Wagi niezgody

Paweł Janas
01-08-2005, 00:00

Walcząc z paliwowymi przekrętami, fiskus krzywdzi uczciwe firmy próbujące konkurować z Orlenem i Lotosem.

Resort finansów utrudnia życie firmom sprowadzającym autocysternami paliwa z Niemiec. Podlegające mu urzędy celne nakazały im wyposażenie miejsc, w których następuje kontrola celna i naliczenie akcyzy, w urządzenia do ważenia oleju napędowego i benzyny. W praktyce oznacza to konieczność budowy małych baz magazynowych. Powód żądań? Fiskus nie dowierza dokumentom importerów i chce, by celnicy przed naliczeniem akcyzy mogli dokładnie zważyć paliwo. Może się przecież zdarzyć, że w zbiorniku będzie go więcej niż na papierze...

— Spółki mają do września czas na dostosowanie się do nowych wymagań. Jeśli tego nie zrobią, nie będą mogły sprowadzać paliwa autocysternami do Polski — informuje Jacek Wróblewski, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), zrzeszającej największe firmy paliwowe działające na polskim rynku.

Cios w konkurencję

Do dnia wejścia Polski do Unii Europejskiej paliwa były obciążane akcyzą na granicy. Teraz autocysterny trafiają w kraju do kilku miejsc kontroli, położonych zwykle już na stacjach benzynowych. Tam celnicy sprawdzają wyłącznie dokumenty importowe, które są podstawą naliczenia akcyzy. Teraz fiskus nakazuje firmom wyposażyć te miejsca w urządzenia pomiarowe.

— Konieczność budowy nowej infrastruktury to wydatek od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych na każdego importera. Nowe procedury związane z ważeniem paliwa wydłużą czas dostawy na stację. Wzrosną koszty logistyki, co sprawi, że importowane paliwa nie będą konkurencyjne w stosunku do oferty Orlenu lub Lotosu. W konsekwencji może to doprowadzić do wzrostu cen detalicznych — mówi Jacek Wróblewski.

Słowacy lepsi

Jego zdaniem, problem dotknął firm BP i Shell, sprowadzających do Polski paliwa z rafinerii w niemieckim Schwedt, oraz Statoila, który przywozi zza Odry gaz płynny.

— Budowa bazy, która miałaby służyć jedynie do weryfikacji ilości paliw, nie ma sensu. To pomysł rodem z Mrożka. Nigdzie w Unii Europejskiej nie ma takich wymagań. Przykładem jest Słowacja, dokąd autocysternami dostarczamy paliwa z Polski. Tamtejsza procedura polega jedynie na przesłaniu dokumentów do urzędu celnego — mówi Krzysztof Starzec, dyrektor ds. zakupu paliw w Shell Polska.

Decyzje polskich urzędów celnych zniechęciły firmę ConocoPhillips do sprowadzania autocysternami paliwa z Czeskiej Rafinerskiej.

— Po wejściu do Unii zasady handlu miały zostać uproszczone. Stało się inaczej. Co ciekawe, okazuje się, że importerzy paliwa spoza UE, np. z Białorusi, nie podlegają takim obostrzeniom — dodaje Jacek Wróblewski.

Odprawiani są na granicy.

Urzędniczy ping-pong

Importerzy od miesięcy prowadzą z Ministerstwem Finansów wymianę korespondencji w sprawie kontroli. Bez skutku.

— Resort odpowiada, ze decyzja leży w rekach urzędów celnych — mówi Jacek Wróblewski.

Te zaś wskazują na urzędników w Warszawie.

— Musimy wypełniać normy prawne przygotowane przez ministerstwo. Decyzje leżą po jego stronie — odpowiada Aneta Oppeln-Bronikowska, zastępca naczelnika Urzędu Celnego w Szczecinie.

Niewiele poprawiła propozycja wystosowana przez ten urząd.

— Celnicy stwierdzili, że skoro nie chcemy budować małej bazy paliw, to musimy na autocysternach zamontować zalegalizowane w Polsce urządzenia pomiarowe — mówi Krzysztof Starzec.

Tu jednak brak zgody Głównego Urzędu Miar, który uważa, że określenie ilości paliwa może być dokonane tylko podczas załadunku do autocysterny.

Szansa na kompromis

2 sierpnia ma odbyć się spotkanie przedstawicieli POPiHN i Urzędu Celnego w Szczecinie. Obie strony deklarują chęć zawarcia kompromisu. POPiHN proponuje, by ważenie autocystern odbywało się wyrywkowo w już istniejących bazach paliwowych. Celnicy nie mówią nie.

— Nie chcemy utrudniać działania firmom. Sądzę, że po spotkaniu poprosimy dyrektora izby celnej o zainteresowanie sprawą resortu finansów — deklaruje Aneta Oppeln-Bronikowska.

Według szacunków POPiHN problem dotyczy około 50 proc. paliw sprzedawanych w Polsce zachodniej i północnej. Dokładnych danych jednak brak. W całym kraju w 2004 r. sprzedano 4,3 mln ton benzyny i 6,4 mln ton oleju napędowego z czego z importu pochodziło odpowiednio 16 i 31 proc.

— Fiskus uderza w legalnie działające firmy, koncentrując uwagę tam, gdzie mu wygodnie. Nie widzi, co dzieje się obok, np. importowania oleju opałowego i wprowadzania go na rynek jako napędowego — mówi Jacek Wróblewski.

Okiem eksperta

Firma to nie przestępca

Nawet jeśli istnieje konieczność przeprowadzenia dodatkowej kontroli sprowadzanych z UE paliw,

to nie widzę powodu, by resort finansów przerzucał całe koszty przeprowadzenia tej operacji na podatnika. Nowe, zaostrzone wymagania urzędów celnych w stosunku do firm paliwowych oznaczałyby dla nich wzrost kosztów i skomplikowałyby sam proces sprowadzenia paliw z zagranicy.

Państwo często stosuje zasadę ograniczonego zaufania w stosunku do podmiotów gospodarczych. Nie oznacza to jednak, że należy każdą firmę z góry traktować jak potencjalnego przestępcę.

Witold Ozimski

prezes firmy BM Reflex, monitorującej polski rynek paliw

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wagi niezgody