Serce prezesa

Agata Ałykow
opublikowano: 2006-09-22 00:00

Menedżerowie zajęci dotąd wyłącznie bilansowaniem zysków i strat coraz częściej stają się filantropami.

Doktor Tomasz Dangel od 12 lat jest lekarzem w Warszawskim Hospicjum dla Dzieci, a także przewodniczy fundacji, która je prowadzi. Finansowo wspierają je głównie osoby prywatne, ale zdarzają się także firmy. Od kilku lat w tym towarzystwie jest drukarnia i piekarnia, a także firma konsultingowa i bankowi prawnicy.

— Nie pukamy do drzwi. Nie prosimy o pieniądze. Uważamy, że pomoc musi wynikać z potrzeby i świadomości donatora — mówi Tomasz Dangel.

Żałuje, że z uwagi na pokrewieństwo nie może liczyć na finansowe wsparcie brata Pawła, szefa grupy Allianz w Polsce.

— Ale zawsze mogę prosić o radę choćby w sprawie zarządzania hospicjum. Ostatnio Allianz podpowiedział nam, jak wykonać specjalistyczny audyt i gdzie znaleźć firmę, która przeprowadzi go za niewielką opłatę. Udziela nam też rabatu przy wynajmie sal konferencyjnych w ośrodku w Ryni. Dzięki temu taniej szkolimy lekarzy i pielęgniarki, by umieli pomagać umierającym dzieciom — opowiada Tomasz Dangel.

Nie bez znaczenia są też prywatne kontakty brata.

— Wystarczy, że powie o nas dobre słowo znajomym. To czasem owocuje wpłatą na konto — mówi Tomasz Dangel.

Krajowi się boją

Najchętniej w polskie przedsięwzięcia filantropijne angażują się koncerny zagraniczne.

— Mają na ten cel ogromne budżety, nieporównywalne z zasobami firm krajowych — mówi Małgorzata Skórska z wrocławskiej agencji PRTime, specjalizującej się w public relations.

Allianz pomaga zbierać pieniądze dla samotnych matek i chorych dzieci. Tesco wyposaża szkoły, a Danone dożywia głodne dzieci.

— To wynika z zachodniej tradycji dzielenia się owocami własnej pracy, robienia rzeczy pożytecznych. Zysk ma drugorzędne znaczenie, ważne są przede wszystkim pozytywne emocje budowane wokół marki — tłumaczy Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Jego zdaniem, z takich pobudek Andrew Carnegie, niegdyś skromny pracownik amerykańskiej kolei, przeznaczył swój majątek na budowę sali koncertowej, bibliotek i świetlic. Henry Ford zaś utworzył fundację charytatywną, a rodzina Stanfordów, handlarzy sprzedających mydło i powidło, utworzyła uniwersytet swego imienia.

W opinii ekspertów z Centrum im. Adama Smitha, zaplecze dobrych prawników i doradców finansowych pozwala zagranicznym firmom w Polsce dzielić się bez szwanku z potrzebującymi.

Serce roku

Specjalizujący się w produkcji sprzętu AGD Amerykański Whirlpool od lat współpracuje z organizacją Habitat for Humanity, zwalczającą biedę mieszkaniową. Pomoc ma charakter systemowy i obejmuje wszystkie oddziały firmy. Dotąd koncern przeznaczył na budowę i wyposażenie mieszkań dla ubogich na całym świecie ponad 25 milionów dolarów.

Działalność filantropijna to połączenie wolontariatu pracowniczego i ofiarności firmy. Każdy dom wzniesiony przy współpracy z Whirlpoolem wyposażany jest w lodówki, pralki i kuchenki. Jeśli z jakichś względów nie jest to możliwe, firma daje gotówkę, 250 dolarów dla każdego nowego gospodarstwa domowego.

W Polsce pracownicy Whirpoola pomagali ostatnio na budowie domu dla dwunastu niezamożnych rodzin w Gliwicach. Marketingowcy, spece od logistyki i serwisu poświęcali wolne weekendy, by sortować cegły, układać deski, wbijać gwoździe. W tym gronie znalazł się też szef firmy.

— Chociaż większość z nas nie miała doświadczenia budowlanego, staraliśmy się wnieść nasz wkład i ukończyć część domu, który przetrwa wiele lat. Doświadczenie to wzbogaciło nas nie tylko jako zespół, ale także indywidualnie. Cieszę się, że mogliśmy przyczynić się do poprawy warunków życia ludzi naprawdę tego potrzebujących — mówi Coen Potters, dyrektor Whirlpool Polska.

Firma zwalniała wolontariuszy z wykonywania zwykłych obowiązków tylko w piątek, który spędzali głównie w podróży na budowę. Nie traktowała tego jednak jak dzień wolny, ale jak pełnopłatny pobyt w firmie. Wolontariusze nic nie tracili.

