Ucieczka do przodu

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 31-10-2012, 00:00

Gazele Biznesu: Przez ostatnie cztery lata 71 proc. firm rozszerzyło działalność lub weszło na nowe rynki – wynika z badania „PB”

Nie ma co liczyć na Unię Europejską, jej gospodarka prędko nie wygrzebie się z kryzysu — uznała firma Integart, Gazela Biznesu produkująca wyroby z tworzyw sztucznych. Zaczęła szukać swojej szansy poza granicami UE: w Turcji, Chinach, Australii i Rosji.

— Nie czujemy niczego takiego jak kryzys, nasza sprzedaż cały czas rośnie. Nowe rynki to nasza polisa ubezpieczeniowa — przekonuje Sławomir Kot-Zaniewski, prezes Integarta. Takich firm, które dekoniunktura zmobilizowała do odważnego rozwoju, jest wiele. Badanie „Pulsu Biznesu” wśród Gazel pokazuje, że od upadku we wrześniu 2008 r. banku Lehman Brothers (co uznawane jest za symboliczny początek kryzysu) aż 71 proc. firm weszła na nowe rynki zbytu lub rozszerzyło swoją działalność.

W nieznane

Badanie pokazuje, że najczęstszą formą ucieczki firm do przodu jest zdobywanienowych kierunków geograficznych. W ciągu ostatnich czterech lat rozpoczęło penetrować nowe tereny 57 proc. przebadanych Gazel. Najczęściej wchodzą na rynki zagraniczne (23 proc.), ale często ekspansją jest dla nich po prostu zdobycie nowych obszarów Polski (21 proc.), a nawet województwa (13 proc.).

— Jeśli firma jest dobrze zarządzana, wchodzenie na nowe tereny powinno być jej naturalnym zachowaniem w czasie kryzysu. Skoro na rodzimym rynku popyt słabnie, firma musi rozglądać się za nowymi rynkami, czyli dostosowywać się do sytuacji i wyszukiwać szanse dla siebie — przekonuje Małgorzata Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

Często Gazele w czasie kryzysu zmuszone są też do poszukiwania nowych rynków nie w sensie geograficznym, ale produktowym. Prawie co drugie przebadane przedsiębiorstwo (43 proc.) prowadzi obecnie szerszą działalność niż pod koniec 2008 r. Na przykład, nie tylko produkuje już swoje urządzenia, ale też dystrybuuje w Polsce produkty zagranicznych firm albo świadczy usługi montażu czy konserwacji.

— Wprowadziliśmy nowe, bardzo innowacyjne rozwiązania, np. usługi inteligentnej telekomunikacji czy telefonię komórkowo-stacjonarną. Skutek? W czasie kryzysu nie tylko nie odczuwamy problemów, ale wręcz czujemy wzrost popytu, bo klienci dzięki naszym usługom mogą obniżać koszty — mówi Jacek Lichota, prezes Telestrady, Gazeli z branży telekomunikacyjnej.

Długie drugie dno

Małgorzata Krzysztoszek zwraca uwagę, że firmy częściej starają się wejść na nowe rynki geograficzne niż wprowadzić nowe produkty.

— To naturalne zachowanie większości firm. Stworzenie nowego produktu wymaga sporego nakładu pracy i kapitału. Trzeba zwykle zbadać rynek, kupić maszyny, zatrudnić ludzi. To bardziej wymagający i ryzykowny proces niż wyjazd za granicę w poszukiwaniu nowego kontraktu. W tym drugim przypadku ewentualna porażka nie jest tak bolesna — mówi Małgorzata Krzysztoszek. Jej zdaniem, Gazele Biznesu są jednak i tak pod względem wprowadzania innowacji wzorem do naśladowania dla reszty firm.

— Szukanie nowych produktów, wprowadzanie innowacji to cecha charakterystyczna dla Gazel, dlatego podejrzewam, że gdyby zrobić podobne badanie na całej populacji firm w Polsce, odsetek ten byłby niższy niż 43 proc. — mówi Małgorzata Krzysztoszek. Badanie „PB” pokazuje też, że przedsiębiorcy bardzo rzadko w czasie kryzysu porzucają dotychczasową działalność.

Przez ostatnie cztery lata zdecydowało się na taki krok tylko 6 proc. Gazel. Dwie trzecie z tej grupy zawęziło swoją ofertę (pozbyło się produktów przynoszących największe straty), a 2 proc. firm zajmuje się dziś czymś zupełnie innym niż przed kryzysem. Sondaż ujawnia też, że Gazele dość mocno obawiają się drugiej fali spowolnienia gospodarczego, która niedawno w Polsce się rozpoczęła. Więcej niż co trzeci przedsiębiorca (34 proc.) uważa, że będzie ono głębsze niż to z 2009 r., a tylko co czwarty (26 proc.), że będzie płytsze. Słusznie?

— Jeśli patrzeć na dynamikę PKB, obecne spowolnienie jest podobne do tego z 2009 r. Wzrost gospodarczy spadł wówczas do 1,6 proc., teraz też dno będzie pewnie w przedziale 1,5-2 proc. Obecne spowolnienie może być jednak dla firm bardziej dotkliwe, bo będzie trwało dłużej. W 2009 r. ożywienie nastąpiło po 2-3 kwartałach, tym razem będzie trzeba na nie czekać prawdopodobnie 5-6 kwartałów — mówi Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu