Kontynuacja czy nowy kierunek
MBA, studia podyplomowe, a może doktorat? Wybór zależy od naszych potrzeb, możliwości i czasu.
Krzysztof Bochus, od niedawna dyrektor działu komunikacji społecznej w Edukacji Polskiej, jest magistrem dziennikarstwa i politologii. W ostatnich latach był rzecznikiem prasowym i szefem marketingu w od niedawna giełdowej firmie deweloperskiej J.W Constructions. W roli osoby odpowiedzialnej za kontakty z mediami czuł się jak ryba w wodzie. Wynikało to z jego wykształcenia i wcześniejszych doświadczeń zawodowych. Pracował niegdyś w różnych tytułach wydawnictwa Burda, a w latach 1997-2000 był redaktorem naczelnym miesięcznika „Sukces”. Jednak jego druga funkcja — dyrektora marketingu — domagała się uzupełnienia wiedzy.
— Nie zdecydowałem się na kolejne studia. Uznałem, że lepsze będą dla mnie odpowiednio dobrane szkolenia z marketingu i sprzedaży — tłumaczy Krzysztof Bochus.
Nie wyklucza, że będzie się jeszcze kształcił. Jego obecna firma planuje wejście na giełdę, więc mogą mu się przydać nowe umiejętności.
— Raczej nie będzie to doktorat. Zapewne znowu zdecyduję się na sprofilowane kursy — mówi menedżer.
Aby wejść w biznes
Inną ścieżkę edukacji wybrał Piotr Palikowski, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami. Jest doktorantem Kolegium Zarządzania i Finansów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Docenia szkolenia, ale — jak zaznacza — odbywają się one od czasu do czasu, a on jest zwolennikiem nauki permanentnej i systematycznej.
— Doktorat trzyma mnie w karbach. Czy chcę, czy nie, muszę wziąć do ręki książkę — przyznaje Piotr Palikowski.
Jest absolwentem filozofii Uniwersytetu Śląskiego. Wiedza humanistyczna przydaje mu się w pracy menedżerskiej. Żeby głębiej wejść w świat biznesu, poszedł na zarządzanie.
— Pracuję na rzecz integracji i rozwoju środowiska HR. Nowe studia uwiarygodniają mnie w tej roli — twierdzi Piotr Palikowski.
Praktyka najważniejsza
W SGH studiuje także Marzena Lelonkiewicz, wiceprezes Forum Rozwoju Menedżerskiego (FRM). Postanowiła odbyć roczne studia podyplomowe z zarządzania projektami. Wcześniej skończyła politologię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Warszawie.
— Z tego kierunku jest jeden pożytek: zyskałam świadomość, że już nigdy więcej nie chcę się zajmować polityką — żartuje Marzena Lelonkiewicz.
Dlaczego wybrała podyplomówkę, a nie np. doktorat?
— Nie mam teraz czasu na teorię. Moje studia mają walor praktyczny — podkreśla wiceprezes FRM.
Podobnie myśli Ewa Banaś, dyrektor merytoryczny firmy szkoleniowej Nowe Motywacje. Według niej, studia doktoranckie są bardziej akademickie. Dają prestiż — przyznaje — ale są głównie dla ludzi z pasją poznawczą. Najbliższe realiom biznesu są zaś, jej zdaniem, szkolenia.
— Poza tym trzeba mieć dużo samozaparcia, by zdecydować się na doktorat — dodaje Ewa Banaś.
Optymalna oferta
Każdy rodzaj edukacji kosztuje. Największym problemem jest zaś czas, który odbiera się rodzinie, sobie i firmie.
Jak szacuje dr Tomasz Rostkowski, adiunkt w Katedrze Rozwoju Kapitału Ludzkiego SGH, dobry program MBA obejmuje od 500 do 600 godzin zajęć. Dwa, a nawet trzy razy tyle zajmuje praca własna. Obciążony obowiązkami zawodowymi student zarywa noce. Mniej absorbujące są studia podyplomowe — trzeba na nie poświęcić 300 godzin, z czego 180 to wykłady, a reszta — samodzielna nauka i pisanie pracy.
— Najbardziej w kość daje doktorat. Trzeba wygospodarować kilka tysięcy godzin — szacuje Tomasz Rostkowski.
Andrzej Kaliciński, właściciel jednej z trójmiejskich firm branży IT, robi MBA. W jego przypadku to kontynuacja studiów magisterskich. Skończył informatykę, ale też zarządzanie na Politechnice Gdańskiej.
— Wolę specjalizację niż skakanie po różnych dziedzinach — podkreśla Andrzej Kaliciński.