Whirlpool zapewnia, że pracownicy pomagają wyłącznie z dobroci serca i przekonania, że ich wysiłek komuś się przyda. To międzynarodowe grupy przemieszczające się z miejsca na miejsce. W trakcie pracy tworzy się niezwykła atmosfera, zdarzają się wzruszające pożegnania i kontakt długo podtrzymywany z obdarowanymi.

Polski oddział Habitat for Humanity zgłosił Whirlpoola do nagrody Dobroczyńca Roku 2005, wręczanej przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce. Koncern odebrał statuetkę w maju.

— Jedynym zyskiem wynikającym z nagrody jest to, że firma ma prawo przykleić do swoich produktów informację o tym, że ją otrzymała, i wyeksponować podczas kampanii reklamowej. Czy dzięki temu lodówki czy pralki sprzedają się lepiej, trudno stwierdzić. Zresztą nie tego darczyńca spodziewał się po nagrodzie. Dba głównie o dobrą opinię — mówi Artur Ptak z Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

Auta w ruch

Działalność charytatywna General Motors jest rozleglejsza. Z racji tego, że należąca do koncernu fabryka Opla ulokowała się na Górnym Śląsku, ta część kraju jest oczkiem w głowie firmy. Zachęca ona pracowników do wysiłku na rzecz potrzebujących oraz przeznaczania na ten cel części swojego wynagrodzenia.

— Suma jest dowolna. Granice zaangażowania określa wyłącznie pracownik. On także wskazuje instytucję, do której mają trafić pieniądze. Dotąd zrobiło tak 300 osób — mówi Przemysław Byszewski, rzecznik polskiego oddziału koncernu.

General Motors wybrał trzy dziedziny, dla których warto poświęcić czas i pieniądze. Skupia się na biednych, nieuleczalnie chorych i niepełnosprawnych. To na ich rzecz wolontariusze pracują w weekendy w hospicjach, domach starców i w placówkach opiekuńczych.

— Nie poprzestajemy na angażowaniu pracowników, dajemy też coś od siebie. Podwajamy darowizny od pracowników, drugie tyle wyjmujemy z własnej kasy. Dofinansowujemy 250 dolarami każde 50 godzin przepracowane przez wolontariuszy — podkreśla Byszewski.

Czy z powodu pracy dla innych chce się zarwać wolny dzień? Piotr Sommerla, pierwszy wolontariusz z Opla, twierdzi, że tak. Do dziś działa w klubie młodzieżowym w Raciborzu.

— Ta praca daje ogromną satysfakcję i radość, że młodzież dzięki nam przejmuje życiową inicjatywę — zapewnia Piotr Sommerla.

Pracownicy mają pełną kontrolę nad finansami wynikającymi z ich zaangażowania.

Działania General Motors mają charakter globalny. Koncern od lat współpracuje z oddziałami United Way International Foundation na całym świecie.

Podaj cegłę

Nie wszyscy się cieszą, gdy o tym, co robią, mówi się publicznie. Tak jak potentat w dziedzinie produkcji cegieł, dachówek i okładzin klinkierowych, czyli niemiecki Röben z siedzibą w Środzie Śląskiej pod Wrocławiem.

— Spełniamy najwyższe normy jakościowe, ale nie chcemy, by konkurencja wytknęła nam, że z powodu dobrego serca właściciela mamy produkt gorszej jakości — mówią w tej firmie.

O co chodzi? O rzecz wyjątkową. Swego czasu Röben zrezygnował z zakupu w pełni zautomatyzowanej linii produkcyjnej, bo wiązałoby się to ze zwolnieniami sporej grupy pracowników. Wolał stracić zyski niż dobre imię w okolicy. Menedżerowie uznali, że poszkodowanymi byliby nie tylko bezpośrednio zatrudnieni, ale także ich rodziny. Niemiecki producent to największy pracodawca w okolicy. Zatrudnia ponad 700 osób. Tak więc co dziesiąty mieszkaniec, który w tym rejonie ma stałą pensję, związany jest z tą niemiecką firmą lub jej kooperantami. Władze gminy wprost nie mogą się Röbena nachwalić.

— Oby więcej było tak solidnych inwestorów — mówi Bogusław Krasucki, burmistrz Środy Śląskiej.

Zakłady działają na cztery zmiany, wynagrodzenie pracowników porównywalne jest ze średnią krajową. Zatrudnieni otrzymują też dodatkowe wynagrodzenie w rodzaju trzynastej pensji. Mają zagwarantowaną stałą podwyżkę uwzględniającą aktualny poziom inflacji oraz szkolenia, egzaminy i zawodowe uprawnienia fundowane przez pracodawcę. Podobnie jest z dowozem do pracy. Działa fundusz pożyczek mieszkaniowych. Za tę działalność w lipcu tego roku Wilhelm Röben, właściciel firmy, otrzymał honorowe obywatelstwo Środy Śląskiej.