Mamy budżet z 30-miliardową kotwicą. Jednak hurraoptymizmu nie ma. Można było postarać się bardziej.
Kotwica budżetowa została utrzymana na poziomie 30 mld zł, choć wydatki i dochody wzrosły w porównaniu z poprzednim projektem po 14,68 mld zł — wynika z przyjętego wczoraj przez rząd projektu budżetu. Rafał Benecki, ekonomista ING, tłumaczy, że to zmiana typowo księgowa, związana ze zmianą ustawy o finansach publicznych. Choć według Piotra Kalisza, ekonomisty Banku Handlowego (BH), moment i sposób, w jaki ta informacja się pojawiła, są zastanawiające.
— Dotąd jej nie przedstawiano. Trudno na razie komentować, czy kryją się za tym jakieś inne zmiany. Zakładając, że nie, budżet jest spójny z wcześniejszy projektem — powiedział ekonomista BH.
Ten nazwany został przez ekonomistów i przedsiębiorców budżetem przejadania wzrostu, który nie przygotowuje nas do ewentualnego osłabienia koniunktury. Pracodawcy zarzucają mu, że nie ma w nim znamion zapowiadanej reformy finansów publicznej.
— Budżet zakłada wzrost fiskalizmu, co widać po tym, że dochody i wydatki rosną szybciej niż prognozowany wzrost gospodarczy. To przeszkadza we wzroście, więc jego perspektywy w następnych latach będą gorsze — ocenia Maciej Grabowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.
Budżet zakłada, że dochody podatkowe wzrosną w przyszłym roku realnie o 8,2 proc. w stosunku do 2006 r. Zakłada też, że gospodarka będzie się rozwijać coraz lepiej: tempo wzrostu PKB ma wynieść w 2007 r. 4,6 proc., by po roku wzrosnąć do 4,8 proc. i osiągnąć 5 proc. w 2009 r. W przyszłym roku inflacja średnioroczna ma wynieść 1,9 proc., wzrost spożycia — 3,7 proc., zatrudnienie — 1,4 proc. a wynagrodzenia — 5,1 proc.
Rząd przyjął też wczoraj strategię zarządzania długiem publicznym na lata 2007-09, który w przyszłym roku ma wynieść 510,2 mld zł (49,2 proc. PKB), a później będzie rósł, by w 2009 r. osiągnąć wielkość 645 mld zł (51 proc. PKB).
— To wygląda dobrze, ale przy założeniu, że wzrost będzie utrzymany — mówi Rafał Benecki.
O to, zdaniem ekonomistów, będzie później trudno.