Turbulencje nie szkodzą dobrze przygotowanym

Partnerem publikacji jest Polski Fundusz Rozwoju
opublikowano: 2023-10-13 13:47

Za nami trzy lata różnego rodzaju wstrząsów, a sytuacja gospodarcza i polityczna nadal jest niepewna… Czy rzeczywiście najgorsze turbulencje mamy już za sobą? Odpowiedzi na to pytanie szukali uczestnicy panelu dyskusyjnego „Polska gospodarka 2023 – miękkie lądowanie po globalnych turbulencjach”.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wstępem do spotkania było krótkie wystąpienie Magdaleny Rzeczkowskiej, minister finansów, która ostatnie lata oceniła jako okres wyjątkowych wyzwań, który potwierdził odporność polskiej gospodarki na wstrząsy. Podkreśliła tu zasługę polskiego biznesu, ale też działań o podłożu makroekonomicznym. Zdaniem minister dowodem tej odporności jest osiągnięcie wzrostu gospodarczego w latach 2020-22, kiedy PKB wzrósł o ponad dziesięć procent, przy średniej europejskiej nieco ponad trzy procent.

– Jednak rok 2023 to kolejne wyzwania i, niestety, też spowolnienie tempa wzrostu. Jest kilka przyczyn tego spowolnienia. Przede wszystkim niepewność co do sytuacji geopolitycznej – skomentowała minister.

Wskazała również wpływ inflacji, ale także spowolnienie gospodarcze w całej Unii Europejskiej, a szczególnie na kluczowych dla nas rynkach, jak np. niemiecki.

– Po trudnościach napotkanych w pierwszym półroczu przewidujemy stopniową poprawę aktywności w polskiej gospodarce. Na to będzie się składała spadająca inflacja i dobra sytuacja na rynku pracy. Mam nadzieję, że ten trend się będzie wzmacniał, co powinno też sprzyjać konsumpcji — zauważyła.

Jak podkreśliła, prognozy wskazują na miękkie lądowanie, przewidywany wzrost gospodarczy w tym roku wyniesie 0,9 proc.

250 mld zł

Tyle wydała Polska w 2020 r. na działania antykryzysowe.

– W 2024 r. przewidujemy przyspieszenie, także wzrostu PKB. Prognozujemy około 3 proc. Ma na to wpływ spadająca inflacja, ale także inwestycje publiczne. Bo wzrost gospodarczy powinny wspierać inwestycje państwa. Globalne turbulencje – może nie w tak szokującej skali – będą nam towarzyszyć w kolejnych latach, bo nowy porządek gospodarki wykuwa się na naszych oczach i musimy to wykorzystać – podsumowała Magdalena Rzeczkowska.

Szok za szokiem

Jak zauważył Ignacy Morawski, analityk ekonomiczny „Pulsu Biznesu”, przeszliśmy już przez jeden szok – energetyczny. W tym przypadku jesteśmy już prawdopodobnie po... Natomiast jest jeszcze drugi szok, który nie minął. To szok monetarny. Zaczęliśmy obniżać stopy, ale europejski bank centralny i banki zachodnie je podnoszą. Stopy realne w Stanach Zjednoczonych bardzo rosną i to będzie na nas oddziaływało wieloma kanałami.

- Nie do końca wiemy, czy już jesteśmy po turbulencjach i jeśli nawet z nich zaczniemy wychodzić, to będzie to proces bardzo powolny – mówił Ignacy Morawski.

Ekspert podjął również próbę odpowiedzi pytanie, czy to nasze lądowanie po wstrząsach jest rzeczywiście miękkie.

– Trzeba spojrzeć na sytuację z różnych perspektyw. Niektóre grupy społeczne, zawodowe miały niestety twarde lądowanie. A jeśli spojrzymy na PKB, to widzimy największy w naszej trzydziestoletniej gospodarce rynkowej jego spadek. W drugim kwartale o 0,6 proc. rok do roku. A jeśli spojrzymy na prognozy sprzed roku, np. projekcje NBP, które przewidywały, że dołek będzie w okolicach półprocentowego wzrostu, czyli dynamika PKB jest o punkt procentowy gorsza od prognoz. Więc pod tym względem lądowanie wydaje się twarde. Ale jeśli spojrzymy na bezrobocie, to zobaczymy sytuację odwrotną. I to jest intrygujące. Prognozy wskazywały, że stopa bezrobocia wzrośnie o 0,5 proc. w ciągu roku. A tak się nie stało. Trwa dyskusja, z czego to wynika, czy jest to bardziej kwestia strukturalna, czy demograficzna. W każdym razie bezrobocie nie wzrosło, co jest najważniejszym argumentem za opinią, że to lądowanie jest jednak miękkie – podsumował.

Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, specjalista rynku pracy, uznał, że użycie słowa turbulencje, nie oddaje grozy ostatnich trzech lat.

– Mówimy o turbulencjach, ale to chyba za mało powiedziane. To była sinusoida niekorzystnych zjawisk, która w dodatku przyspieszyła w czasoprzestrzeni… Bo przeszliśmy przecież przez cztery bardzo duże, kryzysy w ciągu trzech lat. Kiedy wychodziliśmy z jednego — pandemicznego, pojawił się olbrzymi kryzys podażowy. Chwilę później nastąpiła agresja rosyjska na Ukrainę i kryzys energetyczny. Wreszcie skok cen i inflacja.

– Musimy sobie zdawać sprawę, do jakiej skali nierównowag gospodarczych doszliśmy… Słowo turbulencje nie oddaje tak naprawdę tego, z czym musimy się mierzyć w ostatnich latach. I też mam wątpliwość, czy już jesteśmy po… Bo nie mam poczucia, że to już za nami. Dzisiaj przyglądamy się np. informacjom z Chin, przyglądamy się temu, co dzieje się u naszego głównego partnera, w Niemczech… Sygnały nie są dobre – mówił Andrzej Kubisiak.

Najpierw pandemia

Skutkiem pandemii była przede wszystkim potrzeba wzmacniania sektora przedsiębiorstw i na tym skupiała się działalność PFR.

– Nie spodziewaliśmy się, że przyjdzie nam zmierzyć się z najcięższymi wyzwaniami. Chodziło o to, żeby wdrażać programy w instytucjach szybko i efektywnie. Na działania antykryzysowe w gospodarce Polska wydała około 8 proc. PKB, czyli mniej więcej 250 mld zł. Jeśli dodamy do tego koszty kryzysu energetycznego, to wydatki wyniosły do około 300 mld zł, czyli blisko 10 proc. PKB. To jest mniej więcej średnia, jaką wydały kraje Unii Europejskiej, ale wydając tyle, ile inne kraje, uzyskaliśmy dwa razy lepszy efekt. Fakt, że wydaliśmy dużo pieniędzy, zaciągnęliśmy duży dług, ale otrzymaliśmy dużo lepsze parametry gospodarcze. Na przykład skala spadku PKB po 2020 r. wynosiła u nas ponad 2 proc., a średnio w UE były to okolice 6 proc. – wymieniał Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

– A jeśli popatrzymy na rynek pracy, to u nas stopa bezrobocia praktycznie się nie zmieniła, mimo że około 250 tys. osób straciło pracę w pewnych sektorach. Pozostajemy teraz w trójce krajów europejskich o najniższej stopie bezrobocia — kontynuował.

Podkreślił, że ogromny, niepodważalny, koszt programów i działań antykryzysowych zwrócił się w postaci m.in. ochrony kilkuset tysięcy miejsc pracy czy zapobiegnięciu upadłości kilkudziesięciu tysięcy firm. A nasza gospodarka odbija, co sprawia, że wydane pieniądze nie zostały stracone. Jak podsumował, mimo poważnych wstrząsów polskiej gospodarce udało się miękko wylądować.

Inwestycje publiczne

Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego, zwróciła uwagę, że mamy tak naprawdę czwarty rok kryzysu.

- Wszystko się zaczęło w marcu 2020 r. i tak jak niektórzy nie wiedzieli, czy mają gdzie wracać do pracy, czy ich stanowisko lub firma już przestały istnieć, tak my nie wiedzieliśmy, czy właśnie kończy dzień, czy kolejny zaczyna… To była praca 24 godziny na dobę, żeby wszystkie rozwiązania przygotować… Dzisiaj trwa debata czy pieniędzy wydano za dużo, czy nie, czy to były słusznie wydane kwoty itd. O tym rozmawiałam też z ekspertami z Polskiego Instytutu Ekonomicznego; brakuje nam w Polsce analizy alternatywnej – co by się wydarzyło, gdyby tych wszystkich narzędzi pomocowych nie było. Na co polska gospodarka byłaby narażona i ile pieniędzy trzeba byłoby wydać, żeby ją na powrót podnieść. To byłaby praca na dziesięciolecia, stracone okazje dla gospodarki i biznesu -podsumowała prezes BGK.

Bank Gospodarstwa Krajowego to ponad stuletnia instytucja, która stale towarzyszy naszej gospodarce i działa na rzecz jej rozwoju.

10proc.

Wzrost stopy bezrobocia do takiego poziomu wskutek pandemii prognozował dla Polski MFW w kwietniu 2020 r. Tymczasem pozostała ona na poziomie 3 proc.

– BGK, jako bank rozwoju, ma odpowiadać antycyklicznie na potrzeby, bo taka jest nasza rola. Nie jesteśmy bankiem komercyjnym, tylko bytem systemowym, który uzupełnia system bankowy, i zwiększa działania wtedy, kiedy koniunktura jest słabsza. Tak się też działo w czasie kryzysu spowodowanego pandemią. Wdrożono 12 programów pomocowych, towarzyszyło im podniesienie roli gwarancji de minimis, ponieważ przedsiębiorstwa, które najszybciej reagowały na zmiany gospodarcze, bardzo ich potrzebowały.

- Łączna wartość kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw osiągnęła wartość 84 mld zł i aż 30 proc. finansowania trafiło do MŚP. Łączna liczba miejsc pracy, która dzięki tym działaniom została uratowana to 2 mln – wymieniała Beata Daszyńska-Muzyczka

Czy BGK działa dziś inaczej? Jak przekonuje jego prezeska, wspólnie z sektorem bankowym, tworzy rozwiązania według nowego modelu biznesowego.

– Mamy gospodarkę podzieloną na najważniejsze obszary, dla których powinniśmy mieć odpowiednie rozwiązania, które będą je mobilizować. Działamy nie tylko samodzielnie, ale z całym sektorem bankowym, razem z PFR, KUKE, PAIH, ARP i PARP. Jesteśmy też operatorem programów rządowych — np. mieszkaniowych, nowych inwestycji publicznych... I to właśnie jest ważne, że rząd uruchamia inwestycje publiczne właśnie wtedy, gdy inwestorzy prywatni w momencie kryzysu wstrzymują się ze swoimi decyzjami. Wtedy, gdy jest duża niepewność na rynku, ogromna jest rola państwa i jego inwestycji strategicznych. Dziś to jest 17,8 tys. inwestycji, ponad 3 tys. zakończonych inwestycji o łącznej wartości ponad 70 mld zł. Inwestycje publiczne zawsze w dobie kryzysu odgrywają rolę ratunkową i pobudzającą biznes – podsumowała prezeska BGK.

Na ile inflacja pomogła?

Łukasz Czarnecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów przyznał, że rzeczywiście inflacja wpłynęła na zwiększenie dochodów podatkowych, ale łączyła się jednocześnie z większymi wydatkami.

– W 2022 r. nastąpił ubytek z podatku VAT, który został obniżony lub czasowo zniesiony na określone grupy produktów i usług. Jednocześnie te wszystkie tarcze energetyczne, które łącznie w 2022 r. oceniamy na około 2,5 proc. PKB, pochłaniały dodatkowe wpływy. Więc o ile można mówić o dodatkowym bonusie na początkowym etapie, to w kolejnych latach kwoty z niego trzeba było przeznaczać na kolejne programy pomocowe.

Łukasz Czarnecki streścił też kwestię wpływów podatkowych. W roku 2015 mieliśmy je na poziomie 20 proc. relacji do PKB. Rok przed pandemią, czyli w 2019 - o 2 pkt proc. wyżej. Co ciekawe, w roku pandemicznym wpływy podatkowe nam nie spadły, natomiast w kolejnym (2021) jeszcze wzrosły — z 23 proc. do prawie 24 proc.

Ale – jak przekonywał – wydatków jest naprawdę sporo. Po pierwsze finansowanie armii, co będzie poważnym wyzwaniem przez kilkanaście lat. Jest też potrzeba zwiększenia wydatków na służbę zdrowia.

– W tym roku to już powyżej 6 proc. a w przyszłym będzie więcej, aż do roku 2027. Ale nie ma jakichś niepokojących zjawisk. Widać, że to uszczelnienie systemu podatkowego, wprowadzone przed pandemią jest trwałe i zakładam, że to będzie nasza baza na przyszłe lata – podkreślił ekspert resortu finansów.

Rynek pracy

Nie chodzi tu już tylko o wspomnianą niską stopę bezrobocia, ale o zmianę poziomu zatrudnienia. Jak zaznaczył Andrzej Kubisiak, byliśmy jedynym krajem w Europie, obok Luksemburga, który w pandemicznym roku 2020 zwiększył poziom zatrudnienia, mimo lockdownów i „zamknięcia gospodarki” itd.

– Gdy spojrzymy na porównanie po latach, przy wysokiej inflacji, byliśmy krajem, który zanotował największy wzrost zatrudnienia ze wszystkich państw OECD. Gdy szukamy przyczyn tego zjawiska, to najpierw na myśl przychodzi demografia jako czynnik oddziałujący silnie na rynek pracy od dekady i będzie oddziaływał przez kolejne dziesięciolecia. To czynnik bardzo istotny. W okresie szoku trzyma stronę podażową w ryzach, a z drugiej strony stabilizuje radykalne decyzje przedsiębiorców o zwolnieniach – tłumaczył Andrzej Kubisiak.

Organizacje pracodawców faktycznie na początku pandemii przewidywały czarny scenariusz, podobnie było z prognozą Międzynarodowego Funduszu Walutowego z kwietnia 2020 r. Bezrobocie w Polsce miało wzrosnąć trzykrotnie, do poziomu 10 proc.

– Wiemy, że to się nie wydarzyło, a wnioski były wyciągane na podstawie wcześniejszych kryzysów. To, co wpłynęło na sytuację, w jakiej jesteśmy dziś, to bezprecedensowe działania wpływające na polską gospodarkę, których nigdy wcześniej u nas nie wprowadzano. Takiej interwencji publicznej w ochronę miejsc pracy, jaką mieliśmy w 2021 r. w Polsce, nie było wcześniej – podkreślał Andrzej Kubisiak.

Jak przypominał, konserwatywne instytucje, jak chociażby MFW, namawiały rządy poszczególnych krajów, żeby nie bały się ekspansywnej polityki fiskalnej, żeby broniły miejsc pracy, stymulowały gospodarki…

– Dzisiaj mogą pojawiać się wątpliwości i pytania, czy wszystko było najlepiej przemyślane i najwłaściwsze. Wtedy jednak, raporty i analizy pod koniec dnia czy tygodnia szły do kosza, bo sytuacja była tak dynamiczna, że wszystkie się szybko dezaktualizowały. Tak czy inaczej rynek pracy przeszedł pandemię suchą stopą – podsumował Andrzej Kubisiak.

Oczywiście, mamy jeszcze sporo do nadrobienia, jest około 4 mln osób w wieku produkcyjnym, które nie są bezrobotne, a pozostają poza rynkiem pracy. I to jest nasz naturalny zasób kadrowy, z którego powinniśmy spróbować skorzystać.

– Przyczyną tego jest splot wielu czynników, ale w grę wchodzą też kwestie strukturalne. Kryzys pandemiczny uderzył w te obszary gospodarki, które w Polsce są mniej dominujące, jeśli chodzi o strukturę zatrudnienia.

Jak długo jeszcze?

– Nie należy oczekiwać, że sytuacja ustabilizuje się w ciągu najbliższego roku – mówił Ignacy Morawski.

– Wciąż działają przeciwstawne sobie siły, które różnie wpływają na gospodarkę. Podnosi nas ustępowanie wstrząsów podażowych, czyli tego, co zaburzało zdolności produkcyjne. Ustępuje też wstrząs energetyczny. I to w naturalny sposób ciągnie gospodarkę w górę. Ale z drugiej strony mamy podwyżki stóp procentowych – na całym świecie. I to będzie nam tłumiło popyt. Z tymi siłami gospodarka będzie się zmagać w najbliższym czasie. Wzrost, jeśli nastąpi, będzie powolny.

– Mamy duży potencjał, ale musimy rozwiązać trzy paradoksy. Z jednej strony mamy duże potrzeby wydatkowe (armia, zdrowie, transformacja energetyczna), a jednocześnie permanentnie obcinamy podatki. Jak my to skroimy? Nie wiem. Drugi paradoks – praca. Spada liczba osób w wieku produkcyjnym (mówię o obywatelach polskich), a jednocześnie widać, że potencjał migracji się wyczerpuje. Dotarliśmy do sufitu. Eksperci mówią, że mamy w tej chwili w Polsce wręcz za dużo migrantów, jeśli chodzi o wydolność naszego systemu obsługi socjalnej, czyli wyczerpuje się zdolność asymilacji, integracji tych osób. Trzeci paradoks to rozbieżność między bardzo dużymi inwestycjami zagranicznymi w Polsce, a bardzo niską aktywnością inwestycyjną polskich firm, szczególnie średnich. Stopa inwestycji przedsiębiorstw w Polsce jest bardzo niska, firmy nie chcą się zadłużać, spada udział zadłużenia kredytowego firm do PKB. W tych paradoksach będzie kształtowała się ścieżka naszego rozwoju – mówił Ignacy Morawski.

Spostrzeżenia i wnioski

Komentując nasz rynek, uczestnicy dyskusji, zgłaszali spostrzeżenia, które rzucają nieco światła na poszczególne zjawiska. Po pierwsze, Paweł Borys, przypomniał, że polskie firmy mają mniejszą siłę finansową i nie mogą inwestować tyle, co zagraniczne. Jak pokazuje GUS, przeznaczają jednak swoje fundusze na inwestycje, chociaż w ujęciu strukturalnym są one inne niż np. kupienie maszyn czy zbudowanie nowej hali produkcyjnej, czyli inwestycje o charakterze materialnym. To są inwestycje o charakterze organizacyjnym, marketingowym, w zasoby ludzkie i kształcenie kadr itd.

– Przedsiębiorstwa inwestują nie tylko w nowe technologie, ale też w nowe kompetencje; w tym widząc przyszły swój rozwój – dodała Beata Daszyńska-Muzyczka.

Prezes BGK zwróciła również uwagę na rozwój eksportu w ostatnim okresie.

– Warto podkreślić, że Polska, mimo kryzysu, stała się najlepszym miejscem do przyciągania inwestycji. W 2021 r. znaleźliśmy się w czołówce przyciągania inwestycji zagranicznych, wyprzedziliśmy nawet Chiny – zauważyła.

Po drugie, zdaniem Pawła Borysa raczej pewne jest, że w dłuższej perspektywie wrócimy na stałe do wyższych stóp procentowych. Sytuacja sprzed kilku lat, gdy mieliśmy zeroprocentowe stopy, już nie wróci w tym pokoleniu. Nowa pozytywna rzeczywistość w Polsce to 3–3,5 proc.

Po trzecie, wychodząc z założenia, które przypomniał Ignacy Morawski, że w gospodarce nie spadki są najgorsze, a zmienność i nieprzewidywalność, za wartość wyniesioną z ostatnich lat trzeba uznać ćwiczenie się w reagowaniu na szok. Szkoła, jaką dostała nasza administracja rządowa, instytucje, organizacje i wszystkie podmioty, które pierwszy raz stanęły w obliczu tak dramatycznych zdarzeń i takich zmian na rynku, sprawi, że w przyszłości, będziemy już lepiej przygotowani.

– Nauczyliśmy się w większym stopniu dostosowywać się do sytuacji, z którą się stykamy. To jest dobre, chociaż trudne ćwiczenie – podkreśliła prezes BGK.