Tede i spółka

Katarzyna Sadowska
opublikowano: 19-08-2010, 00:00

Pomysł, nisza, przyjaciele i wierna klientela — to recepta na sukces nawet w trudnych czasach.

Znany polski raper świetnie radzi sobie w branży odzieżowej. Zresztą, nie on jeden.

Pomysł, nisza, przyjaciele i wierna klientela — to recepta na sukces nawet w trudnych czasach.

Kryzys dał się branży odzieżowej mocno we znaki. Kilka firm niemal przypłaciło to życiem. Ale marka marce nierówna. Są tacy, którzy radzą sobie świetnie. Jak? Projektując i produkując niszowe kolekcje. Wśród nich jest Jacek Graniecki, czyli Tede — jeden z najbardziej znanych polskich raperów. Jak zachodnie gwiazdy z czołówek list przebojów uznał, że muzyka to tylko jeden z elementów układanki. Od kilkunastu lat działa na rynku odzieżowym. Z sukcesem. I z przyjaciółmi.

— Cały czas pilnujemy tego, żeby dobrze się bawić — przyznaje Michał Rejent, czyli Kruger, biznesowy partner Tedego, m.in. w projekcie PLNY.

Kryzys? Jaki kryzys?

Niecały rok temu zaczął działać ich pierwszy stacjonarny sklep #XXIV. Stworzyli go wspólnie ze znanym trendsetterem Robertem Serkiem w jednym z najbardziej prestiżowych miejsc w Warszawie — przy ul. Mokotowskiej.

— Cały czas dopracowujemy ten koncept. Wkrótce powinny się np. pojawić kolekcje innych młodych polskich projektantów — mówi Tede.

Na razie w #XXIV można napić się kawy, kupić płyty i ubrania z kolekcji PLNY oraz innych marek — m.in. Syndrom, Tuesday, Misbehave, JulianJulianJulian, Rusty. Większość schodzi na pniu, choć cenowo to średnia i wyższa półka.

— Kryzysu nie odczuliśmy. Trochę obniżyliśmy ceny w zeszłym roku, ale podnieśliśmy je z powrotem — przyznaje Tede.

Nie ujawnia, jakie są roczne obroty jego odzieżowego biznesu.

— Peelenami bijemy po oczach na koszulkach. Wystarczy — uśmiecha się.

Trudno też oszacować, ile dotychczas zainwestował w tę działalność. Ale nie dokłada.

— Nie, no takimi Janosikami to my nie jesteśmy — mówi Tede.

— Wystarcza nam na życie i spłatę długów — podsumowuje Kruger.

Skąd pomysł na odzież sportowo-lifestyle’ową? Oczywiście z życia.

— Otwieram szafę i widzę, że nie mam się w co ubrać — mówi Tede.

Dobre, bo polskie

Jego zdaniem, sukces gwarantuje niszowość przedsięwzięcia. PLNY mają projektanta, ale wiele pomysłów nadal pochodzi od Krugera i Tedego.

— Jedna seria koszulek nie liczy więcej niż 500 egzemplarzy — przyznaje Kruger.

— Oczywiście moglibyśmy sprzedać 10 razy tyle, ale nie chcemy — mówi Tede.

PLNY mogą pozwolić sobie na krótkie serie tylko dzięki temu, że szyją w Polsce. W stolicy rynku odzieżowego, czyli w Łodzi.

— Zależy nam na jakości. Sami mocno tego pilnujemy. Poza tym lubimy Polskę i napisy na naszych ciuchach są w większości po polsku. Promujemy rodzimy język — podkreśla Kruger.

W Chinach szyć nie chcą.

— Trzeba pilnować rozmiarów, tego, czy faktycznie zapakują do wysyłki to, co powinni… Kiedyś całe Trójmiasto chodziło w ciuchach Prosto, bo przy przeładunku spadł kontener — śmieje się Tede.

Nie skreśla jednak Dalekiego Wschodu.

— Myślimy o kolekcji butów. Serie są dłuższe i produkcja w Chinach powinna być opłacalna — mówi.

Pomysłów ekipie nie brakuje. Logo PLNY pojawia się zawsze, ale opakowane w serie tematyczne — były np. koszulki z Edytą Herbuś i wesołymi przeróbkami popkulturowo kojarzących się haseł.

— To nas wyróżnia — na przykład nasi przyjaciele z Prosto [m.in. raper Sokół — red.] bazują wyłącznie na logo — zauważa Tede.

Extrawagant

Jego biznes nie zamyka się na współpracę z większymi firmami, choć poważnych propozycji nie ma. W USA taka współpraca to norma. Może i Polska do tego dojrzeje.

— Gdyby zgłosił się do nas np. Alpinus [właścicielem marki jest giełdowy Euromark — red.] — moglibyśmy zrobić serię odjechanych plecaków — mówi Tede.

— Albo Romet — wtóruje Kruger.

— Właśnie! Romet! Zrobilibyśmy Jubilata na jakiś jubileusz. Albo Waganta. To by było coś, nazwalibyśmy go Extrawagant — śmieje się Tede.

— Tak ze sto sztuk. Wszystkie sprzedalibyśmy spokojnie w tym sklepie — rozgląda się po #XXIV Kruger.

Sklepów ma być więcej, bo wciąż brakuje ciekawych lokali, w których można sprzedawać niszowe ciuchy. Póki co króluje internet.

— Ale myślimy z Robertem Serkiem o kolejnych lokalizacjach — np. Starym Browarze w Poznaniu — mówi Kruger.

W planach jest też nowa kolekcja ubrań z mało widocznymi napisami i logo.

— Nasi klienci dorastają z nami i rozumiemy to, że czasem chcą się ubrać w mniej szokujący czy sportowy sposób. Jednocześnie są wierni marce i jakości peelenów — tłumaczy Kruger.

Garnitury też wchodzą w grę?

— Jasne. Garnitur też uszyjemy. Są takie okazje w życiu mężczyzny… np. pogrzeb — śmieje się Tede.

Fragment sporego tortu

Nie tylko Tede z kolegami ubiera polskich fanów hip-hopu i deskorolki. Inne popularne rodzime marki z tego segmentu to m.in. Prosto Wear, za którym stoi raper Sokół. Wielu fanów mają też ubrania z logo Stoprocent czy Metoda. Wszystkie radzą sobie na rynku całkiem nieźle. Brakuje danych o wartości polskiego rynku odzieży sportowo-lifestyle’owej. Intersport, na który powołuje się firma badawcza PMR, oszacował, że cały polski rynek odzieży sportowej może być wart około 950 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Sadowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy