Świat się przed nim cofa

Marcin Bołtryk
opublikowano: 26-09-2008, 00:00

Nie balangował, nie pił, nie oglądał się za dziewczynami. Jeśli się z kimś spotykał, to tylko w drogich lokalach. A teraz — włosy na sztorc. Jest gwałtowny. Inni schodzą mu z drogi. Tak, lexus wyluzował.

Yukihiko Yaguchi, szef projektu, upierał się: niech będzie lepszy, szybszy. Takie auto na schwał. Zdolne rozgromić Wunderwaffe! I przekuł ogół na szczegóły. Na auto, którego premiera odbyła się w 2007 roku na North American International Auto Show w Detroit: na lexusa IS-F.

Model z plakatu

Kiedy biegałem do podstawówki, a na ścianach wieszałem plakaty z samochodami, lexusa IS-F nie było. Ba! Firma Lexus nie istniała. Ani plan jej założenia. Zresztą nawet gdyby lexusy już wtedy poruszały się po drogach, i tak by nie wylądowały na mojej ścianie. Dlaczego? One po prostu "nie są ścienne". Nad łóżkiem wisiały ferrari i lamborghini. Nie było miejsca dla BMW czy mercedesów. Tym bardziej dla lexusa — gdyby istniał.

Dziś nie mam ściany, na której mógłbym wieszać plakaty. Dokładniej rzecz ujmując: mam żonę. A motoryzacyjna pasja plus żona równa się zakaz wieszania plakatów. Ale mam też prawo jazdy, czyli dokument konieczny, by stwierdzić, że w młodości się myliłem. Na mojej ścianie powinno znaleźć się miejsce i dla takich aut, jak lexus IS-F (gdyby wtedy istniały).

Mam też sprecyzowany gust motoryzacyjny, określone potrzeby i kilkusetsamochodowe doświadczenie porównawcze. Cały ten motopogląd pozwala mi dziś powiedzieć: panie i panowie, czołobitność dla Lexusa za model IS-F!

Samochód powstał z wykorzystaniem popularnego modelu IS. Tylko garbata maska i nadęte błotniki odróżniają go od "dawcy nadwozia". Silnik to rewolucja: 423-konne, wolnossące narzędzie szatana. Na dachu — bestia. Już jest legendą. Ale po kolei.

Aksamitny pomruk

Ala ma kota, BMW ma M, Mercedes — AMG, Audi — RS, a Lexus? Do tej pory nie miał własnej literki. A bardzo chciał. I wymyślił — F. Symbol ten odnosi się do miejsca narodzin lexusa IS-F, toru wyścigowego Fuji Speedway, wijącego się u podnóża góry Fuji. Trasa powstała w roku 1963 jako miejsce rozgrywania wyścigów samochodów formuły NASCAR; gościła też Grand Prix Formuły 1 w 1976 i 1977 roku, zanim — wskutek zmian wymogów bezpieczeństwa — tor stał się areną wyścigów krajowych.

Setki godzin składania, planowania: jak tu zabić klina Niemcom — od lat wiodącym prym w klasie supermocnych sedanów? W końcu doczekałem się. Kolejne spełnienie snu w mej zawodowej karierze. IS-F — dla mnie. Zszedłem do podziemnego garażu, w którym stały dwa lexusy IS-F. Jeden był czarny, drugi — czerwony. Wybrałem czerwony. W ciemnościach IS-F przywitał mnie aksamitnym pomrukiem. Jego pięciolitrowe serce zabiło.

Serce Lucyfera

To pięciolitrowa jednostka V8. Trzydziestodwuzaworowa głowica z aluminium i tytanowe gniazda zaworów oraz silnik elektryczny sterujący zmiennymi fazami rozrządu VVT-iE (Variable Valve Timing with intelligence and Electronically controlled intake cam) — oto majstersztyk techniki motoryzacyjnej. Nie ma tu żadnej turbosprężarki czy intercoolera, tylko czysta, harmonijnie rozwijana moc i te 505 niutonometrów gotowych na wszystko. Jedziemy. Spokojnie wciskam gaz. Lexus pomrukuje delikatnie, choć złowrogo. Wrażenie, jakby na dachu auta czekała — gotowa do ataku — bestia o błotnistych skrzydłach. Latające monstrum, które zerka na mnie, zastanawiając się, czy wiem, jak je rozjuszyć.

423-konna fabryka mocy sprzężona z ośmiobiegowym hiperautomatem. Napęd przekazywany jest na tylne koła. Konstruktorzy, pod wodzą Yukihiko Yaguchi, naczelnego inżyniera projektu, nie poszli na łatwiznę i zapracowali na drugie śniadanie. Skutek: 8-biegowa skrzynia automatyczna o niewiarygodnie szybkiej i gładkiej pracy. Zapinanie poszczególnych przełożeń trwa zaledwie 0,1 sekundy. Nokaut dla niemieckich konkurentów BMW M3 i Audi RS4! Szybciej robią to jedynie sprinterzy z F1 (jakieś 0,05 sekundy).

Rezultat? Doznania kierowcy przewyższają randkę z Penelope Cruz. Jazda tym autem działa na fana motoryzacji niby słoik viagry na 60-latka!

Wciskam gaz. Pomruk zamienia się w ryk. Krzyk opętanego, łamanego kołem, przebijanego lancą i posypywanego solą. Słowem — przyjemnie. Ale włos się jeży, bo ryk oznacza, że bestia z dachu się przebudziła. Choć obszerne fotele otulają mnie jak maminy uścisk, czuję się nieswojo. Drżę z przerażenia! Ale towarzyszy mi też poczucie radości… i głos: szybciej!

Układ kierowniczy usztywnia się, z precyzją wybierając zakręty. Tylny napęd i sportowo zestrojone zawieszenie dodatkowo pozwalają z gracją zarzucać tylną częścią nadwozia. A to dzięki dobrze zestrojonemu ESP, które daje kierowcy szansę na odrobinę szaleństwa. 4,8 sekundy — i już mamy setkę. Potem — do 200 km — jakby nieco bardziej leniwie, choć sterowana zmianami przełożeń wskazówka obrotomierza rytmicznie opada, by błyskawicznie wspiąć się w górę. Co ciekawe: od 200 km/h — mimo że to już prawie finisz — lexus znowu nabiera wigoru i ciągnie do przodu aż po kres możliwości, czyli 270 km/h (spokojnie, próby odbyły się na lotnisku).

Formowanie legendy

Piękno konstrukcji zauważamy zwykle, gdy odkryjemy jej wyrafinowanie. Tu wystarczy pobudzić bestię pedałem przyspieszenia. Ten samochód nie przyspiesza — to świat się przed nim cofa. I ten ryk! Jakby ktoś połączył amerykańską V8 z silnikiem Formuły 1. Wjeżdżam w zakręt, skręcam kierownicę, dodaję gazu, w lusterku widzę chmurę dymu, a auto efektownym poślizgiem opuszcza łuk.

Porsche 911 też prowadzi się rewelacyjnie, ale trzeba mieć znacznie więcej doświadczenia, by śmigać poślizgami i panować nad umieszczonym za tylną osią silnikiem. Lamborghini przeraża mocą i na każdym kroku podkreśla niezależność, poza tym na ulicy zwraca uwagę bardziej niż roznegliżowana panienka na środku Marszałkowskiej. Ferrari żal jeździć na co dzień. Z kolei mercedesy AMG są niczym nastolatki, które chcą zaszaleć, ale nie zapominają o ostrzeżeniach rodziców i pozostają pod ochronnym kloszem (systemem ESP). A Lexus jest dziki. Po wyjściu z niego znieruchomiejesz w uścisku strachu, pomieszanego z uczuciem rozkoszy. Pytanie, ile pali — bez sensu na nie odpowiadać. A ile drewnianych szczap potrzeba do podtrzymania piekielnego ognia? Nie dla ciebie to auto, jeśli poszukujesz podobnych informacji. Jeśli chcesz się cieszyć IS-Fem, musisz chwycić ten nerwowy rytm — i zapomnieć o księgowych.

Wrażenia z testu? Własne opisałem. A to, co "mówią na mieście", powoli obrasta legendą. Chodzą słuchy, że diabły, demony, nienazwane monstra… Że kolos skrzydlaty przemknął przez mrok z głuchym rykiem, a szare, bezpostaciowe samochody — tylko tło — wędrowały niczym leniwe ślimaki na słupowatych nogach.

Lexus IS-F

Dane techniczne

Silnik: benzynowy, V8 32V wolnossący

Pojemność silnika: 4969 ccm

Moc maksymalna: 423 KM

Maksymalny moment obrotowy: 505 Nm

Przyspieszenie: od 0 do 100 km/h 4,8s

Prędkość maksymalna: 270 km/h

Pojemność bagażnika: 378 litrów

Masa własna: 1700 kg

Średnie zużycie paliwa: 11,4 l/100 km

Cena: 251 tys. zł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu