Szejk za kratkami

Anna Piotrowska
opublikowano: 2005-07-29 00:00

Katarski szejk Saud Mohammed Al-Thani szastał pieniędzmi. Licytował, kupował dzieła sztuki. Nabytków — zalegających całe magazyny — jeszcze nie rozpakował...

Gdy wchodził do muzeum — czuł się chory. Zapytany dlaczego, odpowiadał, że to z powodu nieodpartej chęci kupna wszystkiego... Nic więc dziwnego, że jeszcze kilka miesięcy temu o obecność katarskiego szejka Sauda Mohammeda Al-Thaniego na swoich imprezach zabiegały największe domy aukcyjne świata. Dla londyńskich Christie’s czy Sotheby’s jego udział w aukcji dzieł sztuki lub zabytkowych przedmiotów, takich jak na przykład stare fotografie, oznaczał bajońskie przychody. Katarczyk licytował sam lub przez podstawionych agentów. Jak oceniają specjaliści, w ciągu ośmiu lat sprawowania funkcji przewodniczącego Państwowej Rady Kultury, Sztuki i Dziedzictwa Narodowego wydał na swe zakupy 275 mln dolarów. Słynął przy tym z przeznaczania horrendalnych sum na przedmioty warte znacznie mniej...

Czarna owca

Ale jak wynika z prasowych doniesień, jego błyskotliwa kariera — największego i najrozrzutniejszego kolekcjonera na świecie — właśnie się skończyła. Od końca lutego przebywał bowiem w areszcie domowym, teraz został przeniesiony do więzienia. Zarzuty, które postawiła mu katarska prokuratura, są jednoznaczne: niewłaściwe użycie oraz defraudacja państwowych pieniędzy.

Zatrzymanie szejka zaskoczyło nie tylko sprzedawców czy antykwariuszy, lecz także znawców bliskowschodniej polityki. Saud Mohammed Al-Thani jest bowiem bliskim krewnym władcy Kataru — emira Hamada bin Khalifa Al-Thaniego (dokładniej — kuzynem pierwszego stopnia, czyli mieli wspólnych dziadków). W blisko-wschodnich monarchiach konflikty między członkami rodziny są zazwyczaj starannie ukrywane, a ich konsekwencje tuszowane. Bomba wybuchła miesiąc temu, gdy prestiżowy brytyjski miesięcznik „The Art Newspaper” ujawnił, że szejk w porozumieniu z brytyjskim handlarzem antykami Olivierem Hoare (byłym kochankiem księżnej Diany) wystawiał swemu rządowi zawyżone faktury na antyki, które kupował. Oznacza to, że Saud Mohammed Al-Thani nie tylko oszukiwał krewniaka, lecz okradał swoją ojczyznę...

Niewinne początki

Kilka lat temu szejk przekonał swego kuzyna emira, że Katar powinien stać się kulturalną stolicą Bliskiego Wschodu. W stolicy kraju Doha miało zostać zbudowanych pięć różnych muzeów. Wśród nich Muzeum Sztuki Islamskiej, Muzeum Historii Naturalnej oraz Muzeum Fotografii. Saud Mohammed Al-Thani zatrudnił światowej klasy architektów, którzy zaprojektowali na potrzeby tych instytucji futurystyczne pałace, w zgrabny sposób łączące tradycyjną arabską architekturę ze szkłem i stalą.

Najpiękniejszym z nich jest wznoszony właśnie budynek Muzeum Sztuki Islamskiej — dzieło amerykańskiego architekta chińskiego pochodzenia I. M. Pei, tego samego, który zbudował słynną piramidę na dziedzińcu francuskiego Luwru. Pei zdecydował się pracować dla szejka, choć od lat jest na emeryturze. Głównym argumentem, który przekonał architekta do przerwania zasłużonego odpoczynku, były zapewne pieniądze, choć nigdy nie ujawniono sumy, jaka wpłynęła na konto artysty po wykonaniu zamówienia.

Władze Kataru mogą sobie pozwolić na takie ekstrawaganckie wydatki, bo przychody tego dwa razy większego od Luksemburga emiratu, pochodzące ze sprzedaży ropy naftowej oraz gazu ziemnego, są gigantyczne. Jak wynika z wyliczeń ekspertów Banku Narodowego w Katarze, dochód narodowy na osobę jest tam najwyższy wśród krajów arabskich.

Warto także podkreślić, że katarski emirat jest typową bliskowschodnią monarchią. Oznacza to, że wszelkie pieniądze pochodzące ze sprzedaży surowców kopalnych należą do emira, który decyduje, co z nimi zrobić... A kilka lat temu władca postanowił, że część tych pieniędzy przeznaczy na zakup dzieł sztuki. Powiernikiem niemałych wcale funduszy (w sumie 275 mln dolarów) uczynił swego kuzyna, dając mu praktycznie wolną rękę w nabywaniu zabytków do powstających właśnie muzeów.

Znawca samouk

W rodzinie Al-Thani szejk Saud Mohammed Al-Thani uchodził za wybitnego znawcę sztuki i kolekcjonera. Uwielbiał antyki. Na przykład zbierał zabytki związane z faraonem-heretykiem Echnatonem. Spotykający szejka egiptolodzy zgodnie podkreślali, że jego wiedza na temat tego władcy i jego rodziny jest niezwykła, zwłaszcza że nie studiował historii ani też historii sztuki. Z kolei współpracujący z nim handlarze i antykwariusze zawsze podkreślali, iż szejk szybko się uczył...

Nic więc dziwnego, że emir powierzył mu misję stworzenia odpowiednich kolekcji. Praktycznie od 1997 r. szejk był obecny na każdej ważniejszej aukcji dzieł sztuki. Licytował zawzięcie, kupował dużo. Większość nabytków składował w rodzinnej posiadłości w Al-Wabra.

Georginia Adams, dziennikarka „The Art Newspaper”, która miała możliwość odwiedzenia Al-Thaniego, twierdzi, że było to niezapomniane przeżycie. Widziała magazyny wypchane po dach rzędami starych lamp, setkami klasycznych rowerów, tysiącami botanicznych ilustracji, pokoje pełne starych ksiąg. Wiele z tych wspaniałości nie zostało nawet rozpakowanych, na wielu wciąż wisiały etykietki antykwariuszy lub domów aukcyjnych.

Tylko część tych przedmiotów była prywatną własnością szejka, większość stanowiły rzeczy przeznaczone dla muzeów. Kiedy Adams zapytała Al-Thaniego, gdzie kończy się jego prywatna kolekcja, a zaczyna państwowa, ten odpowiedział wymijająco, że jest wystarczająco bogaty, by kupować dla siebie oraz katarskich muzeów. Ale przyznał przy tym, że jego rodzina uważa go za szaleńca z powodu manii kolekcjonowania.

Ceny szaleństwa

Aresztowanie szejka Sauda Mohammeda Al-Thaniego może więc oznaczać, że przekroczył niewidzialną granicę między pasją a manią. Jak bowiem wynika z listy zakupów, których dokonywał — zwłaszcza przez ostatnich kilka lat — zdarzało mu się wielokrotnie przepłacać za rzeczy warte zaledwie kilka, góra kilkadziesiąt tysięcy funtów. Najbardziej spektakularne licytacje? Rekord należy do zrobionej z agatu i granatów packi na muchy, będący niegdyś własnością zdobywcy Indii sir Roberta Clive’a. Przedmiot ten wyceniono na jakieś 8 tys. funtów. Podczas aukcji, w kwietniu 2004 r., szejk Al-Thani zapłacił za nią aż 901 250 funtów, czyli 113 razy więcej, niż wynosiła jej rzeczywista wartość.

I nie była to jedyna rzecz wyjątkowo drogo kupiona przez szejka. Dwie przepiękne, ceramiczne płytki z czasów perskiej dynastii Safawidów (panującej w latach 1502-1736), wycenione na tysiąc funtów każda, zostały kupione za 31 070 i 94 850 funtów. Al-Thani zwykł licytować do upadłego, zwłaszcza gdy jego przeciwnikiem był inny bliskowschodni bogacz — szejk Nasser Al-Sabah z Kuwejtu. Tak było w przypadku pewnej kamei, sprzedawanej w 2003 r. Eksperci domu aukcyjnego — londyńskiego Bohnam — wycenili ją na 40-60 tys. funtów, a sprzedali — za 574 250 funtów.

Licytacja szczęścia

Szejk Al-Thani działał niezwykle impulsywnie. Kiedyś przyznał, że „nie czuje potrzeby kupowania każdego obiektu, który pojawi się w sprzedaży, ale kiedy widzi arcydzieło, nigdy nie jest dla niego za drogo”. Tak było w przypadku marmurowego, rzymskiego posągu bogini Wenus (zwanego od nazwiska jednego z jego właścicieli Wenus Jenkinsa). Wystawiono go na sprzedaż w czerwcu 2002 r. w londyńskim domu aukcyjnym Christie’s. Spodziewano się uzyskać 3 mln funtów. Szejk tymczasem nabył go za blisko 8 mln funtów... Uczyniło to posąg najdroższym antykiem w historii rynku kolekcjonerskiego na świecie.

— Zachowanie szejka ma typowo kompulsywny charakter. Dzięki zakupom na pewno czuł się lepiej, a jego samoocena rosła. Jednak po każdym aukcyjnym zwycięstwie euforia opadała. By ponownie być szczęśliwym, musiał nabywać kolejne rzeczy — mówi psycholog dr Mariusz Makowski.

I dlatego też te magazyny wypełniają po brzegi antyki, z których nie zdjęto nawet metek. Al-Thaniego interesowała bowiem walka — nie jej rezultaty. Stąd też jego kolejne pasje... Rok temu poprosił handlarza specjalizującego się w zabytkowych dywanach — Michaela Fransesa — o listę najwspanialszych kobierców świata znajdujących się u prywatnych kolekcjonerów. Odwiedził każdego z nich. Próbował odkupić ich skarby. W kilku przypadkach nawet mu się to udało!

Bogactwo bogactwem...

Na początku marca wszyscy współpracujący z Al-Thanim handlarze sztuką otrzymali pismo (datowane na 16 lutego), z którego wynika, że od tej pory władze Kataru nie biorą odpowiedzialności za jego transakcje. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo też, że większość z nich została poproszona o kopie faktur, które do tej pory wystawili szejkowi. Analiza tych dokumentów wykazała, że co najmniej trzy z nich sfałszowano. Zostały one wystawione przez znanego londyńskiego handlarza Oliviera Hoare. Opiewają na łączną kwotę 19,2 mln funtów. Właśnie tyle szejk miał zapłacić za trzy przedmioty kupione cztery lata temu na aukcjach w domach aukcyjnych Christie’s i Sotheby’s. Jednym z nich był wspaniały 217-karatowy szmaragd, należący w XVII w. do władców Indii. Śledztwo ujawniło, że podstawieni przez Al-Thaniego ludzie kupili te zabytki za 3,3 mln funtów. Różnica blisko 16 mln funtów miała zapewne trafić do kieszeni szejka...

Jak powiedział pragnący zachować anonimowość jeden ze znanych londyńskich antykwariuszy, Hoare nie był jedynym handlarzem, którego Al-Thani prosił o wystawienie fałszywej faktury. Nie wszyscy jednak zgodzili się uczestniczyć w oszustwie.

Śledztwo trwa. Happy endu raczej nie będzie...