Trybunał orzekł - ring wolny

Jacek Zalewski
21-07-2011, 00:00

Walczącym o głosy wyborców politykom przede wszystkim chodzi o zdobycie jak największej liczby krzyżyków na kartach do głosowania. To one decydują o końcowym efekcie politycznym, zdobyciu czy utraceniu władzy etc. Ale najwyżej w 90 proc. — pozostałe 10 proc. lub nawet więcej można zyskać lub stracić dzięki odpowiedniemu ustawieniu przeliczania krzyżyków na mandaty. Ta sama liczba głosów oddanych w skali kraju może dać bardzo różne składy parlamentu w zależności od ordynacji.

Taki jest prawdziwy sens przepychanek o szczegóły przepisów wyborczych oraz wczorajszego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego (TK) w sprawie nowego kodeksu, który wchodzi w życie 1 sierpnia. Orzeczenie było wielowątkowe, skomplikowane i okazało się całkiem spójne, co dowartościowujemy wektorem dla TK na sąsiedniej stronie. Prywatnie obstawiałem we wszystkich najważniejszych kwestiach właśnie takie rozstrzygnięcia, jakie zapadły. Już prawie dwadzieścia razy przewodniczyłem na swoim osiedlu obwodowej komisji wyborczej (czyli tej liczącej głosy z urny), zatem znaczenie każdego drgnięcia w ordynacji pojmuję może nawet lepiej od spierających się o nie polityków.

Ze słusznie unieważnionych przez TK przepisów za wyjątkowy idiotyzm uważałem możliwość głosowania dwudniowego, i to fakultatywnego, powierzonego widzimisię organu zarządzającego wybory. Jego autorem był caluśki Sejm, łącznie z zaskarżającym przepis Prawem i Sprawiedliwością. Ale główni sprawcy tej kompromitacji to Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej, liczący na mityczny elektorat sobotni. A przecież Konstytucja RP bez jakichkolwiek wątpliwości rozstrzyga, że wybory parlamentarne i prezydenckie odbywają się w "dzień wolny od pracy". Notabene po moich doświadczeniach komisyjnych nie pojmuję, czemu nowy kodeks… obniża frekwencję, zawężając głosowanie do godzin 7-21, zamiast przyjąć wariant maksymalny 6-22.

Dla praktyki tworzenia prawa w Polsce najważniejsze jest uznanie przez TK prawidłowości wprowadzenia przepisu o jednomandatowych okręgach do Senatu. Został on wstawiony w poprawkach senackich i potem nieodrzucony przez Sejm. Trybunał potwierdził, że Senat ma pełne prawo korygować nowe ustawy, bo inaczej w ogóle nie miałoby sensu jego istnienie. Zwalczać trzeba inny proceder — forsowanie przez senatorów z zaskoczenia i na skróty całkiem nowych przepisów przy okazji nowelizacji, w miejscach, które w ogóle nie były przez Sejm tykane.

Przywróceniu przez TK możliwości wykorzystywania billboardów oraz płatnej kampanii telewizyjnej poświęcamy tekst na sąsiedniej stronie. Abstrahując od kwestii wolności słowa, zwracam uwagę, że trybunał uznał za nielegalny cały tryb wprowadzenia wspomnianego zakazu. Koalicja rządowa przeforsowała to ograniczenie, najbardziej uderzające w PiS, pilną nowelizacją świeżutkiego kodeksu wyborczego, uchwaloną w tempie dopalaczowym (zwanym także hazardowym) 3 lutego 2011 r., czyli później niż na pół roku przed zarządzeniem wyborów przez prezydenta. Złamało to zasadę półrocznej ciszy legislacyjnej w prawie wyborczym. To dowód, że usiłujące takimi gierkami zwiększać swoje szanse kolejne rządzące ekipy są niczym beton i od lat się niczego nie uczą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Trybunał orzekł - ring wolny