Sieć bez inercji. Dlaczego Polska będzie potrzebować technologii takich jak E-STATCOM

Partnerem publikacji jest InnoEnergy
opublikowano: 2026-10-15 19:00

Transformacja energetyczna zmienia nie tylko to, skąd płynie energia, ale też fizykę pracy systemu. Wraz ze wzrostem udziału OZE znika naturalna inercja zapewniana przez wielkie wirujące generatory. Niemcy już inwestują w rozwiązania, które mają ją zastąpić. Polska, planując integrację dziesiątek gigawatów nowych mocy odnawialnych, stoi przed tym samym wyzwaniem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

28 kwietnia 2025 r. zgasły światła na Półwyspie Iberyjskim. Awaria stała się ostrzeżeniem dla całej Europy: system elektroenergetyczny oparty w coraz większym stopniu na źródłach odnawialnych potrzebuje nowych narzędzi stabilizacyjnych.

Blackout pokazał problem

Przez dekady bezpieczeństwo sieci opierało się m.in. na inercji wielkich generatorów elektrowni węglowych, gazowych czy jądrowych. Ich wirujące masy spowalniają zmianę częstotliwości po nagłym zaburzeniu i dają operatorowi dodatkowe sekundy na reakcję. Fotowoltaika i energetyka wiatrowa, przyłączane przez falowniki, takiej fizycznej bezwładności nie zapewniają. Im większy jest więc udział źródeł nieinercyjnych, tym ważniejsze staje się aktywne zarządzanie częstotliwością i napięciem.

To nie jest problem czysto techniczny. Ma też wymiar ekonomiczny – według oficjalnych szacunków URE całkowity blackout w Polsce mógłby kosztować krajową gospodarkę około 40 mld zł dziennie. Bezpieczeństwo sieci staje się zatem także kwestią konkurencyjności gospodarki i ryzyka inwestycyjnego.

PSE wskazuje kompensatory synchroniczne oraz falowniki grid-forming jako narzędzia potrzebne do kształtowania parametrów pracy przyszłej sieci. Operator zapowiada także przygotowanie „Mapy drogowej rynku energii elektrycznej”, która ma określić nowe produkty potrzebne systemowi zdolnemu przyjąć ponad 80 GW nowych mocy OZE do 2034 r. To może być początek nowej kategorii inwestycji infrastrukturalnych w Polsce.

Mikołaj Budzanowski
CEO InnoEnergy CE

Milisekundy, które mają znaczenie

Jedną z technologii odpowiadających na tę zmianę jest E-STATCOM: rozwinięcie klasycznego STATCOM-u, w którym przekształtnik pracujący w architekturze grid-forming zostaje połączony z magazynem energii opartym na superkondensatorach. Taki układ może jednocześnie stabilizować napięcie i reagować na zmiany częstotliwości, dostarczając tzw. wirtualną inercję.

Przewagą superkondensatora nie jest duża pojemność energetyczna, lecz ekstremalnie szybka dostępność mocy. Energia jest magazynowana w polu elektrycznym, a nie w reakcji chemicznej, dzięki czemu pełna moc może być oddawana w bardzo krótkim czasie, przy ogromnej liczbie cykli pracy. W systemie elektroenergetycznym właśnie pierwsze milisekundy i sekundy po zaburzeniu mogą przesądzić o tym, czy sytuacja zostanie opanowana, czy uruchomi się kaskada kolejnych zdarzeń.

Badania opublikowane w 2026 r. na łamach czasopisma Electronics (MDPI) pokazują, że superkondensatorowe wsparcie inercyjne może istotnie ograniczać RoCoF, czyli tempo zmiany częstotliwości, oraz poprawiać jej najniższy punkt po zaburzeniu. Z punktu widzenia operatora oznacza to więcej czasu na reakcję zabezpieczeń i innych usług systemowych.

Niemcy już zamawiają

Najciekawsze jest jednak to, że technologia wychodzi z laboratoriów do infrastruktury przesyłowej. Pod koniec 2024 r. firma 50Hertz zamówiła dla podstacji Malchow koło Berlina system STATCOM drugiej generacji, który ma zostać uruchomiony w 2028 r. Rozwiązanie klasy E-STATCOM połączy STATCOM z magazynem energii opartym na superkondensatorach i ma być zdolne do wymiany do 150 MW mocy w 1,25 sekundy. W praktyce w jednym urządzeniu mają zostać połączone funkcje, które dotąd często traktowano oddzielnie: dynamiczna kompensacja mocy biernej, stabilizacja napięcia, reakcja na zmiany częstotliwości i odpowiedź inercyjna. To dobrze pokazuje, jak zmienia się filozofia budowy sieci wraz z rosnącym udziałem OZE.

Wcześniej TransnetBW zamówił od Hitachi Energy dwie stacje SVC Light Enhanced, również łączące kompensację mocy biernej z możliwością bardzo szybkiej wymiany mocy czynnej. Kierunek jest więc czytelny: niemieccy operatorzy nie traktują już takich rozwiązań wyłącznie jako pilotaży, ale jako element przyszłej architektury sieci.

