WÓLCZANKA I VISTULA SZUKAJĄ CHĘTNYCH DO SPÓŁKI HANDLOWEJ

Artur Burak
opublikowano: 1998-10-27 00:00

WÓLCZANKA I VISTULA SZUKAJĄ CHĘTNYCH DO SPÓŁKI HANDLOWEJ

Przyszli partnerzy chcą konkurować z zachodnimi producentami odzieży nową marką

NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH: Utworzenie spółki handlowej z Vistulą wcale nie oznacza, że dojdzie do pełnego połączenia obydwu firm. Wbrew spekulacjom nie ma takich planów. W przyszłości oczywiście niczego nie można wykluczyć, ale w tej chwili nawet nie myślimy o fuzji - mówi Ryszard Polański, prezes Wólczanki. Fot. Grzegorz Kawecki

Przygotowania do utworzenia spółki handlowej Wólczanki i Vistuli ruszą pełną parą pod koniec roku, tuż po zakończeniu negocjacji ze Skarbem Państwa w sprawie prywatyzacji Zakładów Odzieżowych Warmia, które przyszli partnerzy chcą wspólnie przejąć. Ryszard Polański, prezes Wólczanki nie wyklucza, że nowa firma tworzona przez Vistulę i Wólczankę zostanie wprowadzona na giełdę.

Zadaniem nowego podmiotu będzie sprzedaż i promowanie wyrobów Wólczanki i Vistuli.

— Możliwe, że do spółki przystąpi także kaliskie Polo. Firma ta będzie mogła sprzedawać w naszej sieci swoje wyroby dziewiarskie. Kandydatem do wspólnego przedsięwzięcia jest też Warmia, jeśli oczywiście po naszej myśli potoczą się negocjacje w sprawie prywatyzacji tej firmy — mówi Ryszard Polański.

Nowa marka

Jednym z pierwszych wspólnych posunięć partnerów było utworzenie nowej marki Lantier. W salonach Vistuli można już spotkać krawaty i garnitury z tą metką. W najbliższym czasie do sklepów trafią także koszule Wólczanki sygnowane logo Lantier. Nowe produkty Wólczanki i Vistuli skierowane są do klientów z trochę grubszym portfelem — garnitur z metką Lantier kosztuje ponad 1000 zł.

Prezes Polański przewiduje, że w przyszłości pod tym szyldem Wólczanka wejdzie na rynki zachodnie. Przyznaje jednak, że do podbicia rynków zachodnich potrzebne będą znacznie większe pieniądze.

— Jeżeli przedsięwzięcie dobrze się rozwinie w Polsce, nasze doświadczenia możemy wykorzystać w innych krajach. Nasze produkty już dziś mają porównywalną jakość z wyrobami znanych firm zachodnich. Problem tkwi jedynie w tym, czy znajdzie się ktoś skłonny wyłożyć poważną kwotę na działalność na Zachodzie. Może będą to banki, które są akcjonariuszami firm odzieżowych. Wejście do krajów Europy Zachodniej pod własną marką musi być jednak solidnie przygotowane i poprzedzone szczegółowymi badaniami rynku — uważa Ryszard Polański.

Termin do ustalenia

W tej chwili jeszcze nie wiadomo, kiedy zostanie powołana spółka handlowa i jaki będzie jej kapitał akcyjny. Nowy podmiot zostanie zasilony kapitałem obrotowym (wyrobami i gotówką) Wólczanki oraz Vistuli W przyszłości spółka ma być wprowadzona na giełdę.

— Dziś notowanie akcji spółki na giełdzie nie są dla nas zadawalające. Bessa jednak nie trwa wiecznie. Początkowo nasza firma handlowa będzie wspierana ze środków założycieli i giełda nie będzie potrzebna do zdobywania kapitału, ale w przyszłości nie wyobrażam sobie, żeby spółki zakładane przez Wólczankę nie były notowane na giełdzie — twierdzi prezes Wólczanki

Plany utworzenia spółki handlowej nie zakładają natomiast wprowadzenia jej akcji na giełdy zachodnioeuropejskie, nawet gdyby Wólczanka i Vistula zdecydowały się na aktywną działalność na tamtejszych rynkach.

Niezbędna restrukturyzacja

Jeszcze w tym roku zakończy się modernizacja dwóch zakładów Wólczanki w Ostrowcu i w Wieruszowie. Łączne koszty modernizacji wyniosły około 3 mln zł. Według przewidywań zarządu, po jej zakończeniu wydajność w obydwu zakładach wzrośnie o 15 proc.

— Dla nas jest to jeden ze sposobów — jeśli nie jedyny — na sprostanie zagranicznej konkurencji. Na kurs złotego w stosunku do marki nie mamy wpływu i nie liczymy, że dojdzie do zahamowania aprecjacji naszej waluty. W krajach o szybkim wzroście, opartym na solidnych fundamentach gospodarczych, wzrost wartości waluty jest czymś normalnym. Nam może być trochę smutno z tego powodu ale nie mamy na to wpływu - wyznaje Ryszard Polański.

Przed koniecznością podnoszenia efektywności stają praktycznie wszystkie liczące się firmy tekstylne. Już w przyszłym roku zostanie zniesione cło na import tekstyliów z Unii Europejskiej. Do drzwi polskiego rynku coraz głośniej dobijają się także firmy odzieżowe z Turcji, dlatego też podjęcie trudnych nieraz działań wiążących się z redukcją zatrudnienia, a zmierzających do podniesienia wydajności pracy, oznacza „być albo nie być” rodzimych producentów.

— Nie jesteśmy zwolennikami całkowitego zamknięcia granic przed konkurencją zagraniczną, ale tam, gdzie istnieją ograniczenia importu, należy je konsekwentnie egzekwować. Cła nie zostały wprowadzone po to, żeby kilka osób miało spokojne sumienie, ale dla ochrony polskich firm — tłumaczy Ryszard Polański

Błogosławiona reforma

Nielegalny import nie jest jedynym problemem krajowych firm z branży tekstylnej. Najwięksi w Polsce producenci odzieży są także skutecznie atakowani przez niewielkie firmy zatrudniające po kilka-kilkanaście osób. Małe zakłady często w ogóle nie rejestrują swojej działalności, a te, które funkcjonują legalnie, unikają płacenia świadczeń emerytalnych i dzięki temu mają znacznie niższe koszty niż ich wielcy konkurenci. Sytuacja ta może jednak ulec jakościowej zmianie po wprowadzeniu zreformowanego systemu ubezpieczeń społecznych i zaostrzeniu kontroli wydatków firm na ubezpieczenia pracowników.

— Spodziewamy się, że po reformie emerytalnej wiele małych zakładów po prostu wypadnie z rynku, a na ich miejsce wejdą duże firmy działające zgodnie z prawem — dodaje Ryszard Polański

Prezes Wólczanki uważa jednak, że na produkcji odzieży w Polsce można nadal zarabiać. Jego zdaniem, złote lata branży odzieżowej w Polsce już minęły, ale nie musi to oznaczać całkowitego upadku tej gałęzi gospodarki.