam Sofuł
opublikowano: 12-12-2008, 00:00

To miała być taka spokojna prezydencja. Skazana na sukces. Dopilnować traktatu lizbońskiego i przeforsować pakiet klimatyczny i Nicolas Sarkozy mógłby świętować. Jednak pierwszy cios w ten spokój tuż przed objęciem w połowie roku przewodnictwa Unii Europejskiej przez Francję zadała Irlandia, odrzucając w referendum traktat lizboński. Sarkozy postawił sobie za punkt honoru doprowadzić do ratyfikacji traktatu. Prośbą i groźbą. Potem nadeszły następne kryzysy: Gruzja i tornado na rynkach finansowych. Prezydent Francji dwoił się i troił, żadnego z tych kryzysów nie udało się zakończyć pełnym sukcesem, ale energia Sarkozy’ego sprawiła, że stał się on na te pół roku rzeczywistym liderem Europy. Zwoływał szczyty, spotkania, konsultacje. Wszędzie było go pełno. Rozpoczęty właśnie w Brukseli szczyt jest zwieńczeniem tej prezydencji. Sarkozy’emu przydałaby się jakaś kropka nad i. A ścisłej mówiąc dwie — przełamanie impasu w sprawie traktatu lizbońskiego i pakiet klimatyczny.

W sprawie klimatu najprawdopodobniej zostanie zmuszony do ustępstw. Już zresztą pewne poczynił, ale i tak negocjacje zapowiadają się morderczo. Polska z umiarkowanym poparciem Niemiec ma szanse na wywalczenie jeszcze większych koncesji dla ochrony swojego przemysłu. Ale w przypadku traktatu lizbońskiego na ustępstwa nie ma co liczyć. Właśnie dlatego pierwsze pytanie, jakie Lech Kaczyński usłyszał po przylocie do Brukseli od Sarkozy’ego, dotyczyło prezydenckiego podpisu pod tym dokumentem. Oprócz Polski i Irlandii (dla której ma już zestaw uspokajających propozycji mających skłonić ten kraj do powtórnego referendum) traktatu nie ratyfikowały tylko Czechy. W Niemczech czeka on na decyzję Trybunału Konstytucyjnego (skądinąd sprytny wybieg). Stanowisko Polski, a ściślej prezydenta, jest w tej sprawie równie kluczowe, co niezrozumiałe.

Nicolas Sarkozy łaknie sukcesu, a szczyt jest ostatnią do tego okazją. To może ułatwić negocjacje w sprawie klimatu, ale jeśli chodzi o traktat, może być nerwowo. Ten argument może być wykorzystany przeciwko Polsce, bo w ostrych negocjacjach sięga się po wszystkie argumenty. Prezydent i premier mogliby to nieźle rozegrać. Gdyby to uzgodnili. Los ich rzucił co prawda do jednego samolotu, ale to wszystko co los mógł zrobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu