Twarda na twardym

Jacek Konikowski
20-02-2009, 00:00

Ładna, filigranowa dziewczyna. I kamienie, siniaki, błoto…

My, kolarze górscy, żartujemy, że mamy przechlapane

— uśmiecha się wicemistrzyni olimpijska Maja Włoszczowska.

Puls Biznesu: Pekin, minuty finiszu. Już na spokojnie.

Maja Włoszczowska: Ostatnie sto metrów po asfalcie — na luzie, bo wiedziałam, że nikt mi srebra nie odbierze. Ale przedtem — ogromna koncentracja, nie dopuszczałam myśli, że jadę druga. Skupiałam się tylko na tym, by nie popełnić błędu. Przewaga 30 sekund w tej dyscyplinie to niewiele. Wystarczy upadek… Zwłaszcza gdy już się jest wyczerpanym i trudno zapanować nad rowerem w czasie jazdy w dół. Ja miałam dodatkowy problem z tylnym hamulcem i czasem musiałam sobie radzić tylko z przednim. Zastanawiałam się nad zbieganiem ze zjazdów, by nie ryzykować upadku, ale wtedy też straciłabym sporo cennych sekund. Ryzykowałam więc i na szczęście udało się — cało dojechałam do końca. Gdy wjechałam na asfalt, doznałam szoku — srebro! Potem przyszły myśli — co by było, gdyby Hiszpanka, aktualna mistrzyni świata, nie wywróciła się na pierwszym okrążeniu, blokując resztę zawodniczek i Niemka nie odjechała wtedy na te 30 sekund? Ale i tak cieszę się z tego srebra, bo do niego było przynajmniej osiem murowanych kandydatek, nie licząc kilku czarnych koni.

Drugim bohaterem był twój rower. Każdy chciałby taki mieć!

No pewnie, jest marzeniem wielu amatorów kolarstwa. To, niestety, spory wydatek — 25-30 tys. zł. Nasze rowery składa się pod konkretnego zawodnika. Mój scott ma karbonową ramę i zintegrowaną sztycę podsiodłową, dlatego siodełka nie da się ani podwyższyć, ani obniżyć, ani nawet wyjąć. Rower musi być bardzo lekki, dlatego siodełko waży raptem 125 gram i jest twarde jak diabli. W Pekinie jechałam na rowerze ważącym 8,7 kg (normalny to ponad 10 kg). To zasługa Grzegorza Dziadowca, asystenta mojego trenera, który dbał, by każda śrubka była jak najlżejsza.

Twardy charakter. Szczupła dziewczyna z siniakami na kolanach, utytłana w błocie… Chciałaś czy samo tak wyszło?

To zasługa mamy. Uparcie wpajała sport mnie i bratu. Jak niedziela, to rower. Miałam 14 lat, kiedy wystartowałam pierwszy raz — w amatorskich mistrzostwach Polski w Karpaczu. Dla rozrywki. I zaskoczenie: byłam druga! Za rok wygrałam. Wtedy podszedł do mnie trener Śnieżki Karpacz, wręczył klubową koszulkę i kazał przyjść na trening. Nie byłam pewna, czy dam radę trenować i nie zaniedbać szkoły, która była dla mnie ważna. Powiedziałam sobie: spróbuję, a jak by co — zrezygnuję. Ale wciągnęło mnie. Pierwsze poważne zawody — Grand Prix Czesława Langa... Wystartowałam trochę nielegalnie, bo nie miałam jeszcze licencji, ale sędziowie się zgodzili. Jedziemy. Wokół mnie dziewczyny trenujące po kilka lat i ja — Kopciuszek. Meta. Szok. Jestem pierwsza! Kolejne zwycięstwa przychodziły mi nawet łatwo… Pierwsze mistrzostwa świata. To samo. Wokół gwiazdy i ja, "dodatek" do ekipy, który pojechał na naukę. Bach! Srebro! Za rok, w Vail, byłam już faworytką. Pechową, bo na ostatnich metrach złoto wyślizgnęło mi się z rąk. Zamiast skręcić w lewo, na metę, wylądowałam na barierkach.

Sława. Ale sport się kiedyś skończy — i co wtedy?

Mam kilka "furtek". Studiowałam matematykę finansową i ubezpieczeniową, więc mogłabym pracować w firmie ubezpieczeniowej jako specjalista od wyceny ryzyka, mogłabym zostać doradcą inwestycyjnym lub aktuariuszem. Stale dostaję na e-maila oferty… Może poprowadzę firmę Quest mojej mamy, która szyje stroje sportowe, również dla mnie? Podoba mi się też zawód dziennikarza, zwłaszcza telewizyjnego. Już nawet próbowałam sił podczas Tour de Pologne. Ale póki co, mam cel — Londyn. Do tego czasu wiele może się wydarzyć.

Jedno marzenie się spełniło — medal na igrzyskach. A inne?

Sportowe — zdobyć złoto na olimpiadzie w Londynie. I stabilizacja. Poukładać sobie życie, domek, rodzina, życie towarzyskie... No i kochająca druga połowa. Mam już 25 lat i — jak tak dalej pójdzie — zostanę starą panną (śmiech). Do tej pory cały czas był sport, nauka, brakowało mi czasu na randki... Ale coś trzeba było wybierać. Nie żałuję, bo skończyłam studia, zdobyłam medal olimpijski. Teraz jednak chciałabym trochę w swoim życiu zmienić.

Dwóch chłopaków już masz…

No tak, rower górski. I szosowy, ale żyję z nimi w luźnym związku. l

Maja Włoszczowska

Srebrna medalistka w kolarstwie górskim na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, pierwsze miejsce w Pucharze Świata MTB XC w Schladming (Austria), mistrzyni Polski w MTB (mountain biking), drugie miejsce na Mistrzostwach Świata MTB w Livigno (Włochy).

Pseudo: Pszczółka

Uczelnia: Politechnika Wrocławska, Wydział Podstawowych Problemów Techniki, kierunek: matematyka finansowa i ubezpieczeniowa

Rower: scott

Ulubiona trasa XC w Polsce: Szczawno-Zdrój

Ulubiona trasa XC na świecie: Sierra Nevada

Sportowy idol: Gunn-Rita Dahle-Flesjaa

Ulubiony film: "Za wszelką cenę" Clinta Eastwooda

Muzyka: m.in. Ania Dąbrowska, Smolik

Książka: "Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna, wszystko Paula Coelho

Kuchnia: włoska, pasjami czekolada z orzechami

Cel: złoty medal olimpijski w Londynie

Wada: niecierpliwość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Twarda na twardym