Spółki pod marnym nadzorem

MZAT
opublikowano: 06-06-2012, 00:00

Deloitte zbadał profesjonalizm polskich rad nadzorczych. Pracują sprawniej niż kiedyś, ale do ideału im daleko.

Wygodny fotel, dobre pieniądze i nikła odpowiedzialność — to stereotyp członka rady nadzorczej polskiej spółki. Jednak badanie Deloitte „Współczesna rada nadzorcza” dowodzi, że wizja przyklejonych do stołków figurantów ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością, a nadzór nie powinien już kojarzyć się z „przechowalnią kolesiów”.

— Gdy 10 lat temu przeprowadzaliśmy pierwszą edycję badania, na większość pytań wysyłanych do przedsiębiorstw nie uzyskaliśmy odpowiedzi — przeszkodą była mityczna „tajemnica spółki”. Teraz jest dużo lepiej, w radach zasiada więcej profesjonalistów z doświadczeniem finansowym, ale nadal nie brakuje pasażerów na gapę — mówi Andrzej Nartowski, prezes współtworzącego raport Polskiego Instytutu Dyrektorów.

Statystyczny członek rady nadzorczej ma ponad 50 lat, doświadczenie menedżerskie i zasiada w radzie co najmniej od 3 lat. Deloitte pozytywnie ocenia taką małą stabilizację, ale do ideału ciągle jest daleko. Kuleje niezależność — co piąta rada nie ma w składzie ani jednego członka niezależnego, a to i tak postęp, bo w 2007 r. było tak w co trzecim nadzorze. Tymczasem kodeksdobrych praktyk wskazuje, że powinno być ich co najmniej dwóch — członków bądź członkiń, bo w 40 proc. rad nadal nie zasiada ani jedna kobieta. Parytety i powiązania to tylko kropla w morzu problemów.

— Rady nie pracują już tak chaotycznie, jak się zdarzało, ale brakuje im kompleksowej agendy. Rzadko sięgają po zewnętrznych doradców — prawie dwie trzecie nie korzysta z usług audytorów przy innych okazjach niż badanie okresowych sprawozdań finansowych — mówi Jakub Bojanowski, partner w dziale zarządzania ryzykiem Deloitte.

Doradca gani też rady za korzystanie z tej samej pomocy prawnej co zarząd (robi tak prawie połowa), a standardem powinno być zwracanie się do niezależnej kancelarii. Członkowie nadzoru przeciętnie spotykają się raz na kwartał (43 proc. spółek) i obradują przez cały dzień (również 43 proc.). Rzadko jednak zaszczycają obecnością walne zgromadzenia — prawie połowa nie robi tego wcale. Podobny odsetek członków rad nie posiada akcji nadzorowanych spółek.

— W Polsce w wielu spółkach niezależność utożsamiana jest z nieposiadaniem akcji. To ewenement na rozwiniętych rynkach i kuriozalny skutek sugerowania się ustawą o biegłych rewidentach, tak właśnie definiującej bezstronność i niezależność — uważa Andrzej Nartowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MZAT

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu