Stare jest sexy

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 27-05-2008, 07:33

Miecz greckiego wojownika, rzymska biżuteria, chińska figurka z terakoty. Nie tylko piękne przedmioty, ale także dobra inwestycja.

Warszawa, ulica Nowy Świat 2, okolice placu Trzech Krzyży. Niedaleko modne kawiarnie, salon Armaniego, a pośród tego niewielka galeria, którą łatwo przegapić. Nad drzwiami wisi szyld z napisem „Prima Porta Antiquities”. W środku białe, eleganckie wnętrze. I pierwsza niespodzianka. Nie da się, ot tak, po prostu, wejść z ulicy. Trzeba poczekać, aż pracownik galerii specjalnym przyciskiem otworzy drzwi. Ale są powody do ostrożności. Pierwszy przedmiot z brzegu, hełm grecki. Dr Matthias Renz, właściciel, pozwala mi go założyć na głowę. Od szyi w górę od biedy mogę udawać hoplitę. Wrażenie psują dżinsy i marynarka.

— Hełm pochodzi z VI wieku przed naszą erą. W całej Europie, poza Grecją i muzeami, jest może sześć takich w prywatnych rękach. Kosztuje tyle, ile dobry polski obraz — mówi Matthias Renz.

Nagle zaczynam się czuć dużo mniej komfortowo. Nie wiem, co cięższe — 26 wieków historii czy świadomość, ile wart jest hełm.


Nowi kupcy
Warszawska Prima Porta Antiquities to jedna z niewielu galerii w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie można kupić dzieła sztuki starożytnej, a także jedyne takie miejsce w Polsce. Otworzył ją Matthias Renz, z wykształcenia archeolog i ekonomista, który osiadł w naszym kraju. I chyba nie żałuje. Biznes się rozwija, niedługo zostanie otwarta filia w Pradze, działa show- room w Berlinie.

— W galerii sprzedajemy przedmioty datowane od 5 tys. lat przed naszą erą do XV w. naszej ery. Ceny wahają się od 500 złotych, za to można kupić jakiś amulet, do wysokich, sześciocyfrowych kwot — przedstawia w skrócie ofertę.

Do klientów Prima Porty należą biznesmeni, ludzie kultury, sztuki, polityki, a także hobbyści, którzy przychodzą do niego raz do roku, raz na dwa lata, żeby za zaoszczędzone pieniądze kupić sobie figurkę ze starożytnego Egiptu czy małe naczynie na wino z dawnej Grecji. Sztuka jest nie tylko hobby, ale także dobrą lokatą kapitału.

— Rynek sztuki starożytnej należy do szczególnie stabilnych. Wartość starożytnych antyków rośnie obecnie o blisko 15 proc. rocznie. Zwykle od 8 do 10 proc., ale w czasach recesji więcej — twierdzi Matthias Renz.

Charakteryzuje się również rosnącym popytem.

— Jeszcze kilka lat temu nie było kupców z Polski, Rosji czy Chin. Teraz to aktywni gracze — mówi Matthias Renz.


Wyższość starożytności
Podaż jest stała. Nie da się zrobić nowych starożytności. Stąd nieuchronny wzrost wartości antyków.

Rosnąca wartość rynku nie jest jedynym powodem, dla którego warto zainteresować się starożytnościami. Matthias Renz przekonuje, że zalet takiego lokowania kapitału jest znacznie więcej.

— Kiedy chce pan zainwestować w sztukę współczesną, żeby kupić obraz jakiegoś znanego na całym świecie malarza, potrzebuje pan kilkuset, a może nawet kilku milionów euro. Oczywiście, za mniejsze pieniądze można kupić dzieła jakiegoś lokalnego mistrza, ale te z zyskiem sprzeda się tylko na lokalnym rynku. Ze sztuką starożytną jest inaczej. Jej wartość jest mniej więcej taka sama na całym świecie, a jej cena dużo niższa niż dzieł zachodnich mistrzów malarstwa. Za relatywnie niewielkie pieniądze można kupić sztukę wysokiej klasy, rozpoznawalną na całym świecie. Dlatego są to atrakcyjne obiekty do inwestowania: można je kupić niedrogo i odsprzedać w dowolnym miejscu świata — twierdzi.

Rynek handlu starożytnościami jest również bardzo przejrzysty. Dzięki katalogom, które regularnie wydają domy aukcyjne, łatwo się zorientować, ile kosztuje dany przedmiot i o ile wzrosła jego wartość. Ponadto, w odróżnieniu od innych prądów w sztuce, starożytność nie wychodzi z mody.


Problemy i gwarancje
Są dwa największe problemy tego rynku, o których muszą wiedzieć przyszli kolekcjonerzy. Pierwszy to kwestia autentyczności, drugi — legalności. O ile na sfałszowanym towarze traci tylko oszukany klient, o tyle problem pochodzenia antyków jest dużo poważniejszy. W 2003 r., podczas inwazji na Irak, zostały splądrowane bezcenne zbiory muzeum w Bagdadzie. Ale to nie koniec rabunków. Do dziś uzbrojone patrole policji irackiej muszą dzień i noc pilnować co cenniejszych stanowisk archeologicznych przed bandami złodziei.

— To właśnie jeden z powodów, dlaczego sztukę starożytną należy kupować w profesjonalnych galeriach, dających pełną międzynarodową gwarancję i certyfikaty co do autentyczności i pochodzenia, jakie my dajemy na kupione u nas przedmioty. Każdy rozumie, że jest ogromna różnica między zegarkiem Rolex kupionym od ulicznego sprzedawcy a kupionym u autoryzowanego dealera z certyfikatem. Na życzenie klienta wykonujemy wszystkie badania, jakich zażąda, żeby sprawdzić wiek przedmiotów. Gwarantujemy także, że w stosunku do kupionych u nas antyków żadne państwo, stowarzyszenie, muzeum czy osoba nie wysuwa roszczeń — mówi Matthias Renz.

Jak zdobywa wystawione antyki?

— Kupuję przedmioty na całym świecie. Bardzo często od muzeów. Międzynarodowe placówki często mają na przykład kilka podobnych antyków. Część sprzedają, żeby za zarobione w ten sposób pieniądze kupić jakiś nowy element do kolekcji — opowiada.

Matthias Renz trzyma w dłoni niewielką figurkę Buddy z XV wieku. Obraca ją w palcach, wskazuje na ledwo widoczne szczegóły i z pasją o niej opowiada. O sobie mówi, że ma dwa serca: jedno należy do biznesmena, a drugie do archeologa. Pierwsze sprawiło, że otworzył galerię. Drugie bije mocniej, kiedy kupuje przedmioty do swojej kolekcji. Kolekcjonerem jest 20 lat. Zaczynał od drobiazgów, teraz może sobie pozwolić na większe zakupy. No i zaraża pasją innych. Budda uśmiecha się łagodnie.

— Czasami dostaję listy od klientów. Jeden z nich podziękował mi za to, że zmieniłem jego życie, nadałem mu sens. Teraz codziennie, przy śniadaniu, przez pół godzinny kontempluje piękno starożytnej rzeźby, którą u mnie kupił — mówi Matthias Renz.

Przez chwilę przygląda się rzymskim kościom do gry.

— Nic nie jest wieczne, ale te przedmioty dają nam przynajmniej złudzenie wieczności. Ktoś, wiele setek lat temu je wyprodukował, ktoś inny nimi grał. Od tego czasu przeszły przez tysiące rąk, a teraz ja stałem się częścią tego łańcucha — mówi.

Odkłada kości na półkę. Kosztują około tysiąca złotych. Niezła cena, jak za złudzenie wieczności.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Stare jest sexy