To ważne również z punktu widzenia oceny ryzyka technologicznego. Enhanced STATCOM nie jest kategorią rozwijaną przez jedną firmę. Hitachi Energy opisuje ją jako rozwiązanie pozwalające emulować część zachowania generatora synchronicznego i poprawiać stabilność sieci o niskiej inercji. Skeleton Technologies dostarcza w tym ekosystemie ultraszybkie kondensatory. Ta niemiecko-estońska firma uruchomiła pod Lipskiem wartą 220 mln euro fabrykę superkondensatorów wykorzystujących materiał Curved Graphene i rozwija tę technologię wspólnie z globalnymi dostawcami infrastruktury energetycznej. W ostatnich dniach Skeleton Technologies ogłosił strategiczną inwestycję od Siemens, dzięki której wycena spółki przekroczyła 1 mld USD.

Superkombinacja

E-STATCOM nie powinien być przy tym przedstawiany jako alternatywa dla dużych magazynów litowo-jonowych. Obie technologie rozwiązują inne problemy. Baterie są naturalnym wyborem tam, gdzie kluczowa jest energia dostępna przez minuty lub godziny: arbitraż cenowy, bilansowanie czy część rezerw. Superkondensatory adresują najkrótszy odcinek reakcji systemu, czyli sytuacje, w których liczy się bardzo wysoka moc dostępna niemal natychmiast i możliwość wielokrotnego powtarzania cyklu bez szybkiej degradacji.

Dlatego wraz ze wzrostem udziału OZE rynek magazynowania energii będzie prawdopodobnie coraz bardziej segmentował się według funkcji. Pytanie nie będzie brzmiało „bateria czy superkondensator?”, ale jaka kombinacja technologii najlepiej i najtaniej zapewni konkretne usługi systemowe.

Polska energetyka u progu przebudowy

W strategii PSE do 2040 r. operator zakłada, że w perspektywie dekady OZE będą odpowiadały średnio za około 60 proc. produkcji energii, a w wybranych momentach ich udział może zbliżać się do 100 proc. To oznacza fundamentalną zmianę sposobu prowadzenia systemu. Źródła konwencjonalne mają być potrzebne przede wszystkim do bilansowania mocy i energii, podczas gdy część funkcji związanych z inercją czy zarządzaniem napięciem będzie musiała zostać zapewniona przez nowe urządzenia i nowe usługi systemowe. Innymi słowy, transformacja wymaga nie tylko nowych megawatów, ale również przebudowy technicznego zaplecza, które utrzymuje stabilność sieci.

PSE wskazuje kompensatory synchroniczne oraz falowniki grid-forming jako narzędzia potrzebne do kształtowania parametrów pracy przyszłej sieci. Projekt wymagań technicznych dla magazynów energii w zakresie zdolności grid-forming ma trafić do konsultacji branżowych w drugiej połowie 2026 r. Operator zapowiada także przygotowanie „Mapy drogowej rynku energii elektrycznej”, która ma określić nowe produkty potrzebne systemowi zdolnemu przyjąć ponad 80 GW nowych mocy OZE do 2034 r. To może być początek powstania w Polsce nowej kategorii inwestycji infrastrukturalnych.

Nowa infrastruktura dla nowej gospodarki

Znaczenie szybkich technologii stabilizacyjnych będzie rosło nie tylko wraz z OZE. Drugim źródłem presji stają się centra danych AI, których zapotrzebowanie na moc jest wysokie i dynamiczne. Skeleton szacuje globalny rynek adresowalny dla magazynów krótkotrwałych i wysokiej mocy na 95 mld euro, a swoje rozwiązania pozycjonuje także jako technologię dla infrastruktury obliczeniowej. W Polsce na ten trend nakłada się rosnąca kolejka projektów OZE: już pod koniec lipca 2025 r. PSE notowały około 900 wniosków oczekujących na rozpatrzenie. Presja na sieć będzie więc rosła równolegle od strony nowych źródeł i nowych, energochłonnych odbiorców.

Dla operatorów sieci, deweloperów OZE, przemysłu i inwestorów oznacza to pojawienie się klasy aktywów, która jeszcze kilka lat temu pozostawała domeną specjalistów od jakości energii. Dziś staje się częścią szerszej dyskusji o bezpieczeństwie energetycznym i zdolności gospodarki do elektryfikacji.

Polska nie musi kopiować niemieckiego modelu jeden do jednego. Powinna jednak wyciągnąć z niego wniosek: im szybciej rośnie udział źródeł przyłączonych przez elektronikę mocy, tym szybciej trzeba tworzyć rynek usług, które zastąpią funkcje zapewniane wcześniej niejako przy okazji przez elektrownie konwencjonalne. Jeżeli nowe mechanizmy rynkowe właściwie wycenią inercję, moc zwarciową i błyskawiczną reakcję na zaburzenia, technologie takie jak E-STATCOM przestaną być techniczną ciekawostką. Staną się jednym z elementów infrastruktury koniecznej do bezpiecznego przeprowadzenia transformacji energetycznej.

Mikołaj Budzanowski, CEO InnoEnergy CE