Trzy wiedźmy mocno zakręciły kursami akcji

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-03-22 00:00

Można sądzić, że gdyby nie dzień rozliczania kontraktów terminowych, indeksy

na warszawskim parkiecie zaliczyłyby sporą korektę. Zanosiło się na to przez większą część dnia. Mocne spadki akcji sporej części spółek wchodzących w skład WIG20 błyskawicznie poszły w niepamięć i zamieniły się w mocne wzrosty. Nikt nie zważał na pogorszenie się nastrojów ani na głównych giełdach europejskich, ani na Wall Street. Nie liczyło się nic poza rozliczeniem kontraktów. Fixing znów przyniósł zniżkę indeksów. W poniedziałek będzie normalnie.

Główne indeksy warszawskiej giełdy zaczęły ostatni dzień tygodnia w okolicach czwartkowego zamknięcia. Wskaźnik średnich spółek tracił 0,1 proc., a sWIG80 rósł o 0,25 proc. Nastroje szybko jednak się pogorszyły i po godzinie handlu WIG20 zszedł do 2417 punktów, oddalając się od rekordu o ponad 80 punktów i tracąc ponad 1 proc. Wśród największych spółek słabo zachowywały się akcje Telekomunikacji Polskiej, KGHM i Pekao. Liderem spadków były jednak papiery Biotonu, tracące ponad 8 proc.,

i Agory, zniżkujące o ponad 5 proc. Nieznacznie w tyle zostawały akcje Cersanitu i PBG, zniżkujące po ponad 4 proc.

Dzień rozliczania kontraktów terminowych jednak dał znać o sobie i około godziny 15.00 sytuacja uległa diametralnej zmianie. Spadki zniknęły z tablicy notowań i nawet akcje niedawnych outsiderów poszły ostro w górę. WIG20 zyskiwał nawet 1,7 proc. Na końcowym fixingu wszystko wróciło do "normy". Indeks największych firm stracił ostatecznie 0,16 proc., WIG zniżkował o 0,31 proc., mWIG40 spadł o 0,81 proc., a sWIG80 zwiększył swoją wartość o 0,27 proc. Obroty na rynku akcji były gigantyczne. Wyniosły 4,4 mld zł, czyli trzykrotnie więcej niż w czwartek. Prawie miliard złotych zrealizowano w trakcie końcowego fixingu.

Rynek zafundował nam sporą huśtawkę nastrojów. To oczywiście zasługa wygasania kontraktów terminowych. We wcześniejszych komentarzach trochę zapomniano o tym temacie, a jeśli już była o nim mowa, to w kontekście mocno uspokajającym. Okazało się, że niesłusznie spodziewano się niewielkich zmian. Minorowe nastroje panujące przez większą część dnia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniły się w euforię. Niemal równo z rozpoczęciem się ostatniej godziny notowań indeks największych spółek wystrzelił w górę, rosnąc o ponad 1,7 proc. Na fixingu było jednak już spadkowo. Bardzo mocno wzrosły obroty. Znów widać więc w tym rękę wielkiego gracza.