Ucieczka? Nie, teraz to już jest ewakuacja

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 04-02-2009, 00:00

W ostatnich dniach polska giełda jest jedną z najgorszych na świecie. Indeksy ignorują wzrosty na Zachodzie i ustalają nowe dołki.

Na GPW panuje pesymizm i zwątpienie. Podaż napiera, popytu brakuje, bo wszyscy czekają na jeszcze niższe ceny. Podobnie było w 2002 r.

W ostatnich dniach polska giełda jest jedną z najgorszych na świecie. Indeksy ignorują wzrosty na Zachodzie i ustalają nowe dołki.

Nowy miesiąc rozpoczął się fatalnie. Drugą sesję z kolei nasza giełda zachowuje się dużo gorzej niż najważniejsze giełdy świata i rynki naszego regionu. W sumie podczas dwóch pierwszych sesji lutego WIG20 stracił prawie 10 proc. W tym samym czasie londyński FTSE, frankfurcki DAX i paryski CAC zanotowały symboliczną stratę, a budapeszteński BUX zyskiwał.

Cierpimy podwójnie

Wczoraj, gdy większość europejskich giełd świeciła na zielono, nasze indeksy nadal pikowały. WIG20 stracił 4,8 proc., pogłębiając poniedziałkowy dołek. Pobił też październikowe minimum intraday, spadając na zamknięciu poniżej 1470 pkt.

— Rynek ugiął się pod własnym ciężarem. Zanosiło się na to od dwóch tygodni. Nie ma większych graczy po stronie popytowej i choć podaż jest niewielka, wystarczy, by spychać indeksy — mówi Marcin Kiepas, analityk XTB.

Trudno nawet dyskutować, czy spadki są przesadzone, czy nie. Dla inwestorów nie ma znaczenia, że teoretycznie perspektywy rozwoju naszej gospodarki należą do najlepszych w Europie. Inwestorzy są przekonani, że rzeczywistość zmienia się z dnia na dzień. Obawiają się, że wkrótce także Polska przestanie być oazą spokoju.

— Wcześniej przez wiele miesięcy nasz rynek dyskontował spadki na innych giełdach. Od kilku tygodni uzględnia pogorszenie perspektyw makroekonomicznych dla Polski. Dostajemy więc podwójnie — podkreśla Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM.

Nieufność inwestorów potwierdzają także notowania złotego, który wczoraj mocno się osłabił. Ale w tym przypadku mogły też zadziałać przyczyny techniczne.

— Wczorajsze osłabienie złotego można też wiązać z zamykaniem transakcji opcyjnych — mówi Marcin Kiepas.

Nie ma amunicji

Nasz rynek jest tak słaby, że na razie nie ma szans na poprawę.

— Z analizy technicznej wynika, że WIG20 może zejść do poziomu 1200-1250 pkt. Dopóki klimat inwestycyjny na świecie nie poprawi się, trudno oczekiwać trwalszego odbicia na giełdzie i umocnienia naszej waluty. Jednak mimo wszystko wierzę, że luty będzie dobry dla giełdy, co powinno oznaczać także umocnienie złotego — ocenia Marcin Kiepas.

Trzeba jeszcze przetrzymać sezon raportów z IV kwartału.

— Sytuacja na rynku może się uspokoić dopiero po publikacji wyników kwartalnych przez polskie spółki, czyli na początku marca. Inwestorzy będą wtedy wiedzieć, jak firmy radzą sobie z kryzysem, i jakie są ich prognozy koniunktury w bieżącym roku. Tylko te spółki, które szybko podejmą działania restrukturyzacyjne i dostosują się do aktualnych warunków gospodarczych, mogą liczyć na pozytywną reakcję rynku — uważa Krzysztof Pado, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

— Mamy powtórkę z 2002 r. Wtedy też pesymizm był skrajny. Nikt nie przewidywał dalszych wzrostów i handel prawie zamierał. Tak może być jeszcze jakiś czas. Jednak już teraz warto kupować tanie akcje z myślą o perspektywie długoterminowej — uważa Marcin Materna.

Artur Czerwoński

prezes BPH TFI

Rynek przymierzał się do testowania dna i właśnie teraz je sprawdza. To nie jest atak podaży, lecz raczej osuwanie się rynku, bo obroty są niskie. Od początku roku jesteśmy ostrożni i niedoważeni w akcjach. Mocne spadki przy niskich obrotach świadczą o braku chętnych po stronie popytu. Kupujący są w blokach startowych, liczą na dalsze spadki wycen.

Ryszard Rusak

zarządzający Union Investment TFI

Kto miał kupić polskie akcje, zrobił to na początku stycznia. Teraz chętnych brakuje i widać siłę strony sprzedażowej. Na giełdzie nie ma silnych rąk, które odbierałyby akcje od sprzedających. W takich warunkach giełda może spadać nawet bez żadnych złych newsów.

Teraz widać siłę sprzedających. Odbicie może przyjść zawsze, ale będzie to tylko korekta. Na powrót długotrwałego trendu wzrostowego trzeba jeszcze poczekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu