Niepewność ma dla firmy konkretną cenę. Jeśli przedsiębiorca nie wie, ile za rok zapłaci za energię, jak wysoka będzie rata kredytu albo po jakim kursie wymieni euro otrzymane od zagranicznego kontrahenta, trudniej mu zaplanować budżet, policzyć przyszłą marżę czy zaoferować własnym klientom cenę obowiązującą przez dłuższy czas.
Nie wszystkie przyszłe koszty da się przewidzieć. Część można jednak zabezpieczyć. Firma może z góry ustalić cenę energii, kurs wymiany waluty czy oprocentowanie kredytu. W przypadku floty może natomiast zamienić kilka przyszłych wydatków w jedną przewidywalną ratę.
Nie oznacza to, że takie rozwiązanie zawsze będzie najtańsze. Jeśli ceny energii spadną, stopy procentowe pójdą w dół albo kurs waluty zmieni się w korzystnym kierunku, pozostawienie ceny zmiennej może dać oszczędności. Stała cena służy innemu celowi: pozwala ograniczyć ryzyko, że przyszły koszt okaże się znacznie wyższy od tego, który firma może dziś zaakceptować.
- Tutaj uwypukla się dualny charakter ryzyka. Zmiana warunków rynkowych może działać zarówno na korzyść firmy, jak i zwiększać jej przyszłe koszty. Dlatego też wybór między strategii zabezpieczenia pozycji nie jest wyłącznie kwestią prognozowania rynku ale przede wszystkim decyzją o tym, jaki poziom ryzyka firma jest gotowa zaakceptować – mówi Andrzej Brożek, dyrektor działu analiz w Polenergii.
Energetyczna przewidywalność
Dobrze widać to na przykładzie energii elektrycznej. Przedsiębiorstwo może kupować ją po cenie zmiennej, powiązanej z bieżącą sytuacją rynkową, albo zabezpieczyć przyszłą cenę z wyprzedzeniem. W pierwszym przypadku korzysta ze spadków, ale ponosi również ryzyko wzrostów. W drugim z góry wie, ile będzie kosztowała MWh energii w okresie objętym zabezpieczeniem.
– Kupowanie energii to dziś kwestia zarządzania ryzykiem. Cena energii może być czynnikiem, który w istotny sposób definiuje konkurencyjność całej branży czy konkretnego przedsiębiorstwa. W tym kontekście warto podkreślić, że ryzyko jest stanem świata przez co wynika z rzeczywistych i zmiennych warunków rynkowych. Niepewność natomiast jest stanem umysłu, związanym z poziomem naszej wiary w to, jak te warunki mogą się kształtować. Dlatego zarządzanie zakupem energii nie polega na próbie przewidzenia przyszłości, lecz na takim kształtowaniu pozycji zakupowej, aby firma była przygotowana na różne scenariusze rynkowe.– mówi Andrzej Brożek, dyrektor działu analiz w Polenergii.
Stała cena nie musi przy tym obejmować całego przyszłego zapotrzebowania. Firma może zabezpieczać zakupy stopniowo albo zakontraktować tylko tę część zużycia, której jest stosunkowo pewna. Andrzej Brożek podaje przykład przedsiębiorstwa zużywającego 40 GWh rocznie. Jeśli 30 GWh stanowi przewidywalną bazę, a pozostałe 10 GWh zależy od wielkości produkcji i koniunktury, zabezpieczyć można pierwszą część w stałej cenie. Pozostały wolumen może natomiast być kupowany w momentach ewentualnych korekt rynkowych, co pozwala zachować elastyczność i możliwość reagowania na zmieniające się warunki rynkowe.
– Najważniejsze, co przedsiębiorca powinien zrobić, to poznać własne zużycie energii. Trzeba wiedzieć, jaka jego część stanowi bazę, a jaka jest zmienna i zależy na przykład od koniunktury lub innych warunków rynkowych – wyjaśnia Andrzej Brożek.
Dla większych odbiorców kolejną możliwością są wieloletnie umowy PPA (Power Purchase Agreement) zawierane w powiązaniu z konkretnym źródłem energii odnawialnej. Kontrakty tego typu mogą pozwolić na ustalenie ceny na znacznie dłuższy okres niż standardowe zabezpieczenie na rynku terminowym. Także tutaj przedsiębiorca płaci jednak za przewidywalność innym rodzajem ryzyka: wieloletnim zobowiązaniem. Firma musi więc zastanowić się nie tylko nad tym, ile energii potrzebuje dzisiaj, ale również jak może zmienić się jej działalność za pięć czy dziesięć lat.
- Długoterminowa umowa, zawarta z odpowiednio dobranym i wiarygodnym partnerem, może być bardzo dobrym rozwiązaniem, szczególnie dla firm, dla których stabilność kosztów i przewidywalność w dłuższym horyzoncie mają istotną wartość biznesową.– mówi Andrzej Brożek, dyrektor działu analiz w Polenergii.
Mechanizm dobrze pokazuje zasadę, która będzie powtarzać się również przy innych kosztach. Najpierw trzeba ustalić, jakie ryzyko rzeczywiście ponosi firma, a dopiero potem zdecydować, jaką jego część warto zabezpieczyć.
Kurs waluty znany z wyprzedzeniem
Podobny problem mają eksporterzy i importerzy, a więc firmy, które otrzymują zapłatę albo regulują zobowiązania w obcych walutach. Polski eksporter może dziś sprzedać towar np. za 100 tys. euro z płatnością za kilka miesięcy. Zna wartość kontraktu w euro, ale nie wie jeszcze, ile złotych ostatecznie otrzyma. Jeśli w tym czasie złoty się umocni, jego przychód po przeliczeniu na polską walutę będzie niższy. Importer ma odwrotny problem, ponieważ wzrost kursu euro czy dolara może podnieść koszt zamówionego wcześniej towaru.
Takie ryzyko również można ograniczyć. Jednym ze sposobów są opcje walutowe. Firma może z góry ustalić kurs, po którym w określonym terminie będzie miała prawo kupić albo sprzedać walutę. Za uzyskanie takiego prawa płaci bankowi ustaloną premię opcyjną.
W praktyce eksporter spodziewający się wpływu w euro może zabezpieczyć kurs jego przyszłej sprzedaży. Jeżeli w dniu rozliczenia kurs rynkowy okaże się dla niego mniej korzystny od ustalonego wcześniej, może skorzystać z opcji. Jeśli rynek pójdzie w korzystną stronę, nie musi jej realizować. Importer może zrobić odwrotnie, a więc zabezpieczyć kurs przyszłego zakupu waluty potrzebnej do zapłaty zagranicznemu kontrahentowi.
Przedsiębiorcy mogą korzystać również z kontraktów forward. W tym przypadku firma ustala dzisiaj kurs przyszłej wymiany waluty i zobowiązuje się do przeprowadzenia transakcji na uzgodnionych warunkach. Nie zachowuje więc takiej swobody jak nabywca opcji, ale z góry zna kurs, po którym dokona przyszłego rozliczenia.
Także tutaj kluczowe jest jednak ustalenie, co i w jakiej skali firma rzeczywiście potrzebuje zabezpieczyć. Jeśli przedsiębiorstwo spodziewa się za pół roku wpływu 1 mln euro, może zabezpieczyć cały ten przychód albo tylko jego część. Nie chodzi o przewidzenie, w którą stronę pójdzie kurs, lecz o ograniczenie skutków scenariusza, który byłby dla transakcji niekorzystny.
Jak łatwo przekroczyć tę granicę, pokazał kryzys opcji walutowych z lat 2008–2009. Instrumenty, które miały chronić przedsiębiorstwa przed zmianami kursów, w części firm zaczęły być wykorzystywane w znacznie większej skali, niż wynikało to z ich rzeczywistych wpływów lub wydatków w walutach obcych. Stosowano również bardziej skomplikowane konstrukcje instrumentów finansowych. Kiedy kurs złotego gwałtownie zmienił kierunek, niektóre przedsiębiorstwa poniosły ogromne straty.
To przykład sytuacji, w której zarządzanie ryzykiem może przekształcić się w spekulację. Jeśli firma zabezpiecza rzeczywistą przyszłą płatność lub przychód, chroni swój biznes przed niekorzystnym kursem. Jeśli zawiera transakcje na znacznie większe kwoty, licząc przede wszystkim na to, że prawidłowo przewidzi zachowanie waluty, sama tworzy nowe ryzyko.
- Jest to przykład klasycznego ujęcia ryzyka czyli sytuacji, w której przyszłe scenariusze są niepewne, ale możliwe jest przypisanie im określonych prawdopodobieństw. Można je oceniać na podstawie dostępnych danych, bieżących i przeszłych doświadczenia czy częstotliwości występowania podobnych zdarzeń. Ocena ryzyka nie oznacza więc możliwości przewidzenia przyszłości, lecz możliwość świadomej oceny różnych jej wariantów i konsekwencji, jakie mogą one przynieść firmie. Z tej perspektywy zabezpieczenie rzeczywistej ekspozycji jest zarządzaniem ryzykiem, natomiast zawieranie pozycji wykraczających poza potrzeby biznesowe przesuwa firmę w stronę spekulacji. – mówi Andrzej Brożek, dyrektor działu analiz w Polenergii.
Podobnie jak przy energii, rozwiązaniem nie musi być zabezpieczenie wszystkiego. Firma może ustalić kurs tylko dla tej części przyszłych wpływów lub wydatków, której jest pewna, a resztę pozostawić do rozliczenia po kursie rynkowym.
Stała stopa, czyli przewidywalny koszt kredytu
Kolejnym kosztem, którego wzrost może mocno zmienić firmowy budżet, jest finansowanie. W przypadku kredytów dla przedsiębiorstw w Polsce nadal dominuje oprocentowanie zmienne. Oznacza to, że koszt kredytu może zmieniać się wraz z ruchem stóp procentowych. Gdy stopy spadają, przedsiębiorca na tym korzysta. Gdy rosną, zwiększa się koszt obsługi zadłużenia.
Na rynku można jednak znaleźć również finansowanie ze stałym oprocentowaniem. Np. BNP Paribas przy części kredytów dla małych firm pozwala wybrać między oprocentowaniem stałym a zmiennym. Stałą stopę oferuje również Alior Bank w przypadku niektórych preferencyjnych pożyczek.
Znaczenie takiego wyboru dobrze pokazały doświadczenia z rynku kredytów hipotecznych sprzed kilku lat. W okresie bardzo niskich stóp procentowych wielu klientów indywidualnych wybierało kredyty ze zmiennym oprocentowaniem. Były atrakcyjne przy ówczesnym koszcie pieniądza, ale pozostawiały po stronie kredytobiorcy ryzyko jego wzrostu. Kiedy od jesieni 2021 r. stopy procentowe zaczęły szybko rosnąć, wraz z nimi rosło oprocentowanie kredytów i wysokość rat.
W przypadku przedsiębiorstwa mechanizm jest podobny. Firma wybierająca stałą stopę nie musi zgadywać, gdzie za rok czy dwa znajdą się stopy procentowe. Wie, jaki koszt finansowania będzie ponosiła w okresie objętym stałym oprocentowaniem, dzięki czemu łatwiej uwzględnić go w budżecie czy kalkulacji przyszłych inwestycji.
Takie bezpieczeństwo również ma jednak swoją cenę. Jeśli stopy spadną, przedsiębiorca ze zmiennym oprocentowaniem zacznie korzystać z tańszego pieniądza, podczas gdy firma ze stałą stopą pozostanie przy wcześniej ustalonych warunkach do końca okresu ich obowiązywania. Stałe oprocentowanie nie jest więc sposobem na zagwarantowanie sobie najtańszego kredytu. Chroni przede wszystkim przed scenariuszem, w którym koszt finansowania wzrośnie ponad poziom, jaki przedsiębiorstwo jest gotowe zaakceptować.
Właśnie dlatego decyzja przypomina wybory, które firma podejmuje przy energii czy walutach. Pytanie nie brzmi wyłącznie: czy stopy procentowe wzrosną, czy spadną? Ważniejsze jest, co ewentualny wzrost zrobi z kosztami przedsiębiorstwa i czy firma jest gotowa wziąć takie ryzyko na siebie.
Jedna rata za flotę
Nie zawsze zabezpieczenie kosztów wymaga przewidywania cen rynkowych czy stóp procentowych. Innym sposobem na zwiększenie przewidywalności jest połączenie kilku wydatków w jedną, z góry określoną opłatę. Tak działa m.in. wynajem długoterminowy samochodów i kompleksowa obsługa firmowych flot.
W zależności od zakresu umowy miesięczna rata może obejmować nie tylko finansowanie samochodu, ale również jego serwis, naprawy, wymianę i przechowywanie opon, assistance, a także inne usługi związane z użytkowaniem pojazdu. Firma zamiast osobno planować część przyszłych wydatków związanych z flotą otrzymuje jeden przewidywalny koszt miesięczny.
Ma to szczególne znaczenie przy większej liczbie samochodów. Nieprzewidziana naprawa jednego auta nie musi być poważnym problemem dla firmowego budżetu. Jeśli przedsiębiorstwo użytkuje kilkadziesiąt czy kilkaset pojazdów, możliwość wcześniejszego określenia znacznej części kosztów ich eksploatacji ułatwia planowanie wydatków na całą flotę.
Także tutaj przewidywalność nie oznacza jednak, że wszystkie koszty motoryzacyjne zostają zamrożone. Zakres zależy od konkretnej umowy, a poza ratą pozostają wydatki, których pakiet nie obejmuje. Najbardziej oczywistym przykładem jest paliwo. Do tego sama umowa wynajmu opiera się na założeniach dotyczących m.in. okresu użytkowania samochodu czy jego przebiegu. Jeśli potrzeby firmy mocno się zmienią, wcześniejsze założenia mogą przestać do nich pasować.
Nie zawsze stała jest cała cena
Możliwości zwiększenia przewidywalności firmowych wydatków jest więcej. Przedsiębiorstwa mogą zawierać długoterminowe umowy na usługi IT czy telekomunikacyjne, negocjować warunki zakupu surowców i usług logistycznych, a najwięksi odbiorcy mogą zabezpieczać również ceny paliw czy innych towarów. Trzeba jednak zawsze sprawdzić, co właściwie w danej ofercie pozostaje stałe.
Dobrze pokazują to właśnie paliwa. Firmy korzystające z kart flotowych mogą otrzymać np. stały rabat od ceny widocznej na stacji. Jeśli wynosi on 15 gr na litrze, przedsiębiorca zawsze zapłaci o 15 gr mniej od aktualnej ceny, ale sama cena paliwa nadal będzie się zmieniała. Gdy litr kosztuje 6,50 zł, firma zapłaci 6,35 zł. Jeśli cena wzrośnie do 7 zł, koszt po rabacie również wzrośnie – do 6,85 zł.
Przy większych zakupach spotyka się inny mechanizm: bieżąca cena hurtowa paliwa plus stała, wcześniej uzgodniona marża dostawcy. Tutaj również przedsiębiorca zna jeden z elementów przyszłego kosztu, ale pozostaje wystawiony na zmiany samej ceny paliwa.
Podobnych przykładów jest więcej. Stały rabat, stała marża czy stała rata nie zawsze oznaczają więc stałą całkowitą cenę. Dlatego przed podpisaniem umowy warto sprawdzić nie tylko, na jak długo dostawca gwarantuje określone warunki, ale również czego dokładnie ta gwarancja dotyczy.
Spokój ma swoją cenę
Energia, waluty, kredyty i flota pokazują cztery różne sposoby ograniczania niepewności przyszłych kosztów. Firma może ustalić z wyprzedzeniem cenę zakupu, zabezpieczyć przyszły kurs waluty, wybrać stałe oprocentowanie albo zamienić kilka wydatków w jedną przewidywalną ratę.
W żadnym z tych przypadków nie otrzymuje jednak gwarancji, że ostatecznie wybierze najtańsze rozwiązanie. Cena energii może spaść już po jej zabezpieczeniu. Kurs waluty może zmienić się w korzystną stronę. Stopy procentowe mogą pójść w dół, podczas gdy firma nadal będzie spłacała kredyt według stałej, wyższej stopy. Przedsiębiorstwo korzystające z kompleksowej obsługi floty może z kolei przez pewien czas ponosić mniejsze rzeczywiste koszty serwisowe, niż wynosi część opłaty przeznaczona na ich pokrycie.
Dlatego decyzja o stałej cenie nie powinna opierać się wyłącznie na próbie przewidzenia przyszłości. Ważniejsze jest pytanie: co stanie się z firmą, jeśli dany koszt wzrośnie znacznie bardziej, niż dzisiaj zakładamy?
Jeżeli niewiele, pozostawienie ceny zmiennej może być rozsądnym wyborem. Jeśli jednak może zjeść marżę, zachwiać płynnością albo podważyć opłacalność podpisanych już kontraktów, przewidywalność zaczyna mieć konkretną wartość. Stała cena nie jest więc zakładem o to, co wydarzy się za rok, dwa czy trzy lata. Ma sprawić, by firma nie musiała tego dokładnie wiedzieć, żeby móc planować swój biznes.
