Truszczyński: państwa kandydujące mają prawo ubiegać się o 2 mld euro

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2002-12-05 11:19

Państwa kandydujące mają prawo ubiegać się jeszcze o ponad 2 mld euro z kasy Unii Europejskiej - uważa Jan Truszczyński, główny negocjator Polski z Unią.

W czwartek w porannej audycji Radia Zet Truszczyński powiedział, że oferta duńska "idzie daleko" i jest "krokiem w dobrą stronę", ale to jeszcze nie wystarcza.

- Z naszych wyliczeń, których nikt jeszcze nie zakwestionował - wynika, że poniżej tzw. pułapu berlińskiego, czyli łącznej sumy pieniędzy jaką kiedyś, trzy lata temu, kraje członkowskie Unii zgodziły się, że przeznaczą na sześć nowo przystępujących krajów, ta kwota wynosi 42 mld 530 mln euro. I jeśli się przyrówna ją do oferty duńskiej, to widać, że jeszcze jest luka" - powiedział.

Wyjaśnił, że ta luka wynosi nieco ponad 2 mld euro. Kraje kandydujące mają pełne prawo ubiegania się o nie.

Truszczyński powiedział, że nikt nie wie, jak będzie wyglądała końcówka negocjacji z UE.

- Jest pytanie, jak piętnastka ma negocjować z dziesiątką? Czy będą rozmowy indywidualne z każdym z kandydatów. Jedni są bardziej zadowoleni, inni nie. Czy będą zatem rozmowy z tymi bardziej niezadowolonymi, którzy chcą więcej?

Najprawdopodobniej tak. W rozdzielnych pokojach? Najprawdopodobniej tak. Czy będziemy o sobie wzajemnie wiedzieli, co kto załatwił? Najprawdopodobniej nie. Więc presja psychiczna, presja czasu będzie czynnikiem komplikującym nasze rozmowy - powiedział negocjator.

Jego zdaniem, raczej nie jest możliwe przeciągnięcie daty zakończenia negocjacji.

- Teoretycznie możliwe jest wszystko, ale z tego opóźnienia nie zrobią się większe pieniądze dla Polski i nie powstaną inne warunki dla Polski - dodał.

Według Truszczyńskiego, Polska nie jest jedynym krajem, który ma zastrzeżenia do oferty duńskiej.

- Negocjacje powinny przede wszystkim polegać na przekonaniu się wzajemnym i uzgodnieniu co jest rzeczywiście potrzebne jako racjonalny wynik, zwłaszcza dla krajów przystępujących do Unii. Na tym poziomie solidarności

krajom grupy wyszehradzkiej nie zabraknie - wyjaśnił.

ONO, PAP