Vodafone mówi: bye, bye

Małgorzata Grzegorczyk
13-03-2007, 00:00

Polska odpadła z walki o centrum usług Vodafone, w którym pracować ma 800 osób. Grant był za mały czy nawalili ludzie?

InwestycjeTelekom nie utworzy centrum usług w Polsce

Polska odpadła z walki o centrum usług Vodafone, w którym pracować ma 800 osób. Grant był za mały czy nawalili ludzie?

Vodafone już nie szuka w Polsce lokalizacji pod wewnętrzne centrum usług, tzw. shared- services center. „PB” dotarł do pisma brytyjskiej spółki do jednego z miast, które starały się o tę inwestycję.

„[…] Po długich analizach na krótkiej liście znalazły się dwie lokalizacje. Niestety, zdecydowaliśmy, by nie kontynuować poszukiwań dla lokalizacji naszego Shared Service Center w Polsce”.

Świat się nie kończy

Chodziło o inwestycję tworzącą 700-800 miejsc pracy. Firma szukała około 8 tys. mkw. „PB” informował o sprawie w listopadzie ubiegłego roku. O projekt walczyły Kraków, Łódź i Katowice. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) do niedawna była przekonana, że o projekt wciąż walczymy.

— Niestety, Vodafone zrezygnował z Polski. Nie da się wygrać wszystkiego. Ale my nie próbujemy zdobywać wszystkich za wszelką cenę. Mam wrażenie, że to był konkurs najwyższych ofert na wsparcie, choć my nie doszliśmy do etapu negocjacji konkretnych kwot wsparcia — twierdzi Wojciech Szelągowski, wiceprezes PAIIZ.

Brytyjska firma zapewnia w piśmie z lutego, że decyzja o rezygnacji z Polski nie była łatwa, bo nasz kraj może się pochwalić dobrą infrastrukturą, wsparcie z agencji było wysokie, Polacy dobrze znają języki, a koszty pracy są relatywnie niskie, zwłaszcza w Łodzi.

— Bardzo żałujemy, że nie udało nam się przyciągnąć tej firmy do Polski — mówi Teresa Białecka-Krawczyk z Urzędu Miasta Łodzi.

Jedno ze źródeł „PB” twierdzi, że na krótkiej liście jest Drezno.

— Nie zdziwiłbym się, gdyby Vodafone wybrał Niemcy, bo prowadzi tam potężne operacje i mógł dostać spore pieniądze federalne na miejsca pracy —uważa Wojciech Szelągowski.

Wymieniane są też Czechy.

Ludzie i granty

Kilka osób podkreśla, że Vodafone był rozczarowany brakiem zainteresowania polskiej administracji.

— Przedstawiciele firmy powiedzieli, że po wyjściu ze spotkania w PAIIZ chcieli pakować manatki i wyjeżdżać z Polski — mówi osoba zajmująca się Vodafone „w terenie”.

— Mówili nam wyraźnie, że inne kraje zabiegają o ich inwestycję — dodaje kolejna.

— Może faktycznie za mało walczyliśmy o ten projekt — przyznaje jeden z pracowników agencji inwestycji.

Niewykluczone, że Brytyjczycy oczekiwali wyższego wsparcia. W Polsce na jedno miejsce pracy można dostać grant do 5 tys. EUR.

— Ale to w przypadku zaawansowanej działalności badawczo-rozwojowej, gdzie wkład myśli jest wysoki — zastrzega wiceprezes PAIIZ.

Nie podaje konkretnej kwoty. Inne źródło z agencji mówi maksymalnie o 3 tys. EUR. W Europie Zachodniej jest to kilkakrotnie więcej.

— Poza tym bardzo trudno przekonać międzyresortowy zespół ds. inwestycji, który przyznaje granty, by zgodził się na maksymalne wsparcie — ujawnia pracownik PAIIZ.

Przybędzie centrów

Powodem rezygnacji z Polski nie były raczej ewentualne kłopoty kadrowe. W Polsce działa dziś około 50 centrów BPO i przewiduje się, że będzie ich przybywać. Pod koniec 2010 r. ma w nich pracować 550 tys. osób. Niedawno firmy Cushman & Wakefield, Hewlett-Packard, Baker & McKenzie oraz Russell Reynolds Associates powołały Polish Out-sourcing Initiative, inicjatywę, która ma pomagać inwestorom, szczególnie planującym uruchomienie w Polsce działalności outsourcingowej. Projektów z sektora centrów usług więc nie zabraknie, także w najbliższej przyszłości.

— Menedżerowie PAIIZ wrócili z Budapesztu, z konferencji poświęconej centrom usług w Europie Środkowej. Zainteresowanie regionem i Polską jest bardzo duże. Mamy szansę na kilka projektów — mówi Wojciech Szelągowski.

Ale czy będą to takie marki jak Vodafone?

Czynnik ludzki jest czasami decydujący…

Wpadka

W przypadku inwestycji firm Hyundai i KIA, które szukały lokalizacji pod fabrykę samochodów za 1 mld EUR, nie spisali się polscy oficjele. Premier Leszek Miller spotkał się z przedstawicielami firmy tylko raz, a minister gospodarki Jerzy Hausner — ledwo dwa razy po pół godziny. Polacy wypadli blado w porównaniu z rządem Słowacji: premier wyjeżdżał po delegacje koncernów na lotnisko, a prezydent i premier podejmowali ich szefostwo kolacją.

Sukces

Gdy inwestycję w Polsce rozważał Dell, premier Marek Belka zaprosił przedstawicieli amerykańskiego koncernu na dyskretną kolację i powiedział, jak bardzo mu zależy, by planowane inwestycje trafiły do Polski. Zostało to bardzo dobrze odebrane. W walce o Della, który obecnie inwestuje w Łodzi 200 mln EUR, niewątpliwe zasługi mieli też przedstawiciele miasta: prezydent Jerzy Kropiwnicki i wiceprezydent Marek Michalik. Ten sam tandem ściągnął m.in. Gillette.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Vodafone mówi: bye, bye